sobota, 1 listopada 2014

Rozdział 16.






Nie chciałem żeby się odsunął. Zatracony w jego dotyku złapałem za kark chłopaka i przytrzymałem go znów łącząc nasze usta. Wydałem z siebie niekontrolowane jęknięcie kiedy po raz kolejny naparł na mnie całym ciałem tak, że między nami nie było wolnej przestrzeni. Nie chciałem żeby tam była, pragnąłem żeby został tak na zawszę, żeby był blisko a jego zapach tłumił wszystkie zmysły.
Pukanie do drzwi nasiliło się. Nagle jakbym otrzeźwiał. Styles co ty robisz? Do niego chyba też to dotarło, odskoczyliśmy momentalnie jak oparzeni. Przez sekundę wieczności wpatrywaliśmy się w siebie i mógłbym przysiądz, że słyszałem bicie naszych serc. Moje dudniło niesamowicie. W oczach chłopaka czaił się szok, jednocześnie jakby świeciły jasno z podekscytowania. Zdecydowanie były to emocje. Poczułem że drżę na całym ciele, a sposób w jaki odgarnął włosy z twarzy sprawił, że chciałem się na niego rzucić. Wziąłem głęboki oddech i powoli go wypuszczając odwróciłem się w stronę drzwi.
Przekręciłem klucz i od tego momentu wszystko działo się.. jakby obok mnie. Nie wiedziałem co dzieje się z moim ciałem. Szum w uszach sprawiający wrażenie, jakbym był pod wodą, przyspieszone bicie serca i drżące dłonie. Co on ze mną zrobił? Kiedy otworzyły się drzwi i wbiegła przez nie Perrie z dwoma pielęgniarzami nie potrafiłem się poruszyć. Patrzyłem jak chwytają Zayna i wykręcają jego ręce w tył. Edwards coś krzyczała. Może na mnie, może na niego, nie wiem. Spotkałem wzrok bruneta na chwilę przed tym, jak zniknął wyprowadzony przez mężczyzn. Jeśli dobrze usłyszałem kazała mi poszukać Danielle i się nią zająć.

Znalazłem dziewczynę w stołówce, podziękowałem mulatce za pilnowanie jej i powoli zaprowadziłem ją w stronę stolika.

- Dlaczego wy tacy jesteście? - zapytała ledwo słyszalnie.
- Kto? - zmusiłem swoje myśli do powrócenia na miejsce, a nie dryfowania w kierunku 'co oni z nim teraz robią'.
- Faceci. Tylko przemoc i zniszczenie. - okryła się szczelnie swetrem i wyjrzała przez zakratowane okno. - Jak ja mam z wami sama wytrzymać.
- Przepraszam. - nie było mnie stać na nic więcej.

Do końca dnia nie odezwała się do mnie. Przez to zostałem sam ze swoimi myślami, a było ich za dużo. Kłębiły się pod powiekami kiedy zamykałem oczy, przekrzykiwały w mojej głowie i drażniły nerwy wspomnieniem. Jego dotyku. Do tej pory nie chciałem przyznać się przed samym sobą jakim uczuciem darzę chłopaka z pokoju numer trzydzieści dwa. Wciąż nie do końca potrafiłem je nazwać, ale miałem pewność, że było silne.

Odprowadziłem Dani na terapię i już chciałem udać się do kuchni na kawę której zdecydowanie potrzebowałem, kiedy dostrzegłem na końcu korytarza Perrie.
Krzyknąłem żeby na mnie zaczekała i podbiegając zapytałem:

