niedziela, 28 września 2014

Rozdział 14.




   Jestem cholernym idiotą. Mogłem odpowiedzieć, w końcu nawiązałbym jakiś kontakt, w końcu mógłbym dowiedzieć się wszystkiego i słuchać jego głosu. Czy nie o tym myślałem odkąd go zobaczyłem? Mogłem przynajmniej na niego spojrzeć i upewnić się, czy nie był to wytwór mojej wyobraźni.. zamiast tego po prostu uciekłem. Założyłem buty i wystrzeliłem z pokoju jak oparzony, wstrzymując oddech w niedowierzaniu. Odezwał się do mnie. Był raczej cichy, zachrypnięty, ale po tak długim czasie milczenia dziwię się, że nie jego krtań nie zapomniała jak wydaje się dźwięki. Oparłem się o odrzwi i próbowałem pozbierać myśli głęboko oddychając. Powinienem tam wrócić, przytulić go i nigdzie nie odchodzić. Byłem bliski zrobienia tego, kiedy dosłownie podskoczyłem dostrzegając Perrie. Z zakłopotaniem przeczesałem palcami zmierzwione, przydługie włosy i nieudolnie odwzajemniłem jej blady uśmiech.

- Chodź. - pociągnęła mnie za róg koszulki. - Masz ochotę na kawę?
- Jasne. - ziewnąłem, jakby na potwierdzenie swoich słów.

Kiedy szliśmy korytarzem w stronę kuchni, starałem się jak najbardziej naciągnąć zdrętwiałe mięśnie. Mrowienie w kończynach z niewyspania zmalało, kiedy dotarł do mnie intensywny zapach czarnej kawy. W pomieszczeniu oprócz nas były jeszcze dwie plotkujące pielęgniarki i obierająca ziemniaki kucharka. Przyjrzałem się blondynce naprzeciwko mnie z żalem. Jej oczy napuchnięte były od wylanych łez a włosy upięte w nieładnego koka. Musiała bardzo to przeżywać. Była dużo bardziej związana z Cher niż ja, a sam wciąż czułem smutek wisząc w powietrzu.
Upiłem łyk parującego płynu nie mogąc przestać myśleć o Zaynie. Czy powinienem jej powiedzieć co zaszło? Nie mam pojęcia dlaczego, ale coś wewnątrz mnie kazało zachować to dla siebie. Nagle coś sobie przypomniałem

- Cholera jestem spóźniony do pracy, powinienem... dlaczego mnie nie ob..
- Spokojnie. - przerwała mi unosząc dłoń i uciszając mnie. - Załatwiłam to. Zadzwoniłam do Liama, załatwił Ci dziś wolne. - odetchnąłem uspokajając się trochę i biorąc kolejny łyk kawy. - Dopisałam też do protokołu, że się tutaj stawiłeś kiedy prosiłam. Może skrócą Ci ten wolontariat. Wyślę go za godzinę.. Zayn jeszcze śpi tak?
- Yhm.. tak. Dzięki. Nie miałbym siły dziś pracować.

Zapadła cisza. Wpatrywałem się w kubek obracając go w dłoniach. Poczułem potrzebę wzięcia gorącego prysznica i zatopienia się we własnej pościeli, w mieszkaniu którym spędziłem ostatnie lata, które znałem... żeby wszystko było poukładane.
Dlaczego. Ja wcale nie chciałem, żeby mój "wolontariat" się kończył. Na początku owszem, marzyłem tylko o tym żeby w soboty się wyspać a nie spieszyć do jakichś psycholi ale teraz.. Nie. Muszę tutaj zostać jak najdłużej. Ostatnio cały tydzień myślałem tylko o przyjściu tutaj. W tym miejscu mogłem oderwać każdą myśl od tego, jak bardzo nie znosiłem kanapy Liama, jak denerwowała mnie praca i samotne zasypianie. Miałbym znów nie mieć punktu zaczepienia dzięki któremu pozostawałem trzeźwy w piątkowe wieczory? Czując, że ogarnia mnie odrętwienie, a w głowie pojawia się pusta wizja samotności powiedziałem pierwsze zdanie które przyszło mi do głowy. Musiałem odpędzić od siebie te wyobrażenia, jeśli chciałem pozostać przytomny do końca dnia, nie upijając się.

