niedziela, 19 października 2014

Rozdział 15.




Louis.

Obudził mnie ból. Nic więcej. Pusty, głuchy ból, umiejscowiony gdzieś w każdym nerwie, pulsujący powoli i doprowadzający mnie do szału. Nie mogłem doszukać się jego przyczyny. Nie było miejsca od którego bił, bo czułem go wszędzie. W każdym milimetrze ciała. Co się wczoraj stało? 
Podniosłem się na łokciach i rozejrzałem, nieprzytomnie mrugając. Nieznane, niewielkie pomieszczenie wyglądało jak pokój taniego motelu. Dostrzegłem lampkę nocną przykręconą do stolika i to utwierdziło mnie w tym przekonaniu. Zebrałem w sobie siły i usiadłem, przymykając powieki, chcąc powstrzymać atak rwącego bólu w skroniach. Ciężko oddychając spostrzegłem, że nie mam na sobie ubrań, a ciało ozdabia kilka siniaków, różnej wielkości i kształtu. Pokręciłem głową, nie chcąc nawet wspominać powodu, przez który się tam znalazły. Chwilę siedziałem nieruchomo sprawdzając co jakiś czas, czy moje ciało nie uległo jeszcze większym obrażeniom. Po dokonaniu kompletnych oględzin i uznaniu, że wszystkie kończyny są na swoim miejscu zlokalizowałem nieskładną kupkę materiału, która jak podejrzewam była moimi ubraniami. 
Zanim zdecydowałem się wstać i porwać zawiniątko z podłogi dostrzegłem na półce kartkę i zwinięty banknot. Ze zmarszczonymi brwiami odczytałem "Byłeś zajebisty, mam nadzieję że jeszcze się spotkamy." No tak. Zostałem dziwką? Nie widzę innego wytłumaczenia na pozostawione przy notce sto funtów i.. worek z co najmniej gramem kokainy. 
Parujące z mojego ciała alkohol i inne świństwa którymi mnie wczoraj znieczulili pozostawiły na skórze lepką od potu warstwę. Musiałem natychmiast wziąć prysznic. Hotelowa łazienka była wielkości pinezki i ledwo mogłem się w niej odwrócić. Spojrzenie w lustro i dostrzeżenie kilku siniejących malinek nie poprawiło mi humoru. Oczekiwałem gorącej wody? Zdegradowałem zamiar długiego, kojącego prysznica do opłukania się chłodną wodą i trzęsąc się niemiłosiernie, naciągnąłem na siebie wczorajsze ubrania, nie pachnące niczym przyjemnym. Potargałem wilgotne włosy, po chwili poddając się w ich układaniu. 
Wygrzebując w kieszeni za dużych jeansów złamanego papierosa podszedłem do okna i otworzyłem je na oścież. Zimne powietrze łaskotało skórę sprawiając, że każdy włosek na ręce stanął dęba. Wilgotność powietrza sprawiała niemałe trudności w odpaleniu fajki ostatnimi dwiema zapałkami, ale kiedy się udało, zaciągnąłem się dławiącym dymem z uśmiechem. Wypuszczając go z salwą kaszlu wskoczyłem na parapet i siadając na nim bokiem, spojrzałem w dół na okryte mgłą budynki. Nie miałem pojęcia gdzie byłem, ale jakoś mało mnie to interesowało. Nikt nie czekał na mnie w domu, nie miałem do kogo wracać. Niebo przytłaczało szarością a chmury wisiały znacznie niżej niż zwykle. Znów wychyliłem się i wbiłem wzrok w chodnik, jakieś siedem pięter niżej. Co by się stało gdybym teraz puścił framugę której się przytrzymywałem? Prawdopodobnie zupełnie nic. Już czułem się martwy. Czy ktoś by się przejął? Czy on by się przejął? Pewnie nie. Pozwalałem długo zimnym powiewom wbijać się w moją skórę. Co teraz? 
Zamknąłem oczy i wypuszczając ostatnią porcję szczypiącego dymu z płuc zszedłem z parapetu i zamknąłem okno.


***

Harry.