- Co z Zaynem? Gdzie go zabraliście? - kiedy zorientowałem się, że w moim głosie jest zbyt dużo desperacji i zniecierpliwienia dodałem spokojniej. - Zaraz terapia grupowa i zawsze siedzieliśmy sami, co mam robić, kiedy jego nie ma?
- Idź do domu. - wydawała się być poddenerwowana.
- Ale.. chciałbym jednak wiedzieć co z nim. - nalegałem.
- A nie co z Edem? To on oberwał i musieliśmy zawieźć go na izbę przyjęć ze złamanym nosem.
- Złamał mu nos? Cholera ma siłę, a nie wygląda. - odpowiedziałem z podziwem.
- Styles czy Ty się słyszysz? - rzuciła mi mordercze spojrzenie. - Na Twojej zmianie ucierpiał pacjent. Rzucanie krzesłem? Co do cholery się tam stało?
- Teraz to już nie istotne prawda? Obiecuję, że to był pierwszy i ostatni raz. - Nie wiem dlaczego nie powiedziałem prawdy. Może wtedy nie broniłaby tak świętości rudego. Wiedziałem jednak, że śmierć Cher to temat którego ona nie chce poruszać.
- Oczywiście że ostatni. Przeniosłam Eda do innej grupy i od jutra zajmujesz się koleżanką Danielle, Cecilią. Jest raczej bezproblemowa. Sama opowie Ci co jej jest, za każdym razem inaczej.
- Co do jutra.. Nie będzie mnie. - widząc złość przemykającą przez jej twarz dodałem od razu. - Jadę w rodzinne strony.. - nie sądziłem że tak trudno będzie mi to wypowiedzieć. - Moja mama umarła, jadę na pogrzeb.

Oczywiście zrozumiała i powiedziała, że mi współczuje, co innego mogła zrobić. Jak każdy, kto dowie się o cudzej tragedii, problemie. Uda że się przejął, powie że mu przykro a tak na prawdę wolałby nie usłyszeć niczego i nie być obarczonym czyimś smutkiem. Nie chcąc po sobie pokazać jak bardzo mnie to boli znów zapytałem o Malika i z westchnieniem kazała mi iść za sobą. Kiedy zobaczyłem, że udajemy się na piętro gdzie nie miałem wstępu zacząłem się zastanawiać, co z nim zrobili. Kiedy wyjaśniła mi, że za karę zamknęli go na dwa dni do izolatki zdrętwiałem.
To piętro niczym nie przypominało brzoskwiniowych korytarzy i wyłożonych dywanami pomieszczeń poniżej. Surowe mury i posadzka przypominały mi znajomy widok więziennych celi. Dochodzące zza drzwi rozmowy pomieszane z dźwiękami nieznanych mi urządzeń sprawiły, że stałem się spięty. Co oni tu do cholery wyprawiali? Pęk kluczy zabrzęczał gdy przekręcała je w wielkich, metalowych drzwiach. Weszliśmy do środka i zamarłem. To pomieszczenie również nie pasowało do ciepłego wizerunku całego budynku jaki znałem. Szare obdarte ściany, zardzewiałe od środka drzwi.. mógłbym przysiąc, że na ścianie widziałem ślady zaschniętej krwi.
Zayn leżał na prowizorycznej kozetce, pozbawiony czarnej bluzy, z igłą wbitą w zgięcie łokcia.
Poczułem jak moje oczy się rozszerzają i ciężko łapałem powietrze. Wiszący na haczyku woreczek z białą, gęstą cieczą sączył powoli do żył chłopaka. Podszedłem niepewny tłumiąc z całych sił gniew i zapytałem podniesionym głosem:

- Dlaczego on jest nieprzytomny? - zabrzmiało to trochę za ostro jak na kogoś kto nie powinien się przejmować. Przecież nie mogłem pokazać, że mi na nim zależy. - Co mu do cholery podajecie?
- To.. testujemy nowe leki uspokajające. Po prostu zasnął.
- Testujecie? Na nim testujecie? Powiesz mi po co? - miałem ochotę wyrwać igłę z jego ręki i wynieść go z pokoju. - Przecież go znasz Perrie. On nie jest niebezpieczny.
- Widocznie się myliłam. - była stanowcza. - Harry kiedy w końcu do Ciebie dotrze, że on nie jest niewinny? On zabił. Może zrobić to znów, a my nie możemy ignorować takich wybryków.
- I jak usypianie go i zamykanie w zimnym pomieszczeniu na pół nagiego ma w tym pomóc? - wycedziłem przez zęby. Porwałem odrzuconą na bok bluzę i szczelnie nakryłem jego zimne ciało.
- Mógłbyś zostawić resocjalizację tym, którzy się na niej znają?
- To nie jest więzienie tylko szpital! - krzyknąłem czując jak puszczają mi nerwy.
- Styles myślę, że powinieneś już wyjść. Nie musisz jutro przychodzić, jedź na pogrzeb. - widząc, że nie ruszam się z miejsca dodała. - Nie zmuszaj mnie żebym zawołała ochronę, wtedy na pewno trafisz za kratki, pamiętaj że to ja piszę raporty na temat Twojego zachowania.