- Ehm.. dlaczego zgłosiłaś się do wolontariatu? - zapytałem zdając sobie sprawę z tego, że właściwie od dawna mnie to interesuje. - Nie miałaś dość swoich problemów? - temu pytaniu towarzyszył jej śmiech, który nie pasował do zmęczonej twarzy.
- Miałam za dużo swoich problemów. Dlatego wolałam zająć się sprawami innych, żeby nie musieć myśleć o swoich demonach.
- Skąd ja to znam. - westchnąłem czując nagłą więź z dziewczyną. - Co takiego się działo?
- Czy własnie próbujesz zająć sobie głowę tym co mówię żeby zapomnieć o tym co Cię dręczy?
- Rozgryzłaś mnie. - oboje spojrzeliśmy w dół i zaśmialiśmy się gorzko. Czyżbym w końcu poznał osobę która wie co mam na myśli? I nie jest Liamem który pomaga mi nawet jeśli za cholerę nie ma pojęcia o czym mówię?
- Miałam zostać nauczycielką historii ale nie wszystko się ułożyło. Mój brat w wieku 20 lat spowodował wypadek w którym zginęła jego dziewczyna. Odbiło się to na jego zdrowiu psychicznym. Mama nie chciała go oddać pod niczyją opiekę bo twierdziła, że nie można ufać pielęgniarzom. Wtedy... zapytałam czy jeśli ja będę jednym z nich dalej będzie obstawać przy swoim. Oczywiście zaprzeczyła i zgodziła się oddać go w ręce specjalistom pod warunkiem, że ja tutaj zostanę. I zrobiłam to. Ona sama miała na głowie niedowład nogi i pracę 10 godzin dziennie, jak mogłam obarczać ją pilnowaniem kogoś, kto nie mógł zostać sam na pięć minut?
- Poświęciłaś swoje życie dla innych. Jak miło i szlachetnie. - rzuciłem lekko sarkastycznie.
- Ehm.. to moja rodzina. Musiałam im pomóc. Poza tym, od razu życie. Pracuję, doglądam czy Jonnie ma się dobrze, wychodzę stąd i wracam do swoich spraw. Czuję się lepiej wiedząc, że jest on pod dobrą opieką, a mama ma czas dla siebie. Często go odwiedza..
- Przykro mi z powodu Twojego brata. - wyznałem szczerze. Jego wypadek zmienił całe życie tylu osób, a jedno nawet zakończył. Też bym sobie z tym nie poradził. - Nie byłbym chyba w stanie tak poświęcić się dla rodziny. - utkwiłem wzrok w kubku i upiłem łyk, starając się stłumić niewygodne myśli.
- Co jest? - zapytała blondyna widocznie zaciekawiona.
- Nie byłbym w stanie zrobić niczego dla rodziny, nie wspominając poświęcenia swoich marzeń dla nich. - odpowiedziałem chłodno.
- Czy powinnam pytać co się stało?
- Nigdy im na mnie nie zależało. Po prostu. Bycie wiecznie popychadłem, gorszym dzieckiem i wyzywanym od pedałów nie było czymś co chciałem słuchać więc uciekłem. - westchnąłem zdradzając dziewczynie niewiele. - A ktoś kogo później uważałem za rodzinę również mnie zawiódł.. Instytucja zwana "rodziną" dla mnie nie ma większego znaczenia.

W ciszy dokończyłem pić swoją już przestygniętą kawę, starając się nie myśleć.. właściwie o niczym. Nie udało się. Do podświadomości uparcie wciskało się wspomnienie głosu Zayna i ciepła jego ciała. Perrie zakaszlała po chwili, jakby na znak chęci kontynuowania rozmowy. Zamrugałem i spojrzałem na nią.

