niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 12.




Sprawdzałem godzinę w telefonie po raz setny kiedy siedzieliśmy na obiedzie. Dlaczego czas płynął tak wolno a mnie coraz bardziej bolała głowa? Nie żałuję jednak sięgnięcia po tę butelkę, nie wiem jak przyjąłbym to co przeczytałem. Dalej nie wiem co o tym myślę. Nie ukrywam że jestem rozczarowany.
W jakimś stopniu w mojej głowie zatliła się nadzieja, że skoro już wiem co się stało odezwie się do mnie. Nie zrobił tego. Wciąż zachowywał się tak samo, był odizolowany.. a ja patrzyłem na niego i chciałem trzymać w ramionach choć na chwilę, jak dziś rano. Perrie nie była zadowolona z całego porannego 'zajścia' i zakomunikowała, że wysyła pismo o przedłużenie mojej kary za spóźnienia. Powinienem chyba być zły, kolejny miesiąc niewysypiania się w weekendy, ale nie miałem nikogo, z kim mógłbym chcieć spędzić ten czas. Jedyną osobą która dziś przychodziła mi do głowy był Malik.
W końcu nadszedł czas terapii grupowej. Poczułem jak mój żołądek zaciska się z nerwów. Nie ukrywając, zawsze czekałem na tę właśnie godzinę, sam na sam nim.
Przyłapywałem się na myśleniu o nim w pracy coraz częściej. Chciałem wiedzieć co robi, jak się czuje, czy wyczekuje mojego przyjścia... Teraz miałem pewność, że moje wizyty nie były mu obojętne i nie wiedziałem do końca co z tym zrobić. Podejrzewam, że z jego strony jest to bardziej potrzeba poczucia bezpieczeństwa i w jakimś stopniu, ja mu je dawałem. Mimo wszystko było mi ciężko patrzeć na niego i nie myśląc o tym jak bardzo przystojny jest. Jak idealne są jego włosy i jak cholernie podoba mi się zarost który co dwa dni goli pielęgniarka, nie pozwalając mu dotykać ostrego przedmiotu nawet na sekundę. Pociąg fizyczny do chłopaka tlił się ze mnie chyba odkąd go zobaczyłem, ale byłem zbyt zajęty myśleniem o problemach.
Zdałem sobie sprawę, że stojąc na przeciwko niego, po drugiej stronie windy, wpatruję się w niego zbyt intensywnie, z otwartą buzią. Jego przenikliwy wzrok również spoczywał na mojej twarzy. Ocknąłem się kiedy winda zatrzymała się na naszym piętrze, czując gorąco na policzkach. Czy to jakiś słaby żart? Nie przypominam sobie kiedy ostatnim razem zarumieniłem się przez cokolwiek. Cholera, nie miałem 15 lat i uczucie mrowienia w całym ciele pod wpływem czyjegoś wzroku nie powinno się już zdarzać. Prawda? Z każdą sekundą coraz bardziej chciałem go dotknąć.
Próbowałem się opamiętać i udawać że nie widzę jego brązowych, szklanych oczu, wlepionych we mnie kiedy przekręcałem zamek w jego pokoju. Dziś nie proponowałem pójścia do świetlicy, musieliśmy  'porozmawiać'. Wpuściłem go przed sobą do środka i patrzyłem jak siada na łóżku, naciągając rękawy swetra na szczupłe palce. Wskazałem na leżącą na biurku książkę którą przyniosłem ze sobą.

- Oddaję. - mój głos przerwał ciszę. - Przeczytałem wszystko i chciałbym żebyś wiedział... możesz mi zaufać. - przechylił głowę w bok i powoli zamrugał pokazując że rozumie. Był widocznie wykończony. - Nie oczekuję, że teraz zaczniesz opowiadać mi o całym swoim życiu, jeśli nie chcesz. Nie oceniam Cię za to co zrobiłeś - teraz zdałem sobie sprawę, że naprawdę tak było. Patrzyłem na niego i widziałem zagubionego chłopaka potrzebującego mojego wsparcia, a nie osobę która zabiła swoją rodzinę. Przypadkiem, ale jednak. - Nie jestem sobie w stanie wyobrazić co czułeś i wciąż czujesz. - usiadłem obok niego i niepewnie złapałem za jego dłoń wciąż szczelnie owiniętą swetrem, zadrżał. - Chcę Ci pomóc. I nie dbam o to, czy będzie to polegało na moim ciągłym mówieniu, wspólnym rysowaniu które mi nie wychodzi, graniu Ci na gitarze czy na znoszeniu tego, jak przenikliwie na mnie patrzysz, bez rzucenia się na Ciebie. - powiedziałem to na głos? Udawał że nie usłyszał, ale kąciki jego ust lekko się uniosły- Będę jeśli będziesz czegoś potrzebował. Oczywiście czekając aż w końcu usłyszę Twój głos bo jestem go cholernie ciekawy. Chyba nie chcesz siedzieć tutaj do końca życia? Może gdybyś zaczął mówić... - przerwałem widząc jak kręci przecząco głową.