Z sięgającą zenitu irytacją wybiegłem z pomieszczenia czując łzy złości. Miałem go zostawić samego na cały tydzień? Co oni wyprawiają.. izolatka, leki? Cholera głowa mnie od tego boli.

***

Wysiadłem na dworcu i poprawiając plecak westchnąłem ciężko. Padało, co nie poprawiało mi humoru. Przydługie włosy szybko nasiąknęły i robiło mi się coraz zimniej. Czy powinienem być zaskoczony, że nikt po mnie nie przyjechał? Kiedy w taksówce podawałem adres swojego starego domu ścisnęło mnie w gardle. Nie chciałem tam być.
Przez szybę oglądałem tonące w strugach deszczu miasto, w którym spędziłem kilka dobrych lat. Wszystkie z Louisem. Otwierały się po kolei rany które wydały się już przysychać. Widziałem naszą szkołę, park do którego uciekaliśmy z lekcji, murek, na którym wypaliłem pierwszego papierosa, ławkę na której przespaliśmy kiedyś z Lou majową noc, bo rodzice wyrzucili mnie z domu za złe oceny na semestr.. Wszystko to wywoływało dziwne uczucie. Nie byłem zły, czy zrozpaczony.. Po prostu trochę rozczarowany, że nie przetrwaliśmy. Miało nam się udać prawda? Komu jak nie nam? Teraz to bez znaczenia.
Na podjeździe było zdecydowanie za dużo samochodów a światła zapalone w każdym pomieszczeniu przyprawiły mnie o mdłości. Nie byłem gotowy na spotkanie. Nie byłem gotowy na zobaczenie jej w trumnie.. po prostu nie. Odszedłem, miałem do niej żal, ale nigdy nawet przez sekundę nie chciałem jej śmierci. Przeciwnie, zniknąłem, żeby było im lepiej, nie musieli mnie widzieć i przejmować się tym, jak bardzo beznadziejny jestem. Stojąc pod daszkiem tarasu wsadziłem między wargi papierosa i zaciągnąłem się dymem. Mój pozorny spokój nie trwał długo. Drzwi frontowe otworzyły się i wyszły dwie kobiety, na oko w wieku Anne, zapłakane. Pożegnał je niewysoki blondyn w granatowym garniturze, z rosnącym piwnym brzuchem, na oko koło trzydziestki. Rzuciłem fajkę w bok i podszedłem do mężczyzny, skoro i tak mnie widział, co miałem zrobić?

- Ty pewnie jesteś Harry? - zapytał z lekkim, ciepłym uśmiechem.Wyciągnął dłoń w moją stronę, kiedy przytaknąłem.  - Freddie Jones, mąż Gemmy.

Uścisnąłem rękę i mimowolnie zmierzyłem go wzrokiem. Mąż Gemmy? Co mnie ominęło?
Wszedłem do środka i uderzył mnie zapach który od razu rozpoznałem. Moja podświadomość przechowywała jego wspomnienie żeby teraz uderzyć mnie w twarz. Niewielki korytarz w którym zostawiłem przemoczoną kurtkę, Duża kuchnia, w której kiedyś wisiało kilkanaście zdjęć, teraz pusta. Nie pachniała już wypiekami Anne.. Poczułem jak moje oczy zachodzą łzami kiedy w progu stanęła moja siostra. Kiedyś kolorowe włosy dziś w stonowanym odcieniu brązu, zmęczona twarz i.. zaokrąglony nienaturalnie brzuch? Będę wujkiem? Poczułem się źle. Tyle mnie ominęło, tak wiele poświęciłem i znów nie mam zupełnie niczego. To był najbardziej niezręczny uścisk jakiego doświadczyłem. Objąłem ją nie czując właściwie niczego znajomego.