Usiadłem przy stole i złapałem kubek kawy, który wspaniałomyślnie podsunęła mi Soph. Potrzebowałem tego jak nigdy. Kolejna zarwana noc dawała się we znaki, oczy wyschnięte piekły, wołając o sen. Nie wiem o której ani jak wróciłem, ale podejrzewam w jakim byłem stanie, bo nie zdjąłem nawet butów. Podejrzewam że Grimshaw mnie tutaj dotaszczył, muszę mu za to podziękować.
Dziewczyna usiadła po drugiej stronie stołu i spojrzała na mnie wyczekująco.
Liam pojechał piętnaście minut temu, musiałem złapać taksówkę. Spóźniony szybko gryzłem tosta, nie miałem czasu na rozmowy. Miałem wrażenie, że moja głowa zaraz eksploduje a myśl o pracy przez kilka najbliższych godzin wcale nie poprawiała mi nastroju.

- Harry nie zrozum mnie źle ale.. - przełknąłem kolejny łyk i podniosłem na nią wzrok.- Liam to Twój przyjaciel i nigdy nie powiedziałby złego słowa na..
- Soph. - przerwałem jej stanowczo wiedząc do czego to zmierza. - Nie zamierzam siedzieć wam na głowie dłużej niż przez najbliższy tydzień, jeśli masz z tym problem.
- Nie chciałam być nie miła.. - założyła włosy za ucho w nerwowym geście. - chcieliśmy, no nie wiem.. zaprosić znajomych, rodzinę, nie bardzo jest tutaj gdzie spać a skoro Ty zajmujesz salon..
- Jasne, rozumiem. - podniosłem się i nie kończąc śniadania zacząłem zbierać się do wyjścia. - Właściwie już mam na oku jedno mieszkanie.

Oczywiście skłamałem, mając jednak nadzieję, że jeszcze dziś nie znajdę walizek przed drzwiami kiedy wrócę. Nie mogłem mieć jej tego za złe, to normalne że nikt nie chce przechowywać obcego człowieka w mieszkaniu za który płaci czynsz. Mogłem się założyć że Liamowi też to nie pasowało, ale było mu wstyd mnie wyrzucać. Nie ładnie Payne, zrzucać brudną robotę na biedną dziewczynę. Musiałem poprosić o pomoc w poszukaniu jakiejś kawalerki bo chyba nie miałem do tego głowy. A kto jest jedyną osobą którą wydaję się obchodzić? Nick.
Szybkim krokiem ruszyłem w kierunku najbliższego postoju taksówek szukając w kieszeni pieniędzy. W tym samym momencie zadzwonił mój telefon, wyświetlający nieznany numer.

- Styles, słucham.
- H-Harry? - Ten głos sprawił, że prawie potknąłem się o własne nogi, wpadając na kobietę z wózkiem.
 - Gemma? Co do..
- Przepraszam że dzwonię. - była smutna, wszędzie poznałbym ten ton. - Wiesz, że nie zrobiłabym tego, gdyby nie chodziło o coś poważnego.
- Co się dzieje? - Nie byłem pewny, czy chcę znać odpowiedź. Nigdy nie próbowała się ze mną skontaktować. Skąd miała numer? Zmieniałem go co najmniej pięć razy odkąd wyjechałem..
- Mama.. - Jej głos załamał się, a moje serce przyspieszyło niezdrowo. - Mama nie żyje.. w niedzielę jest pogrzeb, chciała żebyś na nim był i..
- Jak to kurwa nie żyje. - Czułem że ciało odmawia mi posłuszeństwa.
- Miała raka.
- Dlaczego do cholery nic o tym..
- Czy mam Ci przypomnieć, że to Ty nas zostawiłeś i zerwałeś wszelki kontakt? - Ton dziewczyny z płaczliwego przeszedł w ostry. Jak zawsze kiedy mówiła mi że jest ode mnie lepsza, a ja nic nie potrafię. Nie miałem siły odpowiedzieć. - Nie chciała żebyś wiedział, stwierdziła, że skoro nagle wyjechałeś nie chcesz mieć z nami nic wspólnego. To trwało rok. Zostawiła list dla Ciebie myślę, że powinieneś przyjechać go odebrać.
- Nie wiem co powiedzieć. - wytarłem łzy wolną ręką, wsiadając do samochodu i podając adres kierowcy. - Oczywiście że.. przyjadę. Tak. Na pewno przyjadę. Dalej mieszkacie na Boswell? - potwierdziła a szum w mojej głowie nasilił się. - Gem dzięki za informację ja..
- Po prostu przyjedź. Nie ważne co było, to tak samo Twoja mama jak i moja. Muszę kończyć więc.. chyba do zobaczenia.