Czego on się tak bał? Z tego co napisał, to był wypadek, nie musi udawać chorego, nie wsadzą go do więzienia. Chyba że jest coś jeszcze, o czym mnie nie poinformował. A może po prostu nie chce być sam? Nie ma nikogo bliskiego. Wiem jak się czuje. Też czasem mam ochotę zamknąć się w pokoju i już nigdy go nie opuszczać, bo nie miałem dla kogo. Louis często doprowadzał mnie do punktu w którym miałem dośc wszystkiego, jego przede wszystkim. Wtedy zawsze wkraczał do akcji Liam i pomagał mi wrócić do życia. Może ja mógłbym mu pomóc?
Wyplątał swoją dłoń z mojego lekkiego uścisku i pochylił się, sięgając pod poduszkę. Kiedy jego ciało znalazło się zaraz przy moim nie mogłem się powstrzymać i zaciągnąłem się jego zapachem.
Nie był on niczym co znałem do tej pory. Moje zmysły nie do końca wyrwały się spod władzy Tomlinsona i choć chciałem zapomnieć, na razie nie potrafiłem. On zawsze pachniał brzoskwiniowym szamponem, intensywnymi perfumami i spirytusem kosmetycznym przedzierającym się przez woń papierosów. To znałem przez długi czas i gryzło się z zapachem Zayna. Czułem zimno. Cały budynek wypełniony był specyficzną, szpitalną aurą tanich detergentów, zakurzonej pościeli i starych mebli. W nim było to jednak zagłuszone przez delikatną mgiełkę chłodu. Do tej pory nie wiedziałem, że można określić zapach zimna, niepewności i smutku ale gdybym miał je opisać, byłby to Zayn. Chciałem go ogrzać.
Wyją spod poduszki czarny długopis, prawdopodobnie ten sam którym przedstawił mi część swojej historii i chwycił mnie za nadgarstek. Jego dłonie również były zimne. Opuszki palców wysłały impulsy do mojej świadomości które sprawiły, że oddech stał się płytszy. Nakreślił na skórze niewielkie "Dziękuję" i z uśmiechem sięgającym oczu, ku mojemu zaskoczeniu, owinął ręce wokół mojej szyi. Wydaje się prosty gest. Położyłem dłonie na jego plecach, wyczuwając pod palcami wychudzone łopatki. W głowie przysiągłem sobie, że go naprawię.
Nie wiem jak długo będę musiał czekać by z nim na prawdę porozmawiać ale w tym momencie byłem pewny, że mogę czekać wieczność. Chciałem trzymać go przy sobie przez całą godzinę, chłopak odsunął się i schował długopis. Zauważyłem, że powstrzymywał ziewnięcie.

- Też nie spałeś całą noc? - zapytałem. Prychnął i przytaknął. Nic dziwnego musiał na prawdę się stresować. - Ale pewnie nie boli Cię głowa bo wypiłeś wczoraj sam połówkę wódki, co?

Wtedy usłyszałem jego śmiech. Wydawałoby się zwyczajny, krótki, szczery wybuch śmiechu. Dla mnie było to czymś cudownym, jego głos brzmiał jak melodia. Chciałem ją w końcu usłyszeć w słowach.
Obserwowałem jak kładzie głowę na poduszce i przymyka oczy. Długie rzęsy rzucały cienie sprawiając, że wyglądał jeszcze bardziej niewiarygodnie pięknie. Dosłownie po kilku sekundach zasnął.
Może powinienem być zły, że funduje mi taką historię, później nie dając żadnych wyjaśnień, ale miałem to gdzieś. Mogę poczekać.

***

- Harry masz gościa. - przywitał mnie w progu Payne.

Po jego minie wywnioskowałem, że nie był to ktoś z kim chciałbym się teraz zobaczyć. Westchnąłem i skinąłem głową odwieszając kurtkę na haczyk. A miałem taki dobry humor jeszcze minutę temu...

