niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 18.





- Jak inaczej mógłbym to nazwać? - Wymigiwałem się od odpowiedzi, mając wrażenie że zawiedzie mnie własny język i powiem coś, czego będę żałował. - Jak mogę opisać każdą myśl, która w jakimś momencie mojego dnia zawsze dąży do Ciebie? - Starałem się oczyścić swój umysł z głębokim oddechem, postanawiając że powiem mu wszystko. Teraz albo nigdy. - Albo to uczucie kiedy na mnie patrzysz.. jakbym w końcu znaczył coś dla świata, jakby komuś nie było obojętne czy jutro na przejściu zderzę się z maską rozpędzonego vana który będzie prowadził znudzony życiem czterdziestolatek z łysiną. - Odważyłem się na niego spojrzeć. Przez jego twarz nie przechodziła żadna emocja. - Dlaczego kiedy wtedy mnie pocałowałeś poczułem się jakbym był lontem potrzebującym do wybuchu iskry którą byłeś? Nie wiem jak inaczej wyjaśnić to, że mam gdzieś Twoją przeszłość, co zrobiłeś a czego nie.. Zapomnę o własnej i zabiorę Cię stąd, nie wiem gdzie, nie wiem jak, tylko powiedz, że każdy gest który wykonałeś kiedykolwiek w moją stronę nie był przeze mnie źle odebrany. Powiedz, że czujesz cokolwiek kiedy na mnie patrzysz bo nie wiem czy ktoś kiedykolwiek dał mi tyle nadziei pośród pokoju w którym walą się ściany. Wali się wszystko a Ty tutaj stoisz i wiem, że nic mi nie będzie.. Czego dotknę zawsze umiera ale tym razem czuję że.. mimo wszystko może się udać. - widząc jak przenosi wzrok na ścianę obok, wyzwalając mnie spod jego magii poczułem jak moje serce zamiera. Powiedziałem za dużo. - Zayn przepraszam nie powinienem...

Nie dokończyłem. Nie byłem w stanie kiedy znów przeniósł wzrok na mnie i podchodził. Powoli, sprawiając że wzrastające ciśnienie zgniatało moje serce od środka. Zatrzymał się w tak niewielkiej odległości, że mogłem poczuć na policzku jego oddech. Podniósł dłoń i wywołując rwący w jego kierunku dreszcz wplótł palce w moje włosy lekko je odgarniając.
Kiedy mnie pocałował poczułem jakby molekuły w moim ciele zamieniały się w proch. Nie towarzyszył temu jednak ból, a nowe uczucie, którego chyba do tej pory nie poznałem. Najdelikatniejszy pocałunek jakim ktokolwiek, kiedykolwiek mnie obdarzył. Jakby czas stanął w miejscu zatrzymując zawieszone w powietrzu drobinki kurzu i pozwolił nam przeżyć dodatkowe sekundy, których nikt inny nigdy nie dostanie. Był szeptem na moich wargach, siłą która sprawia że jakimś cudem krew w moich żyłach jeszcze płynie, mimo całego zła jakie mnie spotkało.
Odsunęliśmy się na odległość dosłownie milimetra. Wciąż z ogarniającą ciemnością przymkniętych powiek słuchaliśmy rozchodzącej się echem w moim umyśle ciszy. Nareszcie wszystko umilkło. Pędzące, przekrzykujące się, walczące ze sobą myśli zostały odurzone, odszedł niepokój. Nareszcie.

- Co teraz?

Poczułem jak jego wargi poruszają się, wciąż dotykając moich, w ledwie słyszalnych dźwiękach, jakby bał się że usłyszy nas cały świat i ta chwila zostanie nam odebrana. Uśmiechnąłem się i odpowiedziałem wciąż upojony jego głosem:

- Po prostu oddychaj.