Urywany sygnał. Kiedy wybuchnąłem histerycznym płaczem kierowca taksówki spytał co się stało. Chyba mu nie odpowiedziałem. W głowie miałem tylko przerażające słowa siostry.
Co jeszcze?

***

Założyłem biały uniform i zamykając szafkę przeklinałem samego siebie. Liam proponował mi żebym zadzwonił do Perrie i tłumacząc się sprawami rodzinnymi nie musiał tutaj przychodzić. Oczywiście zignorowałem jego słowa, za bardzo potrzebowałem jego obecności. Zresztą, dlaczego miałbym jechać tam już dziś? Nie zamierzam spędzić w Doncaster dłużej niż kilka godzin. Wypomniał mi mamrocząc, że jestem wściekły na nich nawet po śmierci Anne, wspominając jak bardzo nieczuły jestem. Niedowierzanie w jego głosie mnie dobiło. Ja umarłem dla niej już dawno, zawsze mówili mi że jestem nikim. Umarłem dla całej rodziny kiedy dowiedzieli się że jestem gejem, dlaczego miałbym udawać, że mi zależy? Nigdy nie byłem według nich dość dobry, żeby nosić ich nazwisko.
Oczywiście że byłem smutny. Nie mogły z mojej głowy wyjść obrazy wszystkich szczęśliwych chwil które pamiętałem, w nocy uderzyły mnie ze zdwojoną siłą i ilością łez. Dlatego próbowałem sobie przypominać to, co nie było dobre. Nienawidziłem płaczu. Sprawiał że byłem słabszy niż zawsze, a nie mogłem taki być. Musiałem być silny przed samym sobą bo teraz tylko na siebie mogłem liczyć. W mojej głowie było wystarczająco dużo wspomnień i krzyków, żebym czuł się beznadziejnie.
Stojąc oparty o ścianę windy próbowałem wyczyścić swój umysł do tego stopnia, żeby nie musieć powstrzymywać łez przez cały czas. Oddychając głęboko przypominałem sobie jak to było trzymać Zayna w ramionach przez całą noc. Z niekontrolowanym uśmiechem cisnącym się na usta wysiadłem na swoim piętrze. Okazało się, że znów jestem spóźniony, ale tym razem nie spotkałem rozwrzeszczanej Perrie. Pielęgniarz o imieniu Jack poinformował mnie, że zaprowadził ich na, śniadanie, za co byłem mu wdzięczny. Ciekawe gdzie podziała się blondyna.
Cała trójka siedziała przy stole, tym co zawsze, jedząc bliżej nieokreśloną potrawę, na której widok zrobiło mi się niedobrze. Powinni zwolnić tutejszą kucharkę.
Nie usłyszałem słów przywitania, były zupełnie zbędne. Usiadłem pomiędzy Danielle i Edem. Widząc, że dziewczyna nie może sobie poradzić  z odkręceniem butelki soku pomarańczowego, pomogłem jej, dostając w odpowiedzi blady uśmiech. Panująca przy stole cisza sprawiła, że nawet spojrzenie Zayna nie potrafiło wyciągnąć mnie z ciemności. Było zbyt cicho. Na przeciwko mnie nie siedziała już Cher, która śmiała się, opowiadając swoje kolorowe sny. Miejsce było puste, a w jego oczach czaiło się przerażenie.
Popatrzył na wolne krzesło obok siebie, po chwili zamknął oczy wypuszczając powoli powietrze. Był zmęczony. Pod jego oczami malowały się głębokie cienie, a niestrzyżone od dawna włosy opadały potargane na twarz. W czarnej bluzie za dużej o kilka rozmiarów chciał się ukryć, przez cały czas naciągając nadszarpane rękawy.
Nie wiem jak długo się nie odzywaliśmy. Cały czas przypominałem sobie jego oddech na swojej szyi i jego głos, który mógł mi się tylko przyśnić. W końcu dobiegło moich uszu ciche mamrotanie Eda. Nie potrafiłem odróżnić wypowiadanych przez niego słów, więc zignorowałem go. Nie raz rozmawiał ze swoim 'przyjacielem' który nienawidził nas wszystkich. W końcu zaczął mówić głośniej i całą trójką rzuciliśmy mu niedowierzające spojrzenia.