- Jest okay, możesz nas zostawić. - dodałem widząc jego zatroskaną minę.

Martwił się, nie mogłem mieć mu tego za złe. On jedyny wiedział ile butelek alkoholu opróżniłem w ciągu ostatniego tygodnia. On zdzierał mnie z łóżka skacowanego i znosił humory w pracy. Nie mógłbym sobie wymarzyć lepszego przyjaciela.

- Pójdę na zakupy. - Poklepał mnie po ramieniu i już go nie było.

Poczułem narastające zdenerwowanie i lekko trzęsącymi się rękami odłożyłem torbę na podłogę. Wypełniłem płuca sporą ilością powietrza i powoli je wypuszczając wszedłem do salonu. Gdy mój wzrok padł na jego oczy od razu wiedziałem, że ta rozmowa będzie ciężka dla nas obojgu. Wstał i spojrzał na mnie wyczekująco.
Potargane, widocznie przetłuszczone włosy opadały na oczy, pod którymi odcinały się na bladej skórze głębokie cienie. Czerń obcisłego swetra podkreślała zmęczoną, przygarbioną posturę. Cisza niezmiernie mi ciążyła i postanowiłem ją przerwać:

- Więc?
-Ehm... chciałem wiedzieć co u Ciebie Hazz. - poczułem ból na dźwięk przezwiska. Jego głos nie był już tak aksamitny. Na prawdę przez tydzień potrafił się tak zniszczyć? Wyglądał i brzmiał okropnie.
- Nie jest źle. Oprócz niewygodnej kanapy nie mam na co narzekać.

Oczywiście kłamałem. Nie wiedziałem jak bardzo za nim tęsknię, dopóki go nie zobaczyłem. Chciałem złączyć nasze usta i zapomnieć o słowach tak jak kiedyś. Mój Lou. Wiedziałem jednak, że gdybym wybaczył tym razem, byłoby jeszcze gorzej, to by się powtarzało. Nie mogłem się poddać. Na szczęście byłem mistrzem w kasowaniu z pamięci wspomnień i jeśli ktoś zawiódł mnie tak jak on.. ciężko mi nie być wrednym. Mimo bólu, nawet dla niego.

- Myślałem że może... usiądziemy i porozmawiamy? - wskazał na kanapę.
- Postoję, dzięki. - znów zbyt długa chwila ciszy. - Jest coś konkretnego o czym chciałbyś porozmawiać?
- Harry przepraszam. - zrobił krok w moją stronę. - Byłem cholernym idiotą. Żałuję wszystkiego co robiłem wbrew Tobie i tego, co wtedy powiedziałem. Gdybym mógł cofnąć czas...
- Ale nie możesz. - rzuciłem chłodno przypominając sobie ile razy martwiłem się o niego.
- Nie radzę sobie. Myślałem że dam radę ale nic z tego. Muszę schować dumę do kieszeni bo czuję, że tracę to co najcenniejsze. - Proszę nie mów nic więcej...
- Louis wiesz, że postanowiłem i nie ugnę się po przeprosinach. Nie potrafię wrócić do tego co było. Obaj nie potrafimy być tacy jak jeszcze rok temu. To się wypaliło i...
- Czy... Ty masz kogoś? - zawahał się. Zaraz skrucha w jego spojrzeniu rozmyła się z nutą złości. - Czy mój wybryk to była wymówka żebyś mógł odejść, zwalając winę na mnie?
- Przestań.. - przetarłem twarz dłonią przypominając sobie jak bardzo zazdrosny potrafi być.
- Ha! To dlatego. Wiedziałem.. - zaczął podrygiwać. - Potrzebujesz czegoś innego, ktoś się koło Ciebie zakręcił i mi Cię odebrał.
- Tomlinson nie sprawiaj żebym czuł się winny! To nie ja ćpam. - czułem jak wszystkie mięśnie w moim ciele się napinają. - Nie ja zniknąłem na całą noc bez znaku życia. Nie sprawiaj żebym znów czuł się winny, bo tego nie zniosę.
- Ja wiem swoje.
- Dobra. - miałem gdzieś co o mnie pomyśli, złość wygrała. - Kiedyś liczyłem na Ciebie. Miałem tylko Ciebie i nie wyobrażałem sobie żeby miało zabraknąć mojego Lou, który o mnie dbał. Teraz wiem, że sam sobie poradzę. Nawet jeśli ktoś będzie mi się podobał i spróbuję coś zbudować od nowa... Nie jesteśmy już razem, nie masz prawa się w to mieszać.
- Po tylu latach spędzonych razem mówisz mi, że nie mam prawa się mieszać?
- Nie do tego z kim spędzam czas.
-  Bez Ciebie mój czas wydaje się bez sensu.
- Mi nie dałeś prawa do swojego życia, kiedy wybrałeś wciąganie kolejnej kreski, niż spędzania tego czasu ze mną. - Wypomniałem mając dość jego dramatu w głosie. Westchnąłem zmęczony tą wymianą zdań. - Lou podaj mi swoją torbę.
- Dlaczego - zapytał zdezorientowany.
- Jeśli nie masz w niej ani grama niczego - podkreśliłem dla jasności ostatnie słowo. - Jutro możemy umówić się na kawę.