- Zmieniając temat.. Znalazłam pod poduszką Zayna.. książkę. - zamarłem. - Podejrzewam, że ją przeczytałeś.
- Tak. - Zacząłem się zastanawiać czy to zabronione, wiedza o powodzie jego pobytu tutaj.
- Harry mam nadzieję, że nie wziąłeś tego za bardzo do siebie. - powiedziała z pobłażliwością w głosie.
- Nie rozumiem. - Ogarnęło mnie lekkie zdenerwowanie, napinające niezdrowo moje mięśnie. - Sugerujesz że kłamał?
- Wiem, że kłamał. - uśmiechnęła się krzywo.
- Oświeć mnie. - Nie chciałem dopuścić do siebie myśli, że on również mógł mnie zawieść.
- No więc.. Nie wiem czy powinnam, ale poszperałam w jego aktach przyjęcia. - ściszyła głos, żeby jej słowa nie doszły do siedzących nieopodal pielęgniarek. - Nie do końca było tak jak Ci o tym opowiedział. Owszem, był pożar, jego rodzina zginęła ale... Dom nie zajął się od papierosa w jego pokoju. - No tak. Od początku wydawało mi się to mało prawdopodobne ale czy miałem coś innego, w co mógłbym wierzyć? - Z akt sprawy wynika, że ogień był podłożony w sześciu różnych miejscach, a przesłuchiwani przyjaciele chłopaka mieszali się w zeznaniach. Wywnioskowano, że wcale z nimi nie był kiedy zaczął się pożar. - Perrie wydawała się być podekscytowana teorią spiskową, którą odkryła.
- Czyli twierdzisz, że zrobił to specjalnie? - Nie mogłem pojąć tego, co właśnie usłyszałem. Przecież on był taki niewinny.
- Nie tylko ja. Policja również. Nie stawiał się na rozprawy, a kiedy go zamknięto nie odezwał się słowem. Resztę historii chyba już znasz. Psychologowie stwierdzili niepoczytalność i wpakowali go tutaj.