- Przecież nikomu nie jest szkoda. - odłożył łyżkę i wpatrywał się w swoje ręce ułożone na kolanach. - Nie zależało im. A on udaje, wszyscy udają że tęsknią, tak na prawdę zaraz zapomną. Jak o każdym się zapomina. Ale ja nie udaję. - zmarszczyłem brwi, zaczął kiwać się w przód i w tył.
- Ed? - zapytałem i złapałem za jego ramię. - Wszystko okay?
- Nie! - krzyknął strącając moją dłoń gwałtownym ruchem. - Ja nie będę udawał. Wy wszyscy tacy zakłamani, przecież ona tylko przeszkadzała. Była taka miła, piękna, wesoła. Rzygałem jej wesołością. Nie pozwalała mi być samemu. Jej głos zawsze za głośny nie pozwalał mi myśleć. Nie lubiłem jej. I możecie mieć miny zbitych psów ale ja się cieszę, że Cher nie żyje. Cieszę się że nie żyje!

Znów zapadła cisza. Jakby czas się zatrzymał. Nie mogłem uwierzyć w to co właśnie usłyszałem. W uszach zaczęło mi dzwonić, jak po zakończonej rozmowie z Gemmą. Byłem chyba zbyt zmęczony, żeby zwrócić uwagę, na wagę jego słów. Potraktowałem je jak każdą wypowiedź Eda, jakby go nie było, bo zawsze mówił o czymś zupełnie niepotrzebnym i głupim. Chciałem już się odezwać, czując się zobowiązany do załagodzenia sprawy.. Nie zdążyłem zareagować.
W jednej chwili Zayn stał już na równych nogach, a przez jego twarz przebiegały różne, intensywne odcienie złości i smutku. Zanim się podniosłem chłopak chwycił swoje krzesło i uniósł je w górę. Ktoś krzyczał, chyba była to uciekająca w bok Danielle. Widziałem wszystko jak w zwolnionym tempie, niestety takie też były moje ruchy. Byłem w połowie drogi, żeby chwycić krzesło podniesione wysoko przez Malika, kiedy ten rzucił je zamaszystym ruchem, wymierzonym prosto w Eda. Głośne uderzenie i dźwięk łamanego plastiku zmieszał się z krzykiem chłopaka.
Ta wściekłość na twarzy bruneta zmieszana z cieknącymi łzami sprawiła, że jedynym co byłem w stanie słyszeć to nerwowe bicie swojego serca. Wyrwał się w stronę leżącego na podłodze Eda i wycelował w jego twarz. Kilka razy. Znów krzyk. Bez zastanowienia doskoczyłem do niego i oplatając go ramionami zacząłem odciągać z dala od poszkodowanego.. który swoją drogą zasłużył do mocny cios w szczękę, który dostał. Zayn nie dawał za wygraną i wyrywał się, szarpiąc coraz mocniej. Zauważyłem skuloną w kącie Dani którą przytulała inna pacjentka, dwie pielęgniarki podnoszące rudzielca z krwawiącym nosem. Widząc, że zostałem sam z opanowaniem bruneta zacisnąłem uścisk. Jak tak kruche ciało, może mieć w sobie tyle siły? Mogłem skrępować go mocniej, ale nie chciałem zrobić mu krzywdy. Trzymając kurczowo za skrzyżowane nadgarstki chłopaka przylgnąłem do niego całym ciałem i zbliżając twarz do jego szyi szepnąłem, żeby się uspokoił. Mówiłem, że będzie dobrze, nie wiem czy słuchał. W którymś momencie po prostu się poddał. Przyjąłem to z ulgą i zapominając się złożyłem pocałunek na jego szyi, mając nadzieję, że nikt tego nie zauważył. Wtedy uspokoił się zupełnie, mimo tego nie puściłem go. Nie wiem czy w obawie przed kolejnym wybuchem, czy po prostu chciałem choć przez chwilę dłużej czuć ciepło jego ciała.