***

W ostatnich tygodniach spóźniałem się za każdym razem. Wiedziałem jak bardzo Perrie działa to na nerwy. Chciałem żeby była zła i wysłała negatywne opinie. Kiedy zastał nas drugi tydzień sierpnia zacząłem na prawdę myśleć, że niedługo muszę odejść. Na szczęście przedłużenie wyroku o kolejny miesiąc pozwoliło mi przez kolejną chwilę spać spokojnie. To spanie nie było najwygodniejsze, ale jak mógłbym narzekać. Z kanapy uprzątnąłem wszystkie graty a kartony z rzeczami wypakowałem razem w Nickiem w któryś piątek.. Małe mieszkanie w końcu stało się zupełnie moje. Jeszcze kilka wieczorów i może poczuję się jak w domu. Co nie zmienia faktu że sprężyny wbijające się w plecy nie sprzyjały wysypianiu się. Krążące w głowie myśli również.
Było ciężej niż myślałem. Przez cały tydzień próbowałem zajmować się pracą. Liam pomagał mi przywożąc zakupy, przypominając o płaceniu rachunków.. Nie powiedziałem mu jednak o Zaynie. Czułem się z tym źle, ale nie mogłem wiedząc, że nie będzie zadowolony. Nick wiedział i w każdy piątkowy wieczór wyciągał mnie na miasto za co mu dziękowałem. Czasem dzwoniłem do niego tylko po to żeby porozmawiać z kimkolwiek, bo miałem wrażenie że wariuję w pustym mieszkaniu. Nigdy nie mieszkałem sam. Telewizor lub radio włączone przez cały czas na programach muzycznych tylko po to, żebym nie oszalał przez głuchą ciszę.
W końcu przychodził weekend i budziłem się z tym przyjemnym ciepłem. Znów go zobaczę. To też nie wyglądało jakbym tego chciał ale.. Mogłem prosić o więcej?
Zawsze obejmowałem go na powitanie, próbowałem łapać za rękę jak nikt nie patrzył... A on milczał. Nikt nie mógł się dowiedzieć, to było oczywiste, mimo wszystko dobijało mnie to, że nie mogę pocałować go kiedy tylko chcę. Nigdy nie musiałem się tak powstrzymywać, było cholernie ciężko udawać że nic się nie dzieje kiedy uśmiechał się w ten specyficzny sposób. Trudno było nie objąć go kiedy malował i zachowywać pozory gdy w zasięgu wzroku była Perrie. Godzina terapii grupowej stała się naszym azylem. Zamykaliśmy się w jego pokoju.. ale i to nie wyglądało tak, jakbym tego chciał. Jasne, nie mogłem oczekiwać od niego zbyt wiele, w głębi duszy liczyłem jednak, że zacznie ze mną na prawdę rozmawiać. Przeważnie leżeliśmy na małym łóżku z żółtą pościelą, objęci, opowiadałem mu o swoim tygodniu, wtrącał może kilka zdań, czasem nawet nie odpowiadał na pytania. Narastało we mnie przeczucie że może jednak się pomyliłem.. wtedy mnie przytulał, wtedy go całowałem i czułem jego ciepło i wszystko wydawało się odpływać. Postanowiłem przeczekać pierwsze dni, żaby przyzwyczaił się do zmiany sytuacji. Ja sam musiałem się przyzwyczaić. To było inne. Związek z Tomlinsonem był wieczną niewiadomą, pełną śmiechu, długich rozmów, dotyku, ale też strachu, złości, nieświadomości.. Czułem się jakbym wysiadł z kolejki górskiej i w końcu mógł położyć się w spokoju, odetchnąć. Nie znałem tego uczucia, było dla mnie dziwne, co nie oznaczało, że mi się nie podobało.. W głowie jednak przez cały czas majaczyła myśl, że nie mamy czasu na powolne zakochiwanie się w sobie. Nie mamy czasu na nic i to nas kiedyś zniszczy ale.. nie wydawało się, żeby to nas teraz obchodziło.
W końcu stwierdziłem, że mam dość ukradkowego trzymania się za ręce, jak w podstawówce. Postanowiłem wykorzystać środowy dzień odwiedzin. Na moje szczęście na hurtowni pękła rura i zalane magazyny zamknięto na kilka dni. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić a oglądanie seriali i zajadanie się żelkami nie było najlepszym sposobem na spędzanie całego dnia.
Kiedy Perrie zobaczyła mnie meldującego się przy recepcji wyglądała jakby oblano ją kubłem zimnej wody. Nie obchodziło mnie to, co sobie pomyśli, musiałem się z nim zobaczyć. Był zaskoczony kiedy Liv wprowadziła go do dużej sali, w której wcześniej nie byłem. Niewielkie pomieszczenie z rzędami stolików, przy każdym stały naprzeciwko siebie dwa krzesła. Usiadł i obdarzając mnie najcudowniejszym uśmiechem zapytał szepcząc, żeby nikt nie słyszał:

- Co tutaj robisz?
- Nie cieszysz się? - czułem że drżę w środku pod wpływem jego wzroku. - Nikt inny nie wykorzystywał Twojego dnia odwiedzin więc pomyślałem, dlaczego by się nie wprosić. A teraz chodź, mam plan.

Nie sprawdzając jego reakcji złapałem go za chłodną rękę i wyprowadziłem na korytarz, czując na sobie wzrok wszystkich. Szybko odnalazłem szklane drzwi, na których osiadały masy kurzu. Pociągnąłem za klamkę i prowadząc go za sobą poczułem pod stopami miękkość trawy.
Jego twarz rozjaśniła się jak nigdy przedtem. Spojrzał w niebo i mocniej zaciskając palce wokół moich uśmiechnął się błogo. Przymknął oczy a ja obserwowałem przez chwilę jak promienie tańczą w jego włosach. Ten dzień miał być inny.
Temperatura powietrza w ostatnim tygodniu w końcu dała nam odczuć że jest połowa sierpnia. Nie wysuszyła jednak do końca przesiąkniętej wilgocią gleby, więc rozłożyłem brązową kurtkę która towarzyszyła mi na wypadek pogorszenia pogody, pod jednym ze starszych drzew rosnących w ogrodzie. Oparłem się o pień jabłoni którą ozdabiały niewielkie, niedojrzałe jabłka. Wzrokiem zaprosiłem żeby Zayn do mnie dołączył. Robiło mi się ciepło na sercu kiedy widziałem jak z zachwytem rozgląda się naokoło. Zabranie go tutaj to był najlepszy pomysł na jaki wpadłem w ostatnich miesiącach. W końcu zdjął zielony sweter i rzucił go obok mnie. Omiotłem wzrokiem jego mocno zarysowane żebra wyeksponowane przez ciasno przylegającą do ciała koszulkę na szelkach. Zgiął kolana przyciągając je do siebie i objął je ciasno rękami. Wstrzymałem na chwilę oddech bo wraz z jego ruchami miałem wrażenie że wystające kości obojczyków zaraz rozetną mu skórę. Dla czego wciąż był tak chudy? Może ciało odzwyczajone od ruchu, słońca i normalnego jedzenia po tak długim czasie nie było w stanie utrzymać zdrowej wagi? Powinienem poinformować o tym lekarza, ale tutaj wszyscy pacjenci byli tacy. Jakby powoli stawali się poszarzałymi, wypompowanymi z życia marami, z wystającymi kośćmi.
Przysunąłem się tak, że mógł się o mnie oprzeć i wyczułem jak drży. Kiedy zapytałem czy jest mu zimno zaprzeczył i uśmiechał się. Nieprzyzwyczajone do uczucia ciepłego wiatru ciało nie potwierdziło jego słów i kiedy znów przebiegł go dreszcz objąłem go ramieniem. Obserwowałem jego wykrzywione bez przerwy w lekkim uśmiechu usta i czułem przepływający przez niego spokój. Chwycił źdźbło trawy i powoli rwąc je na kawałki rozglądał się po ogrodzie wielkości boiska do piłki nożnej. Ostre światło nadawało jego oczom nowego, żywszego odcienia, jakby znikały z nich matowe refleksy czterech ścian. Po kilku minutach podsunął się niżej i położył. Wpatrywał się w rozciągającą się nad nami zieleń korony drzewa przysłaniającą sporą cześć błękitnego nieba. Jego klatka piersiowa opadała i wznosiła się nieco mocniej niż zazwyczaj biorąc głębokie wdechy świeżego powietrza, promienie słońca wplatały się we włosy a uśmiech nie schodził mu z warg. Chciałem patrzeć na niego do końca dnia, również kiedy słońce zajdzie i  księżyc będzie odbijał się poświatą na jego skórze... chciałbym nie musieć odchodzić za każdym razem.
     Nie wiem jak długo leżeliśmy w milczeniu dostarczając swojemu umysłowi czystszego powietrza niż kiedykolwiek znajdowało się w zimnych murach. Może kilka minut, może godzin, słońce nieco zmieniło kąt padania teraz rażąc nas w oczy. Czas płynął szybko choć każdą sekundę odznaczałem w myślach kiedy jego palce wplecione w moje poruszały się jednym rytmem.
W pobliżu nie było nikogo, jakby pracownicy zapomnieli o istnieniu tego miejsca. Nieprzystrzyżone krzewy, zeschnięte rabatki i dawno niekoszona trawa zdecydowanie czyniły je smutniejszym niż mogłoby być. Nam to jednak w tym momencie wystarczało. Jedyne czego brakowało mi dziś przez cały dzień, to jego głos.