Byłem w szoku. Dlaczego mnie okłamał? Nie ufa mi na tyle, żeby przyznać się do tego co zrobił? A może bał się, że zmienię nastawienie do niego, jak dowiem się prawdy? Czułem się.. inaczej, wiedząc, że brunet może być mordercą, ale mimo wszystko nie pomyślałbym o zerwaniu kontaktu z nim, z tego powodu. To głupie. Pewnie gdyby był to ktoś inny wyzywałbym i nigdy nie chciał mieć z nim do czynienia, możliwe że nawet bym go pobił.
Ale.. to był Zayn. Nie potrafiłem być na niego zły, nawet za to że mnie okłamał. O nic. On po prostu... zbyt przyciągał mnie całym sobą żebym miał szybko zrezygnować z poznania go.
- Zabił ich? - te słowa brzmiały tak nierealnie, wypowiedziane. - Dlaczego miałby to zrobić?
- Może dlatego, że jest psychicznie chory? - spojrzałem na nią krzywo i zmieszała się przez swoje słowa. - Ehm.. to znaczy.. wszystko wskazuje na to, że on był sprawcą. Jednak w ostatecznym protokole widnieje zapis.. - Dziewczyna spojrzała gdzieś nade mną, próbując sobie przypomnieć. - "Pożar wywołany przez Trish Malik. Kobieta z niewiadomych powodów podpaliła własny dom. Zginęło 5 osób. Jedyny ocalały, syn kobiety, wtedy nieobecny, przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Diagnoza - niezrównoważenie psychiczne w wyniku silnego szoku, uraz.." uraz jakiś tam. Nie pamiętam. Po prostu zrobili z niego ofiarę a winę zrzucono na nieżyjąca matkę, bo ta nie może się bronić. Po prostu.
- Może to była jego matka. Dlaczego myślisz, że to zrzucanie winy? - Poczułem się urażony. Nic nie wskazuje na jego winę, z tego co powiedziała.
- A dlaczego Tobie powiedział, że to on?
- Może... - no właśnie, dlaczego? - Może na prawdę coś jest z nim nie tak i bierze winę na siebie? Cholera nie wiem.
- A jeśli on był zdolny do zabicie całej swojej rodziny to...
- To co? - przerwałem jej. - Nie zamierzam traktowa go inaczej.
- Ehm.. chyba mnie źle zrozumiałeś. - uśmiechnęła się. - Nie zamierzam przekonywać Cię, że jest mordercą. Po prostu mówię co wiem. Nie warto ufać ludiom przebywającym tutaj. Co zrobisz z tymi informacjami to tylko i wyłącznie Twoja sprawa. On jest moim pacjentem i jak mówiłam, mam dość swoich problemów ale Ty...
- Co ja? - prychnąłem.
- Tobie nie zabronię się w nim zakochiwać. - ucięła i wstała zabierając puste kubki do zlewu.
- Ja wcale nie.. - chciałem się usprawiedliwiać ale poczułem na sobie karcący za podniesienie głosu, wzrok pozostałych trzech kobiet, przebywających w pomieszczeniu.
- Oczywiście. - Perrie zaśmiała się kiwając głową, lekceważąc moje słowa. - Nie chce niszczyć tego co teraz między wami powstało.. - zaczęła wyprowadzając mnie na korytarz a ja poczułem, że robię się czerwony. - Zayn zachowuje się spokojniej jak tutaj jesteś, ogólnie wydaje się bardziej żywy i szczęśliwy odkąd zacząłeś przychodzić. - poczułem ciepło rozchodzące się po moim ciele i powstrzymałem uśmiech zagryzając wargi. - Wiem też, że jesteś dorosłym facetem i zdajesz sobie sprawę z tego, że za kilka tygodni nie będziesz miał wstępu do placówki kiedy zakończy się Twój wyrok. - w tym momencie mój uśmiech zniknął zupełnie. Jakby wcale go tam nie było. - Może w środy na widzeniach, jeśli będzie chciał, nic więcej. Nie sądzisz, że powinieneś odpuścić już teraz dla dobra was obojga? Przecież wiesz, że on nigdy stąd nie wyjdzie a..
- Skąd ten wniosek? - zapytałem starając się nie wybuchnąć przez jej słowa. Wiem, że miała rację ale jak mogłem powstrzymać coś nad czym nie miałem kontroli? I nie chciałem niczego powstrzymywać.
- On nie wyjdzie Styles, chyba na to nie liczyłeś? - spojrzała na mnie pobłażliwie kiedy podążaliśmy w kierunku windy. - Musiałby otrzymać diagnozę z której wynikałoby, że jest zupełnie zdrowy. A oboje wiemy, że zdrowy człowiek nie zachowuje się jak on.

Wtedy przez głowę przemknęła mi myśl, żeby powiedzieć jej o tym co stało się godzinę temu. Przecież się odezwał czy to nie jest oznaka poprawy? To jest kontakt. A on według mnie nie był niebezpiecznym podpalaczem i miałem gdzieś wszystko co mi powiedziała. Przynajmniej starałem się mieć. Tak na prawdę panicznie bałem się wszystkiego. Bałem się że za półtora miesiąca mogę zobaczyć go po raz ostatni. Wtedy zostanę sam. Ale dlaczego miałbym się tym przejmować teraz?

Wyszedłem przed budynek żegnając się oschle z dziewczyną. Z ulgą przywitałem wznoszące się na horyzoncie słońce, na tle czystego nieba. To będzie piękny dzień.
Szkoda że wypełniony niepotrzebnymi rozmyśleniami na tematy których bałem się poruszać z samym sobą. Dlaczego nic nie mogło być proste chociaż raz? Pomyślałem i w tej samej chwili potknąłem się o wystający z ziemi konar starej jabłoni.
Przeklinając w myślach wszystkich bogów jakich byłem w stanie sobie przypomnieć otrzepałem z ziemi dresy i udałem się do domu na nogach. Oczywiście zapomniałem pieniędzy na taksówkę.