Powoli wyprowadziłem go na korytarz, po drodze mówiąc Liv, żeby zajęła się Danielle. Nie do końca wiedziałem co zamierzałem zrobić, ale na pewno Malik nie może być teraz wśród ludzi. Perrie powiedziałaby, że powinienem przywiązać go do łóżka i martwić się resztą ale.. chyba nie potrafiłem go zostawić. Na pewno spotka go z jej strony kara, ktoś jej przekaże.. Mimo wszystko, chciałem zachować trochę czasu i nie będę tym który ją poinformuje o całym zajściu. Zamknąłem za nami drzwi do jego pokoju, dopiero wtedy całkiem się od niego oddalając. Od razu poczułem jak moje ramiona drżą od zbyt długiego przytrzymywania chłopaka, ale nie to było teraz ważne.
Patrzyłem jak łapie się za głowę i chodzi po małym pokoju. Był w tej chwili jak bomba która może eksplodować w sekundzie. Po pierwszym szoku, który wdarł się w moją świadomość na widok jego w takim stanie poczułem ten smutek, który przemawiał za wybuchem chłopaka. Dostrzegłem łzy spływające z jego policzków i moje oczy zrobiły się wilgotne. Kto jak kto, ale w tej chwili ja rozumiałem najlepiej co czuł.
To rozdarcie kiedy tylko o niej pomyślisz. Ta ciemność, gdy wspomnisz o najbardziej błahej chwili, spędzonej z nią. Myślałem o Anne. Cały czas o niej myślałem. Od wczoraj.
Nie wiem ile to trwało. Stałem pod ścianą jak sparaliżowany, patrzyłem na niego, starając się nie rozpłakać w głos.
W końcu zatrzymał się. Odwrócił się w moją stronę i spojrzał mi prosto w oczy. To spojrzenie sprawiło że rozpadłem się na kilka małych kawałków, błagających o niego. Czytał w moich myślach? Jednym zdecydowanym krokiem znalazł się zaraz przy mnie. Przestałem oddychać kiedy jego dłoń uniosła się, dotknęła mojej twarzy i zobaczyłem to w jego oczach. Ten rodzaj spojrzenia, kiedy wiesz. Po prostu wiesz.
Kiedy poczułem jego usta na swoich zakręciło mi się w głowie. Nie byłem w stanie myśleć kiedy przycisnął mnie do ściany swoim ciałem i wplatając palce w jego włosy pogłębiłem pocałunek. Niestaranny, zbyt krótki pocałunek. Gorąco które mnie ogarnęło w tym momencie, nieporównywalne do niczego, czego kiedyś doświadczyłem. Jego dłonie wtopiły się we mnie, a 'Zostań' które usłyszałem nabrało sensu i uwierzyłem, że na prawdę to powiedział. W tym momencie miałem wrażenie jakbym całe życie wstrzymywał oddech i powietrze które wydostało się spomiędzy jego warg było pierwszą dawką tlenu jaką poznałem. Nie chciałem tego przerywać.
Znienawidziłem głos dobiegający zza drzwi. To była Perrie. Krzyczała, że mam natychmiast otwierać.