- Kiedy ostatni raz byłeś na zewnątrz? - nie raz zadawałem mu to pytanie ale teraz szanse na prawdziwą odpowiedź były dużo większe. - Wiesz, żeby posiedzieć w słońcu i dotknąć trawy, a nie tylko czuć mniej duszące powiewy wpadające przez okna w świetlicy. - kiedy tylko wzruszył ramionami oderwałem plecy od drzewa i przenosząc się na wysokość jego twarzy zaprzeczyłem. - O nie! Nie tym razem. Odpowiedz.
- Nie wiem. - przeniósł wzrok z błękitu nieba na mnie i sprawił że moje myśli na chwilę gdzieś uciekły. - Dawno.
- Zdążyłem to zauważyć. - Prychnąłem nieusatysfakcjonowany jego odpowiedzią. Nie mogłem jednak powstrzymać uśmiechu który wkradał mi się na wargi za każdym razem kiedy słyszałem jego głos. - Właściwie nie rozumiem dlaczego was tutaj nie zabierają. Przecież nikt stąd nie ucieknie, nie ma jak, a takie trzymanie was w pomieszczeniu cały rok chyba nie wpływa dobrze na zdrowie, nie? Nie żebym był jakimś ekspertem od stężenia witaminy D w organizmie ale mimo wszystko, to chore.
- To nie tak.. - jego głos nagle zamarł i widząc grymas na jego twarzy wstrzymałem oddech. Fala głuchego kaszlu przedarła się przez gardło bruneta, wstrząsając niemal całym ciałem. - że nas nie zabierają. - zachrypiał po chwili, opanowując kaszel. - Niektórzy nie chcą wychodzić.
- Nie mów mi, że wolisz siedzieć w zimnych murach, na tej samej sali, każdego  dnia, niż wyjść pooddychać? - nie wierzyłem mu do końca, ale postanowiłem odpuścić, szczęśliwy że udało mi się w niego wydusić chociaż tyle. - Dalej Cię boli kiedy mówisz?