- Dobrze że przyjechałeś. - była bardzo zmęczona. - Wyjeżdżamy do kaplicy za jakieś pół godziny, myślałam że się rozmyśliłeś.
- Gem za kogo mnie masz, to moja matka. - wyglądała tak blado w czarnej sukience.
- Poznałeś już Freddie'ego? Pobraliśmy się rok temu, za kilka miesięcy..
- Kiedy zachorowała? - nie miałem ochoty na wywody na temat tego z kim sypia.
- Jakieś dwa lata po Twoim wyjeździe. - spojrzała w dół a jej oczy wypełniły się łzami. - Nie chciała Ci mówić. Właściwie... kiedy zobaczyła że nie ma Twoich rzeczy kazała mi zapomnieć, że miałam brata. Tak też zrobiłam Harry. - zabolało. - Zadzwoniłam tylko dlatego, że musiałam. Nie obraź się, ale mam nadzieję że nie zostaniesz na noc.
 - Oczywiście. - wycedziłem przez zęby z narastającą złością. - Jasne.

Nie mogłem dłużej na nią patrzeć i udałem się do salonu, w którym znajdowało się stanowczo za dużo ludzi.
Pośród ciężkiej, wilgotnej od łez atmosfery, leżała masywna, drewniana skrzynia. Podszedłem bliżej wymijając rudowłosego mężczyznę i zamarłem w pół kroku. Była tam, leżała nieruchomo z głową na aksamitnej poduszce i dłońmi splecionymi w pasie. Wyglądała inaczej niż ją zapamiętałem. Blada, pomarszczona twarz pozbawiona wyrazu, skóra cienka jak papier, jakby miała się zaraz przerwać. Poznałem sukienkę w której była, do kostek, czerwona.. nosiła ją zawsze w święta, których swoją drogą nienawidziłem najbardziej. Czułem na sobie wzrok wszystkich. Wręcz wypalał we mnie małe. bolesne dziury. Podświadomie wiedziałem, że liczyli na mój płacz. Ludzie lubią widzieć że nie są sami w tragedii. Sądzili pewnie teraz, że jestem nieczułym dupkiem którego nic nie rusza. Może po prostu nie potrafiłem. Albo byłem ty właśnie dupkiem za którego uważali mnie wszyscy w tym pieprzonym mieście. Może też łzy które miałem zostały już wypłakane i nie pozostała ani jedna? Ból był w nich powoli topiony przez wiele lat w małym pokoju na górze.
Nie wytrzymałem tam długo. Po kilku minutach zapach smutku w każdej drobince powietrza sprawił że zrobiło mi się słabo. Najmniej zatłoczonym miejscem i najbezpieczniejszym, z daleka od spojrzeń pełnych wyrzutu, wydały mi się schody. Usiadłem z westchnieniem na jednym z nich zamykając oczy i powoli uspokajając oddech. Niedopasowany, stary, czarny garnitur, spięte przydługie włosy, wszystko to było tak przytłaczająco sztuczne. Przez chwilę próbowałem uspokoić chaos panujący w mojej głowie. Ona nie żyje. Gemma mnie nienawidzi. Gdzie jest ojciec? Kim są wszyscy ci ludzie, przynajmniej połowy z nich nie znam.
Mieli rację co do mojej osoby, mówiąc że niczego w życiu nie osiągnę. Moja "wielka miłość" nie zakończyła się "happy endem" a głębokimi ranami. Były cholernymi wróżkami przez całe życie powtarzając mi że tylko marnuję tlen, bo nic nie potrafię. I już miałem się załamać czując znów jak niechciany, mały chłopiec, kiedy usłyszałem znajomy głos.

- Przepraszam.. Mogę przeszkodzić?
- A czy wyglądam na zajętego? - mój oschły ton doskonale panował do spustoszenia w środku. - Johannah?
- Harry, tak dawno Cię nie widziałam. - Jej głos się załamał a ja dalej nie mogłem wyjść z szoku. Dotknęła mojego policzka i westchnęła. - Jesteś już taki dorosły.. ledwo Cię poznałam. Tak mi przykro z powodu Twojej mamy.
- Dziękuję. - Czy ona wiedziała? Louis dzwonił do niej od święta, ale czy wiedziała? - Sporo się zmieniło.
- Czy Lou jest z Tobą? - W jej głosie słyszałem tyle nadziei..
- My.. Nie jesteśmy już razem. - zapadła cisza która trwała wieczność.
- Jak to? - w końcu ją przerwała zszokowanym tonem. - Przecież wy.. byliście dla siebie wszystkim odkąd.. od zawsze.
- Jak mówiłem, obaj się zmieniliśmy, nawet nie wiesz jak bardzo.