Oddychać. Nie wstrzymywać oddechu. Wypuścić go, bo braknie i co. I nic. I spokój. Ale trzeba.
Albo i nie, ale jestem tchórzem. Ciekawe co by się stało gdybym nie oddychał wystarczająco długo? Czy bym wytrzymał czy wziął oddech bo tak trzeba i mój mózg jeszcze o tym pamięta? Pamięta tylko o tym. Bo co innego mi pozostało. Leżałem. Za długo. Była jeszcze noc czy już jest dziś jutro? Co? A może jego nigdy nie było i tutaj wszystko jest jednym. Albo niczym. Kolejne minuty bez słońca. Jakby bez niczego tylko ściany. Dlaczego się nie zawalą? Chcę żeby się zawaliły.
Oddychać. Bo za jakiś czas klucz w zamku się przekręci. I zapomnę. I zobaczę go i znów będzie oddychanie tak proste jakbym chciał to robić.
Pusto i cicho. Otwieranie oczu jest niepotrzebne. Wszyscy i tak błądzimy w mroku nie widząc niczego. Wszyscy ślepcami bez przewodnika. Bez celu. Do jednego, a myślą że są tacy wyjątkowi. Ja jestem wyjątkowy bo nie oszukuję siebie. Każda sekunda do jednego bliżej i pozostało tylko czekać. Nie chcę czekać tutaj. Ale czy to ważne gdzie i jak. Przecież nie zmieni to nieuniknionego.
A zaraz sobie przypominam, że za kilka chwil w drzwiach przekręci się kluczyk. I zapomnę. I znów go zobaczę i będzie tak prosto być, jakbym tego chciał.
Obudź się, kluczyk. Albo udawaj że śpisz. Wtedy podejdzie i jego skóra dotknie twojej bo zawsze tak robi. Tym razem też. I przez wszystkie nerwy przepływa w końcu cokolwiek. Bo moje są uśpione a jego żyją. Pędzą i czegoś chcą. Ja nie chcę niczego. Może... może chce żeby jego skóra dłużej stykała się z moją ale muszę otworzyć oczy?
I znów go widzę. I znów zapominam. I wiem że może jednak czegoś chcę.


______________________________________________________________


Witajcie kochani! Wiem, że znów długo czekaliście, ale tym razem jestem cholernie wdzięczna, że nikt mnie nie poganiał. Dzięki temu wyszedł rozdział z którego.. może nie jestem bardzo dumna, ale jest jednym z tych, których nie napisałabym inaczej. Mam nadzieję, że wam się podoba.
Chciałam jeszcze przeciągać, jeszcze czekać, jeszcze nie teraz... Ale słuchanie Another Love wpłynęło na ten 'Zarry moment' i na końcówkę rozdziału. No właśnie, końcówka. Proszę piszcie co o tym myślicie. Mam nadzieję, że dojdziecie do odpowiednich wniosków.
Jesteście ciekawi historii Harry'ego i tych wspomnień, co działo się u niego w domu, czy jest to dla was wątek niewarty uwagi i rozwinięcia? Piszcie bo być może to zadecyduje nad treścią kolejnego rozdziału.

Dziękuję za wszystkie komentarze, których niby jest coraz mniej i są coraz krótsze, ale wciąż cieszą.

Ten rozdział jest dla @Gabryska__99 nareszcie mogłam Cię wyprzytulać! ♥

+  jeśli chcesz być informowana o nowych rozdziałach, zostaw nazwę twittera w komentarzu! ♥

13 komentarzy:

  1. O jeeeeej !!!!!!!!!!!! Maaam ZGONA ! :) ;* ;* <333 KOCHAAAAM CIĘ NAJBARDZIEJ NA ŚWIECIE ... NIE WIEM NAWET KURCZĘ JAK TO OPISAĆ ;* ;* ROZDZIAŁ BYŁ TAAAAKI AWWWWWW NAJLEPSZY EVER I TEN FRAGMENT ZARRY'EGO AJJJJ TEN POCAŁUNEK !!! :* <3 ROZPŁYWAM SIĘ PO POROSTU TONE .... TAAK CHOLERNIE CI ZAZDROSZCZĘ ŻE MASZ AŻ TAAAAAAAAAAAK OGROMNY TALENT... ŻE O BOOOSZ .... ŻYCZE CI JAAAK NAJWIĘCEJ WENY TAK NA PRZYSZŁOŚĆ BO TERAZ TO JEJ RACZEJ NIE POTRZEBUJESZ ! <3 SĄDZĄC PO TYM ROZDZIALE CZEKAŁAM CIERPLIWIE AŻ W KOŃCU ZASKOCZYŁAŚ MNIE AŻ ZA BAAARDZO !!! !! :*:* DOBRA JUŻ SIĘ NIE PRODUKUJĘ XD BO Z PEWNOŚCIĄ PRZYNUDZAM :*:* <3 A CO DO CHISTORI HARRY'EGO I WSPOMNIEŃ CO SIĘ U NIEGO W DOMU DZIAŁO TO ZOSTAWIAM TO DO TWOJEJ DECYZJI JAK BYŚ NIE NAPISAŁE I TAK BĘDZIE TO MEEEEEGA ROZDZIAŁ Z PRZEMYŚLENIAMI CZY BEZ !!! :* :* <3 WOOOOOOW ALE SIE ROZPISAŁAM NO CÓŻ CHYBA JUŻ CZAS UCIEKAĆ ;D DO NASTEPNEGO CUDEŃKA !! KOOOOOOOOOCHAM <3