Na potwierdzenie moich słów pokiwał głową i przymknął oczy. Jego czarne rzęsy rzucały cienie na policzkach, a we mnie rosło pragnienie dotknięcia ich. Nie wiem dlaczego bałem się to zrobić. Gdyby był to Louis... pewnie nie zawahał bym się zdjąć z niego ubrań na oczach innych. Ale on nim nie był.
To był Zayn, a z Zaynem wszystko było inne. Wiedziałem, że mogę to zrobić, że mogę go dotknąć. Mimo wszystko bałem się, że jeśli to zrobię, jeśli go wystraszę, on znów się zamknie na świat, a tego bym nie zniósł. Podparłem się na prawym łokciu przybliżając się nieco. Z bliska był jeszcze piękniejszy. Nie otworzył oczu przez dłuższą chwilę więc pomyślałem, że zasnął. Wyprowadził mnie z błędu sięgając po moją dłoń i znów splatając je razem. Sposób w jaki jego palce delikatnie poruszały się łaskocząc moją skórę był nieznośnie cudowny.

- Właściwie dlaczego wciąż tego unikasz? - zapytałem wyrywając go z zamyślenia.
- Czego? - zamrugał i obdarzył mnie tym spojrzeniem.. nie mogę.
- Ehm.. Rozmowy. - przebywanie kilka centymetrów od jego twarzy sprawiało, że dekoncentrowałem się z każdym jego mrugnięciem. - Myślałem, że jak już się odezwiesz, będę mógł w końcu usłyszeć historie które w sobie nosisz, poznać Cię. Bo chcę Cię poznać.

Nie odpowiedział. Westchnąłem i przeczesując włosy lewą ręką spojrzałem przed siebie. Leżeliśmy w ten sposób, że nasze głowy były w jednej linii, uśmiechnąłem się kiedy zobaczyłem że jego nogi są dużo krótsze. Wydawało się jakbym mógł złamać jego kruchość jednym ruchem. Moje myśli podryfowały znów w niebezpiecznym kierunku wspomnień o nazwie "Louis". On też był ode mnie niższy. Dużo niższy, pamiętam jak zawsze stawał na palcach żeby mnie pocałować i jak denerwowałem go podnosząc do góry jego rzeczy, obserwując jak skacze dookoła mnie.. Tomlinson jednak nie był tym rodzajem małej delikatności co Zayn.
On był jak mgiełka sierpniowego wiatru, której nie można pochwycić, ale jej ciepło otula całe ciało.

- Ile razy czyjeś słowa Cię zawiodły? - zniżył głos prawie do szeptu. - Słyszałeś.. obietnice w które uwierzyłeś.. Ale to były tylko słowa. Słowa nic nie znaczą.

Zacząłem zastanawiać się nad znaczeniem tych kilku zdań. Miał rację. Słowa. Obietnice. Często je wypowiadamy, na darmo. Nie spełniamy, nie myślimy tego, co mówimy. Mówimy bez sensu.

- Mimo to, nie można nie mówić niczego i oczekiwać zrozumienia od innych. - zauważyłem, na prawdę zdesperowany dowiedzenia się o nim czegokolwiek. - Więc nie bawmy się w metafory egzystencjalne.
- Może. - wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie. - Po prostu nie czuję potrzeby mówienia czegoś, kiedy nie jest to ważne.
- Czy rozmowa ze mną nie jest ważna? - Wypominając mu to zabrzmiałem trochę jak obrażona nastolatka. Bez sensu... - Nie chcesz... żebym Cię poznał? Mam dość ciszy.
- Co chcesz wiedzieć. - ponownie westchnął, uśmiechając się jednak lekko.
- Wszystko.
- To za wielkie słowo.
- Może.. To zastanawia mnie najbardziej.. Obiecuję, że pytam po raz ostatni. - przyglądałem mu się uważnie badając jego reakcje. - Czy to Ty podpaliłeś dom?