***

Przez gardło przepłynął kolejny kieliszek wódki. Nie wiem który to już tej nocy, straciłem rachubę przy siedmiu. Dawka alkoholu rozpływała się z każdym opróżnieniem szkła po moich żyłach. Przyjmowałem to z ulgą. Potrzebowałem oczyszczenia umysłu który po dzisiejszej rozmowie z Edwards stał się jedną, wielką, nieskładną, plątaniną wątpliwości. Wiedziałem też, że nie mogę być sam bo mógłbym zrobić coś głupiego, jak wpakowanie się w bójkę i kolejne 48 godzin na izbę wytrzeźwień, lub zgubienie się w centrum Londynu i wylądowanie w rzece. Zadzwoniłem do Nicka.
Potrzebowałem kogoś kto nie będzie mi suszył głowy o byle błahostkę, jak robiłby to Liam. Nie odpuścił sobie już zanim wyszedłem, przypominając że mam jutro być w pracy i zachowywać się cicho jak mysz, kiedy wrócę do mieszkania. Grimmy od razu zgodził się na spotkanie i nie zadawał żadnych pytań. Lubię go, na prawdę. Moje graficiarkie zdolności są zupełnie do dupy, ale dobrze że przez ten durny pomysł go poznałem.

- Potańczymy dziś czy będziesz tu tak pił cały wieczór? - mówił podniesionym głosem żeby przekrzyczeć muzykę.
- Dokładnie tak. Zamierzam tutaj umrzeć z pierdyliardem promili. - odpowiedziałem zupełnie poważnie. Taki był plan.
- Wkurwiasz mnie. Wyciągnąłeś mnie tutaj żebym patrzył jak bijesz się z myślami? Nie sądzisz, że pozbycie się ich i podzielenie z kimś sprawi, że Ci ulży?
- Cholera Grimshaw.. Nie wiem od czego zacząć. Czuję się beznadziejnie. - przymknąłem oczy i oddychałem miarowo, na wypadek gdyby wypity alkohol chciał wywołać falę smutku i łez. Nie zdarzało się to często ale dziś miałem wrażenie, że niepewność jutra tnie mnie na kawałki. - Perrie wygrzebała w jakichś aktach... nie wiem.. ogólnie chodzi o to, że całkiem możliwe jest.. że to Zayn specjalnie podłożył ogień i zabił pięć osób.
- Wiedziałeś od początku, że nie trafił tam za nic..
- No właśnie, nie chodzi o to. - spojrzałem w oczy starszego chłopaka, chcąc żeby mnie zrozumiał. - Mnie to nie ruszyło, nie przeraziło, nic. Myśl, że może być mordercą nie wymazała tego jak się czułem rano, budząc się w jego ramionach. Powinienem się do niego zrazić, okłamał mnie. Powinienem iść tam co weekend jak do pracy i wychodząc nie myśleć o tym, że chcę znów go zobaczyć. A tak nie jest i to mnie przeraża.

Nie odezwał się ale wyglądał, jakby pojął co do niego mówiłem. Na parkiecie wystrzeliła pod stopy tańczących kolejna porcja dymu. Światła drażniły moje oczy sprawiając, że stawały się obrzydliwie suche. Powietrze przepełnione zapachem spoconych ciał mnie obrzydzało. Alkohol pędzący w moim krwiobiegu dziś dawał uczucie burzenia ścian w mojej głowie. Krew zimniejsza niż stal.