    Kathy_Kitti

    OdpowiedzUsuń
  2. Zabiłaś mnie tym rozdziałem! Chyba nie zasnę!
    Tak jak rzeźby i kunszt rzeźby Berniniego tak ten rozdział i to ff jest maestrią pod każdym względem!
    Zarry tu przebija wszystko!
    Zayn dający w twarz Edowi >>>>>>
    Harry odciągający Zayna >>>>>
    Pocałunek Zarry'ego >>>>>>>
    Biedny Harry jak przeczytałam to o śmierci Ann to chciało mi się ryczeć....
    Myślę, że warto znać historię Harry'ego ;)
    W sumie szkoda mi Lou...nie umie sobie poradzić.ze stratą Harry'ego
    Dziękuję Ci za ten rozdział!
    Weny życzę i pozdrawiam!
    @Iam_Sociopath
    P.S Przepraszam za ten komentarz, ale w chwili obecnej na nic innego.mnie nie stać xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest bardzo dobry, moim zdaniem jednym z najlepszych dotąd opublikowanych. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aww boziuuu kocham kocham kocham *.* rozdział dfgshjjvjjvddg Świetny *.* czekam z niecierpliwością na następnego ;33 @nxd69

    OdpowiedzUsuń
  5. SZYKUJ KASĘ NA POGRZEB BO UMARŁAM!!! TO JEST ZAJEBISTE !!! NAPISZ CO DZIAŁO SIĘ W DOMU HARREGO TO POZWOLI LEPIEJ ZAPOZNAĆ SIĘ Z TYM DLACZEGO ODSZEDŁ. ZZZZZAAAAARRRRRRRRYYYYYYY !!!!!!!! WIĘCEJ NIE NAPISZĘ BO NIE POTRAFIĘ ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤
    CZEKAM NA NEXT I POCZEKAM TAK DŁUGO JAK BĘDZIE TRZEBA
    DZIĘKI ŻE INFORMUJESZ NA TT
    @agusia5757

    OdpowiedzUsuń
  6. Brak mi słów... To było piękne *.* Ten pocałunek na końcu >>>>>>>>>>>>>>>
    Z historią Harry'ego bardzo chciałabym się zapoznać :)
    Do następnego - @zosia_official

    OdpowiedzUsuń
  7. Ooo no kurcze tego pocalunku sie nie spodziewalam, sam fakt ze to Zayn pocalowal Harry'ego... wow ale sie ciesze! :) Az boje sie tej kary ktora go spotka za to ze rzucil krzeslem w Eda i go uderzyl. I w sumie to nawet jestem ciekawa tej histori Harry'ego ale moze az tak bardzo sie nie rozpisuj? Zreszta zrob jak chcesz ;)
    Czekam na nastepny rozdzial! X