Szum ciepłego wiatru tańczący w liściach wysokiej jabłoni nie pozwolił mi zwariować przez te kilka sekund za długiego milczenia.

- To byłem ja. - wyrzucił z siebie na wydechu, jakby bojąc się tych słów.
- Dlaczego to zrobiłeś... - w końcu się przyznał i do końca nie wiedziałem co zrobić z tą informacją. Czy powinienem się przejąć? - Dlaczego w dokumentach wpisano Twoją matkę jako sprawcę?
- Bo nie żyje. - wypowiedział to tak beznamiętnie, a w mojej głowie zamajaczył obraz Anne leżącej w trumnie. - Bo tak było łatwiej policji. Wiedzieli że to ja, ale woleli mnie wpakować tutaj. Sprawa zamknięta.
- A Ty wolisz przebywać tutaj niż w więzieniu?
- Tak.
- To miejsce niewiele się od niego różni, Zayn. Dlaczego to zrobiłeś?

Jego milczenie wywołało w mojej głowie wiele scenariuszy. Może to był przypadek? Może jest seryjnym mordercą z dobrym planem, który wywinął się od więzienia? Może jest psychopatą który tylko czeka aż wpadnie mu w ręce nóż i pozabija wszystkich? Jedno wiedziałem na pewno, tym razem nie kłamał.
Wyplątałem dłoń z jego uścisku i powoli, opuszkami palców sunąłem w górę, po jego przedramieniu, przejechałem po szyi obserwując jak uchyla powieki i zatrzymując się na policzku zacząłem krążyć kciukiem w okolicach jego ust.
Mieliśmy do wyjaśnienia tak wiele, ale w tym momencie nie chciałem podejmować poważnej rozmowy. Żadne rozważania przyszłości i co z nami będzie. Nie było nam to do niczego potrzebne bo byliśmy tutaj i teraz.
I gdyby nie więdnące mury wysokiego na dwa metry żywopłotu oraz południowa ściana budynku... moglibyśmy nawet uwierzyć że teraz już będzie dobrze.

___________________________________________________________

Witajcie kochani. Wiem, bardzo długo mnie nie było, tłumaczenie się nie ma sensu, nienawidzicie mnie za to, wiem.
Cóż mogę powiedzieć o tym rozdziale.. Jestem minimalnie dumna z pierwszej części.
Chciałam nareszcie zakończyć to krążenie wokół głównego tematu i wprowadzić Zarry'ego całkowicie, pokazać jak wygląda ich początek, czas kiedy Zayn powoli wraca do życia..
Co o tym myślicie?

+ jeśli chcesz być informowana o rozdziałach zostaw nazwę twittera w komentarzu ♥

19 komentarzy:

  1. Myślę, że rozdział cudowny! Przed tym trudnym weekendem dałaś mi szczęście! Warto było czekać!
    Jejku tacy uroczy, ale boję się że to tylko przez chwilę i zaraz wszystko się rozpadnie:( Ale cóż...Harry opiekujący się Zaynem>>>>>>>
    Ale czemu Zayn to zrobił?
    Perrie już wyobraziłam sobie jejminę jak Harry'ego widziała xD
    Dziękuje Ci! Weny życzę! xx

    @Iam_Sociopath

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm. Czuje się zaintrygowana. Ciekawi mnie czy ten Zayn jest psychopata, czy mówi prawdę.. Troszkę mu nie ufam. Moje ulubione zdanie to to o Zaynie, który jest innym rodzajem delikatności. Piękne. Kocham takie małe zdania, a Ty zawsze tak cudnie je piszesz.
    Marcia x

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze to trochę nie ufam Zaynowi. Jest taki niewinny i uroczy ale... Mam trochę wrażenie, że może to jakiś psychopata, haha. No bo po co podpalił dom?... Chciałabym w końcu to wiedzieć, omg.
    Jeju, ogólnie Harry i Zayn są tacy słodcy razem, asdfghjkl.
    Chyba nie muszę dodawać, że rozdział jest wspaniały.
    Czekam na kolejny x