- A co z Louisem? Już zupełnie go skreśliłeś?
- Chyba.. - zawahałem się. - Tak myślę. Patrząc na to, o ile więcej było rzeczy których nie mogłem w nim znieść te dobre zanikły z czasem.
- I pewnie był słaby w łóżku. - Nick wbił mi łokieć w żebra.
- Odczep się. - zachwiało mną lekko i ze śmiechem oddałem mu w ramię. - Właściwie nie miałem nigdy porównania z innymi.
- Chyba żartujesz! - zaśmiał się prosząc barmana o kolejnego drinka dla siebie.
- Nie. - uciąłem ten temat podświadomie obawiając się propozycji z jego strony, która sądząc po minie, miała zaraz paść. - Chcę o nim zapomnieć, jednocześnie jestem pewny, że gdyby wrócił czysty i starał się bardziej złamałby mnie w końcu.
- No i po co? Ludzie się nie zmieniają Styles. - wypiliśmy kolejną banię, obaj krzywiąc się niemiłosiernie.
- Na dodatek Edwards zmusiła mnie dziś do myślenia o rodzinie. Nie bardzo mi się to podoba, ale nie mogę przestać się zastanawiać co u ich. - Podparłem głowę na prawej ręce i spojrzałem na chłopaka mętnym wzrokiem. - Zadzwoniłbym. Do mamy chociaż, bo Gemma zawsze mnie nienawidziła. Właściwie nie wiem za co. Od zawsze pracowałem nad wymazywaniem wspomnień i nie chcę do tego wracać.
- Nie widziałeś ich od ilu, 4 lat? Może się zmienili?
- Nawet nie mam numeru.
- Mail, poczta, facebook, cokolwiek - mówił tonem, jakby było oczywiste, że ma rację a ja jestem idiotą. A ja miałem dziś dość czucia się jak idiota.
- Chodź tańczyć. Dość pierdolenia.

Porwałem rękę Nicka i zaraz obaj wplątaliśmy się w tłum skaczący w rytm nadawany przed DJa.
Nie planowałem wrócić do domu wcześnie.

***

Louis.

Czy mogło być kurwa gorzej? Niall w robocie cały czas suszy mi głowę, jak to strasznie wyglądam. Eleanor pieprzy o tym, że mogłem czymś się zarazić od kumpli ćpunów i nie powinienem mieć kontaktu z ludźmi a co dopiero ich krwią. Nie widzi że mam pierdolone rękawiczki? Oczywiście nie obyło się bez wizyty starego Caldera który odebrał skargę od klientki której podobno źle przebiłem pępek. Nie moja wina, że się jej nie chce zagoić. To się zawsze słabo goi.
Nie wyrabiam z płaceniem czynszu a szukanie tańszego mieszkania zajmuje więcej czasu niż myślałem. Potrzebuję pieniędzy na coś innego i coraz częściej kusi mnie wkręcenie się w dilerkę ale wiem, że wtedy nie wyplątam się nigdy. Musiałem rzucić to już, jeśli chciałem mieć jakąkolwiek szansę u Harry'ego... Tylko czy chciałem?
Po zobaczeniu go dziś w klubie nie byłem tego taki pewny. Nie był sam, a koleś z którym pił przy barze zdecydowanie był w jego typie. Zawsze powtarzał mi "Szkoda że nie jesteś wyższy" albo wspominał coś o mojej zbyt damskiej, niezdarnej sylwetce. Zabolał widok jego z kimś innym. Zabolała jak miliony szpilek sama myśl jego, z kimś innym niż ze mną. Bo on zawsze był ze mną. Odkąd pamiętam, był mój i tylko ja miałem do niego prawo. Nie mogło do mnie dotrzeć, że chyba je straciłem.
Siedzieli po drugiej stronie pomieszczenia, która było mocno oświetlona, nie widział mnie.
Chciałem uciec i już nigdy nie wrócić, nie oddychać. Wtedy przypomniałem sobie, że mogę znaleźć się gdzie indziej nie wychodząc i wysypałem na zagłębienie między kciukiem a palcem wskazującym trochę białego proszku. Musiałem zostawić resztę na później. Miałem plany na tę noc. Dokładnie to jeden. Zaliczyć obydwóch gości z którymi właśnie siedziałem przy stoliku. A to będzie wymagało zupełnego znieczulenia. Zapomnienia siebie i udawania, że to nie miało miejsca, jednocześnie wyżywając się na każdym swoim nerwie, by wymazać go z pamięci.