Nie chciałem mówić jej niczego więcej widząc zmartwioną twarz kobiety. Gemma oznajmiła, że musimy jechać. Poprawiłem zbyt krótkie rękawy marynarki i otrzepując spodnie z drobinek kurzu poszedłem za nią.
Reszta dnia była plamą. Mokrą od spływającego po naszych twarzach deszczu, czarną, bezkształtną plamę w mojej głowie. Wyłączyłem się, oddaliłem, zgubiłem gdzieś po drodze do kaplicy.. Mój umysł nie był przystosowany do zwiększenia dawki smutku którego w ostatnim czasie było więcej niż kiedykolwiek. I zagubienia. Byłem cholernie zagubiony, bojący się wziąć kolejny oddech. Linia dzieląca mnie od zupełnego załamania była cienka jak nitka pajęczyny, wisząca gdzieś w powietrzu na wiosnę, którą możesz zauważyć, ale wydaje się, jakby jej nie było. Jakby mnie nie było.

_________________________________________________________________

Z powodu na szerzący się w moim umyśle kryzys egzystencjalny nie wysilę się na nic mądrego. Przepraszam. Skomentuj jeśli się podobało, jeśli nie też. Przemyśleniaprzemyślenia.. cokolwiek.

+ jeśli chcesz być informowany o rozdziałach zostaw nazwę twittera w komentarzu.

10 komentarzy:

  1. UUU , pierwsza! TAAK! Super , cudo , geniusz ! To jest takie jghfsh! Czekam oczywiście na następny jak zawsze kotku! Weny :*
    @SillyDreamer_Me

    OdpowiedzUsuń
  2. O boziu biedaki moje :'( niech się to już wszystko ułoży ;* rozdział boski czekam na kolejny <333 @nxd69

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi się podoba, nieco przykro mi z powodu Jay, pewnie nie wie co stało się z Lou, w każdym razie, rozdział świetny, mam nadzieję że u Ciebie wszystko wróci do no normy, pozdrawiam 💛

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak, trochę smutno. Ten porzeb, no cóż... Nie ma tu co komentować, po prostu przykro.
    Trochę mi szkoda Johanny. Kompletnie nie wie, co się dzieje z jej synem. Nie wie w co się wpakował. Czy się w ogóle dowie?
    No i to, co mnie najbardziej frustruje... Oni w tym szpitalu traktują ich jak więźniów, jezu. Izolatka. Serio. Jeszvze testują na Zaynie jakieś nowe leki na uspokojenie. Lol, jak na jakomś szczurze doświadczalnym. Tak to widzę.
    Nie ważne.
    Ogólnie rozdział mi się podoba, nawet bardzo.

    Miłego dnia :)
    @catchmesheeran

    OdpowiedzUsuń
  5. Nawet nie jest ci potrzebny chemiczny taki środek na potok łez. Drżące dłonie. Musisz im powiedzieć Harry. O Edzie, Zaynie. Musisz być szczery. Bądź silny. Xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest dobrze.
    Najbardziej podobala mi sie pierwsza czesc z Zaynem.Sama sie wkurzylam wyobrażając sobie to.Rozdzial wspanialy jednak druga czesc nie dokonca mi sie podobala ale to tylko dlatego zze nienawidze pogrzebów.No ale mam nadzieje ze niedlugo pojawi sie kolejny bo nir moge sie doczekac:*/Igs

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mi się podoba..wspaniały rozdział..aż się popłakałam ! <3 @swettycupcakes

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam to fan fiction!!
    Zabiłaś mnie po raz kolejny!
    Zayn jaki on biedny! A Harry! Dobrze, że Harry przy nim jest!

    Dziękuję Ci za ten rozdział!
    Pozdrawiam i weny <3
    @Iam_Sociopath

    OdpowiedzUsuń
  9. prawie spowodowalas moj placz, najpierw tym co zrobili Zaynowi (cholera jak oni mogli testowac takie cos na czlowieku ja sie pytam?!), a potem sytuacja w domu Harry'ego, okropnie go tam potraktowali, szczegolnie jego siostra...
    Naprawde mi sie podoba ten rozdzial! Xx

    OdpowiedzUsuń
  10. @awmylarry mój tt, co do rozdziału to jest cudowny jak zawsze, ale to pewnie już wiesz. Czekam na kolejny ❤️

    OdpowiedzUsuń