    @fabrookslut

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju to jest cudowne ♥ i takie ajdhqckfhdhfhfuvwkxvskcdvaifbjfjb i wgl nie wiem jak to opisać. Harry+Zayn=Zarry to jdkandjencjwbkcbdkfjslflandjwhfjbdkfjdkxjdjkdfbxkkwndksvdhsjsjd ♥
    Czemu Zayn podpalił dom?
    Co zrobi Perrie jak się dowie?
    Co będzie gdy Harry skończy karę?
    Czy Zayn zacznie się normalnie odzywać?
    Czy Zayn opowie Harremu o wszystkim?
    Tak dużo pytań i tak mało odpowiedzi.
    Życzę weny.
    Dziękuję za czas który poświęcasz na pisanie i powiadamianie na tt
    Czekam na next ❤
    @agusia5757

    OdpowiedzUsuń
  5. AJBGVIUACJKCNAHSBAHCJKANCJ *_* Cudowny rozdział ! Tyle Zarry'ego ! I tyle mowy Zayn'a !
    Jestem baaardzo ciekawa co będzie dalej, jak to wszystko się teraz potoczy :)
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział :) ily x
    ~ @zosia_official

    OdpowiedzUsuń
  6. jejku w koncu nowy rozdzial! :)
    Milusio sie to czytalo, Zayn sie odzywa i w ogole. Jestem ciekawa co odpowie na pytanie zadane przez Harry'ego, o tym dlaczego zrobil to co zrobil ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Btw zmienilam nazwe na tt, teraz jestem @kaneswagran ;)

      Usuń
  7. awww boziu cudownie <33
    dshgsdkek ;33
    czekam na kolejny z niecierpliwością ;)
    @nxd69

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiec tak zaczelam to czytac godzine temu, czly czas czytajac to placze. Nie wiem czemy ale to bardzo mnie wzruszylo. W szkole maja mnie za emo bez uczuc. A tu prosze poplakalam sie przy opowiadaniu. Teraz przynajmniej wiem ze mam uczucia. Dziekuje za to ze piszesz to. Masz olbrzymi talent nie zmarnuj go i pisz jak najwiecej. Bede czekala na kolejny wspanialy rozdzial mam nadzieje ze nie dlugo. Dziekuje i czekam <3~WeRa

    OdpowiedzUsuń
  9. Zostałaś nominowana do Liebster Awaeds :D pop-onedirectionblog-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Idealny! Uwielbiam Cię! Czekam na następny z ekscytacją ♥ @SillyDreamer_Me

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękny rozdział... Ahhh po prostu brak slow ZARRY owwww. Mam nadzieje ze w te swieta odpoczniesz i napelnisz wene bo po tej przerwie.. Sie zasmucilam. Ciesze sie ze jednak piszesz i to chyba jeszcze lepuej z kazdym rozdzialem

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham Zarrego ale Larry wydaje sie bardziaj prawdziwy. Super blog, rozdzial tez. Po. Prostu. Cudo<3

    OdpowiedzUsuń
  13. Kochamm pisz, pisz i jeszcze raz pisz - bo masz talent :* kocham bromance 1d twoj jest niesamowity

    OdpowiedzUsuń
  14. Kochammmmm po prostu cudo!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Gratulacje, zostałaś nominowana do Liebster Award! Więcej informacji: http://mamfazenahazze.blogspot.com/2015/01/140-liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  16. nie mam pojęcia, nie mogę się przyzwyczaić do mówiącego Zayna. Tylko ja? Ok...
    anyway dawno mnie tu nie było, odpuściłam sobie kilka rozdziałów, ale kiedy wróciłam zorientowałam się, że dalej kocham to fanfiction
    tak więc, lecę nadrabiać dalej x

    OdpowiedzUsuń