___________________________________________________________

Eh... Starałam się?
Przepraszam za literówki, błędy, zdania bez sensu, ogólny -dialogowy- styl rozdziału ale nie miałam zupełnie pomysłu jak inaczej przez niego przebrnąć. Właściwie nie miałam też na niego siły i nawet go nie przeczytałam po napisaniu. Może być silnie beznadziejny. Przepraszam? Tak.

Nie mam czasu, po prostu. W tygodniu wracam o 15, próbuję się uczyć i zrobić zadania i to by było na tyle. Na prawdę nie mam czasu na myślenie o godzinie na obejrzenie ulubionego serialu a co dopiero o pisaniu rozdziału. Nie potrafię tak w pośpiechu bo wychodzi to co dziś.
W weekendy, powiecie. Otóż nie, bo wychodzę. I przepraszam was bardzo, ale nie macie prawa być na mnie źli o to, że mam życie prywatne i wolę wyjść na imprezę ze znajomymi niż siedzieć w domu i pisać. Dlaczego tak ostro? Bo ostatnio dosłownie po paru dniach od dodania rozdziału dostałam kilka wiadomości z pytaniem czy już napisałam i kiedy będzie. Kiedy zobaczyłam komentarz pod poprzednim mówiący "next proszę" i tyle, zagotowało się we mnie.
Sama czytam opowiadania i wiem jak to jest czekać. Liczyłam się z tym, że nie będę mogła dodawać jednego na miesiąc jak zaczynałam publikować, bo ludzie się zniechęcą... Ale cholera żeby co chwilę mnie poganiać? Nienawidzę tego i proszę po raz kolejny i ostatni.
NIE PYTAJCIE KIEDY KOLEJNY ROZDZIAŁ BO TO SPRAWIA ŻE TERMIN JEGO DODANIA SIĘ ODDALA.
Taka już jestem i tyle. Im bardziej mnie ktoś pogania tym wolniej coś robię i to samo tyczy się pisania. Jeśli macie moje prośby gdzieś, tak jak po dodaniu 13, będziecie dostawać coś takiego jak dziś.
Nie piszę tego by być wredną. Dla wszystkich będzie lepiej jeśli poczekacie. Ja nie będę się denerwować ciągłym "kiedy next" "dodaj już" i wy dostaniecie dobre rozdziały. Wszyscy będą zadowoleni.
Wszystkim którzy cierpliwie czekają DZIĘKUJĘ Z CAŁEGO SERCA. KOCHAM WAS.

Jeszcze jedno.
JEŚLI ZMIENIASZ NAWĘ TWITTERA A JESTEŚ NA LIŚCIE INFORMOWANYCH ZGŁOŚ MI TO.
Później dodaję rozdział a się okazuje, że nie mam kogo informować bo nazwy pozmieniane. Zazwyczaj jakoś was znajduję, ale ileż można? Tak trudno napisać, że zmieniło się nazwę?
Od dziś jak ktoś zmieni i mnie nie poinformuje będę usuwać z listy, a nie szukać po starych tweetach i sama zmieniać.

Mało Zayna. Mało Zarry'ego, nie wiem co ten rozdział tutaj robi. Gotowa na krytykę. Dobranoc.

+ jeśli chcesz być informowana o kolejnych rozdziałach zostaw nazwę tt w komentarzu.