Wyciągnąłem otwartą dłoń w kierunku chłopaka. Ten widocznie pobladł i oczy wlepił w ziemię przyciskając torbę do brzucha.

- Tak myślałem. - Szepnąłem zrezygnowany. - Po prostu wyjdź Louis i nie pytaj mnie o nic więcej. Ja tak dłużej nie mogę.

I moje serce pękło po raz ostatni, kiedy zamykał za sobą drzwi.
Nigdy więcej.
Poszedłem pod prysznic ale gorąca woda oblewająca spięte ramiona nie dała ukojenia. Kiedy wskoczyłem pod kołdrę myślałem tylko o jednym. Czy uczucia do Zayna zmieniły się z troski i zaciekawienia w coś intensywniejszego? Zawsze wyznawałem zasadę, że coś niewypowiedziane ma minimalną cechę nieistnienia i znów się to sprawdzało. Byłem bliski powiedzenia Lou, że mam kogoś. Nie wiem czy po to, żeby go zdenerwować, czy na prawdę czułem potrzebę przyznania tego przed samym sobą. Zayn mi się podobał. Jak w podstawówce. No.. może trochę więcej w tym dramatu i szpitala psychiatrycznego, ale jednak.

__________________________________________________________


Witam was kochani w ten jakże nieszczęśliwy dzień! Cieszycie się na powrót do szkoły, czy jak ja, macie ochotę wepchnąć sobie nóż w gardło? Po zobaczeniu planu tak się czuję. Będzie mało czasu na pisanie.
Ale nie martwcie się, ostatni przypływ weny sprawił, że 13 jest już napisana. Oczywiście jestem wrednym stworzeniem i każę wam czekać na nią co najmniej tydzień, co daje mi czas na napisanie kolejnego, bez pośpiechu. Damy radę, na pewno nie przerwę tego opowiadania, o co niektórzy z was już pytali.

Przeczytałam wasze uwagi pod ostatnim rozdziałem i nie mogę uwierzyć, że macie tak mało zastrzeżeń do tego opowiadania. Jeśli jest to napisane szczerze, bardzo dziękuję.
Oczywiście pojawiało się - mało Zarry'ego.
Sprostujmy coś. Nie liczcie na sceny "+18" za dwa rozdziały. To jednak psychiatryk. Może w tym opowiadaniu bardziej cywilizowany niż ten z American Horror Story, ale jednak. Zayn jest mocno zniszczony skoro tam się znajduje i nie wszystko jest jeszcze wyjaśnione więc... Czekajcie cierpliwie :) To opowiadanie będzie dłuższe niż moje standardowe 20 rozdziałów w poprzednich. Nie mogę się doczekać tych chwil spędzonych z wami :)
13 was zaskoczy i zadowoli w pewnym stopniu niedobór Zarry'ego, na tyle ile mogę.
Co sądzicie o tym rozdziale? To definitywny koniec Larry'ego czy myślicie, że coś jeszcze z tego będzie?

zróbmy tak. Pod tym rozdziałem możecie mnie pytać o wszystko. Postaram się odpowiedzieć na każdy komentarz, czy będzie on dotyczył szkoły, humoru, czy samego opowiadania. pytajcie ♥

zapraszam na mojego bloga z < one-shotami! > na razie jest tam tylko jeden, ale jestem z niego bardzo dumna.
nie jest długi więc proszę, przeczytaj, może coś z niego wyniesiesz.
planuję publikować tam sporadycznie krótkie historie. ten napisałam wraz z moją kochaną sunshine. ily 

+ jeśli chcesz być informowany o kolejnym rozdziale zostaw nazwę twittera w komentarzu xx