    OdpowiedzUsuń
  8. Co mam powiedzieć?
    No nie będę zbyt oryginalna... Rozdział jest przecudowny!
    Może tak od początku to...
    No tak, trochę szkoda mi Louis'ego. Nie radzi sobie. Tak cholernie sobie nie radzi.
    Współczuję też Harry'emu, śmierć matki to najgorsze co można przeżyć, nawet jeśli mialo się z nią nienajlepasze stosunki. Btw ja myślę, że jednak lepiej by było coś powiedzieć o sytuacji w domu Hazzy, bardzo mnie to ciekawi.
    Ta sytuacja kiedy Zayn rzucił w Eda krzesłem i go uderzył... Ten moment, kiedy Harry go odciągnął... A później ten zajebisty Zarry... Jezu, umieraam. Kocham Cię człowieku, kocham! Nie wierzę, że Zayn serio pocałował Stylesa, jezu, to jest tak cholernie... aww.
    Przyznam szczerze, że końcówka misię wydała dziwna, ale jednak po głębszym przemyśleniu chyba zrozumiałam, tak mi się wydaje.
    Cokolwiek.
    Nie zanudzam już dłużej słońce.
    Dziękuję za ten rozdział, chyba jeden z najlepszych, asdfghjkl.
    Czekam na kolejny,
    @catchmesheeran

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow, wow, wow... te przemyslenia zayn'a na koncu, ten watek louiego na poczatku... boze, jestes fenomenalna! Napisz prosze o przeszlosci harryego w doncaster, o jego wspomnieniach. Bardzo chcialabym przeczytac dlaczego dokladnie sie odcial od rodziny i wyjechal. Czekam na rozdzial! Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Boże .. ten rozdział jest pełny emocji, a jednocześnie kompletnie je z człowieka wydziera .. mama Harrego umarła .. Cher nie żyje i jak widać pacjenci nie radzą sobie z tym .. Louis ... Matko, ten chłopak się stoczył, jest na samym dnie .. nie sądzę, żeby coś lub ktoś mógł mu jeszcze pomóc, bo to praktycznie koniec .. i jeszcze ta końcówka, która robi ci dosłownie pranie mózgu i czujesz się tak, jakbyś był kompletnie pusty .. zakończyłam czytanie tego rozdziału ze łzami w oczach, bo uświadomiłam sobie, jak bardzo niesprawiedliwe potrafi być to ludzkie życie .. i jak kruche ...
    Na końcu był pocałunek Harrego i Zayna .. on też był tak naprawdę bardzo smutny, przynajmniej dla mnie .. oboje byli rozdarci, obojgu czegoś brakowało .. i właśnie tego się boję, że może połączyć ich coś, co tak naprawdę nie będzie niczym szczerym, tylko wypełnieniem jakiejś pustki ... Cudowne, cóż mogę dodać ..
    Babe, dziękuję za dedykację, nadal nie mogę wyjść z szoku hahahaha ; ) pozdrów ode mnie Dżastę (tak? dobrze zapamiętałam? :D) i trzymaj się ciepło ! Życzę ci więcej tak boleśnie pięknych rozdziałów ❤

    OdpowiedzUsuń
  11. pocałowali się? czy tylko mi się wydaje? nie, potrzebuję chwili żeby przetrawić wszystko co się stało w tym rozdziale.
    czekam na kolejny x
    + zmieniłam nazwę z @Toriixdd na @perfvhemx
    miłej nocy xx

    OdpowiedzUsuń
  12. Jejku dziewczyno!Jestes niesamowita pisarką co sprawia ze ja po prostu rozplywalam sie przy kazdym rozdziale.czytając zapowiedz na "spis1d.blogspot.com" pomyslalam ze jakieś inne ale ciekawe czy dobre.Wlaczylam i z poczatku.Larry?Mialo hyc co innego.No ale skoro ma byc psychiatryk.Czytalam i czytalam i kochanie!Wplynelas na moje emocje niesamowicie.Zayn louis Hsrry.To tak rozne osoby.Ja czytajac to bylam pod wrazeniem i czulam sie jakbym uczestniczyla w tych wydarzeniach.Totalnie olalam nauke prrzez co rodzice trochę narzekali ale to opowiadanie hshshhshs *-* Brak slow by opisac twoj talent i to jak wpkywasz na człowieka.Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg bo jestem tak mega ciekawa tego wszystkiego.Jest tu tyle niedomówień a ja czekam by sie wyjaśniły.
    Pozdrawiam:*
    PS.Przepraszam za bledy ale pisze z telefonu/Igs

    OdpowiedzUsuń