7 komentarzy:

  1. Chcesz żebym zeszła na zawał przez to wszystko, że niby Zayn podpalił dom świadomie no może ale i tak go kocham pobije się o niego z Harrym. No tak psychiczna jaXD nie zwracajcie uwagi.Rozdział cudowny ❤ ( jak zawsze) według mnie powinien być Zarry to oczywiste że Harry się w nim zakochał a on dla Zayna też nie jest obojętny nie zamierzam cię pośpieszać bo wiem że to tylko zniechęca może nie z doświadczenia z blogami ale z czym innym tak. Chociaż z niecierpliwością czekam na next to poczekam nawet 2 miesiące na którymś blogu już tak czekałam więc teraz też dam radę. Taki fajny akcent na koniec weekendu.
    Jak coś to na tt @agusia5757

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział przecuuudowny ! I Dłuuuugi za co Kocham Cię Jeszcze Bardziej ;* ;* <3 Nawet nie wiesz jak bardzo się ucieszyłam czytając powiadomienie na TT że 14 już jest... :3 Dla mnie moożesz wstawiać rozdziały nawet co miesiąc ... Ten Blog jest moim życiem dla tego Czekała bym ile by trzeba było.. :* :* A nooo i wiem co to znaczy ( Brak Czasu ) Dlatego życzę ci go jak najwięcej na naukę , przyjaciół , no i oczywiścię na to cuudo ! Kochaaam , Buuziole , Do następnego ;* Z pewnością będzię równie wspaniały... <3 Zarry is my life <3 Mimo że tego nie potrzebujesz to i tak życzę ci DUŻO...DUŻO Weny ! ;* ;*

    Kathy_Kitti ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejkaa...
    Tak na wstępie chcę Ci powiedzieć, że powinnaś bardziej wierzyć w swoje umiejętności. Starałaś się i oczywiście rozdział wyszedł Ci świetny, mimo braku Zarry'ego. Ale mi to nie przeszkadza, uznaję to za rozdział "przejściowy" i liczę na jakiegoś mega Zarry'ego w następnym rozdziale *.* Byłoby świetnie :D Ale wiedz, że cokolwiek napiszesz, to ja i tak będę Cię wielbić. Uwielbiam Twój styl pisania, jest świetny. Wiesz, nie przejmuj się tak tymi osobami, które Cię pośpieszają. Powinni zrozumieć, że też jesteś człowiekiem a nie jakąś maszyną, i że też chcesz korzystać z życia, a nie ciągle tylko pisać. Ludzie, keep calm, przecież dostaniemy ten rozdział, co Wam szkodzi zaczekać kilka dni dłużej.
    Co do rozdziału... No tak, już mówiłam, że jest świetny. Perrie trochę mnie irytuje, to wygląda jakby na siłę chciała zniechęcić Harry'ego do Zayna. Na szczęście Harry ma to w dupie, mądry chłopak! Zastanawia mnie sytuacja z Lou... On się stacza, coraz bardziej. Ciekawi mnie czy wyjdzie z tego. Cóż, dowiem się tego w dalszych rozdziałach.
    Cierpliwie (czy też niecierpliwie) czekam na kolejny rozdział. Nie śpiesz się, my zaczekamy. To ff to życie!

    Woah, ale się rozpisałam
    @catchmesheeran

    P.S. Wybacz wszelkie błędy, ale tak trochę późno jest (właściwie to powinnam dawno spać, za 4h wstaję) i mi się literki dwoją w oczach, haha.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć kochanie rozdział cudeńko! Z Zaynem trochę zasko nie zaprzeczę. Ciekawość mnie zżera co będzie z Lou i wgl ;D @SillyDreamer_Me

    OdpowiedzUsuń
  5. No nie wierze ze Zayn mog specjalnie podlozycten ogien, po prostu wierzyc mi sie nie chce...
    Ignoruj tych co pisza ci "kiedy next" itd, nie warto sie przejmowac, ja np rozumiem ze masz tez zycie prywatne i wiadomo ze mozesz nie miec czasem czasu na bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział jak zwykle świetny.
    Czekam na next
    + Założyłam nowe konto na tt i chciałam zapytać czy zamiast na @olik141 mogłabyś informować mnie na @najalgirl ?? z góry dziękuję i życzę weny xx

    OdpowiedzUsuń
  7. zayn aka morderca całej rodziny? okej, brzmi fajnie. ahh, no i louis może się jebać, nic :)
    czekam na kolejny x
    @toriixdd

    OdpowiedzUsuń