10 komentarzy:

  1. Ciesze sie ze to koniec Larry'ego w tym opowiadaniu ;)
    Wiem ze ten komentarz ze za malo Zarryego byl moj, nie chodzilo mi o sceny +18 bo wiem ze do tego daleka droga ;p bardziej chodzilo mi o to zeby w rozdziale bylo wiecej momentow zarryego a mniej harryego i lou itp, tak jak np jest w tym rozdziale cos ;)
    Ale sie ciesze ze zayn sie smial! To juz naprawde cos ;D A i Louis to dupek ;p
    Bardzo mi sie podoba rozdzial xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem wiem, sama po jego przeczytaniu zdałam sobie sprawę z tego, jak mało Zarry'ego było, a to już 12 rozdział. Nie chodziło mi konkretnie o Twój komentarz, ani niczyi. Wiele osób tutaj jak i na twitterze pytało o to więc postanowiłam, że muszę to wyjaśnić. dziękuję love xx

      Usuń
  2. Oj tak! Mam cholerną ochotę zamordowanie siebie! Nienawidzę szkoły! Ale co do rozdziału jak zwykle świetny i Zayn w końcu się roześmiał odkrywając choć trochę tajemnicę jaką jest jego głos!
    Co do Larry'ego mam przeczucie, że go nie zostawisz i coś tam się pojawi.
    A Zarry tu jest taki uroczy!
    Zostało mi życzyć Ci powodzenia w szkole i wytrwania!
    Pozdrawiam serdecznie xx
    @Iam_Sociopath

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako wierna Larry Shipper cały czas przeżywam, że musiałam ich rozdzielić więc kto wie :d Na razie jednak skupiam się na naszym kochanym Zaynie.
      Dziękuję i również powodzenia! ♥

      Usuń
  3. Aww
    Świetny rozdział ;33 chce już następny bardzo bardzo bardzo no kurde
    nie wytrzymam ;* powodzenia w szkole skarbie ;3 kocham kocham kocham
    <33333 @nxd69

    OdpowiedzUsuń
  4. heeej :)
    wiesz, w sumie to cieszę się, że to koniec Larry'ego w tym ff :D z Lou jest niezły dupek tak szczerze. chociaż jestem prawie pewna, że coś tam jeszcze się wydarzy w tym temacie, no ale okaże się później :p
    w ogóle omg, Zayn się śmiał *-* to już coś! czekam, aż w końcu się przełamie i coś powie! ale pewno z tym poczekasz do końca ^^
    i nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo cieszę się, że mimo rozpoczęcia szkoły nie robisz sobie przerwy od pisania czy coś... oczywiście zdaję sobie sprawę, że jak zacznie się szkoła to rzadziej będą rozdziały, no ale lepsze to niż nic :D
    co do tematu szkoły... jezu, tak bardzo nie chcę tam wracać! boję się tego roku, serio, to będzie koszmar.. ogólnie ta szkoła jest pojebana, a pomysły dyrektorki to już wgl, no ale co zrobisz. nic nie zrobisz xD

    niecierpliwie czekam na kolejny rozdział xoxo
    @catchmesheeran

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny rozdział ! Co do Lou to myślę, że jeszcze się gdzieś tutaj pojawi ;)
    Omg, Zayn się śmiał *.* Cudownie ! Czekam z niecierpliwością aż coś powie :)

    Co do szkoły, to również mam ochotę się zabić -,- Nie znam jeszcze swojego planu lekcji, ale samo chodzenie do tego piekła mnie przeraża.
    Cieszę się, że nie przerwiesz pisania tego ff :)
    Do następnego - @zosia_official ;3

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę,że Lou zniknie na jakiś czas i wolny od nałogu wróci kiedy pomiędzy Harrym a Zaynem coś będzie się dziać. Rozdział świetny,czekam na następny i weny życzę kotku :*
    @SillyDreamer_Me

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałaś tyle problemów z 12. A taki mega długi rozdział. I sobie popłakałam. I się boję Trzynastki, jeśli to wg Ciebie nie do końca wyszło.
    "Jeśli chcesz to dbaj o mnie, bądź zawsze pod ręką".

    OdpowiedzUsuń
  8. wow zayn się śmiał zawsze jakiś postęp
    czuję że to nie koniec larry'ego i szczerze to nie szczególnie mi to pasuje, ale co ja mogę :)
    czekam na następny
    @Toriixdd

    OdpowiedzUsuń