sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 9.





- Jak to kurwa wyszedł o pierwszej. - Poczułem jak wszystkie mięśnie w moim ciele napinają się a supeł na płucach zaciska się coraz mocniej.
- Ehm.. powiedział że się źle czuje i chce się położyć więc go nie zatrzymywaliśmy. - Chłopak westchnął ciężko. - Ashton nie pił, zaproponował że go odwiezie, on odmówił i uznał że się przejdzie albo złapie jakiś nocny.
- Horan i Ty mu uwierzyłeś? Miałeś z nim później jakiś kontakt, cokolwiek? Odezwał się? - Krew w moich żyłach płynęła dużo szybciej i poczułem że robi mi się gorąco. - Braliście coś?
- Nie..
- Niall kurwa, nie kłam. - krzyknąłem wiedząc, że chłopak chce go kryć, nawet teraz.
- My tylko piliśmy, Louis się uparł że potrzebuje czegoś więcej. Harry, widziałem jak go nosi. Później zamknął się na kilka minut w łazience i wyszedł już spokojny a źrenice miał jak piłeczki do golfa.
- Nie wierzę... - ręce mi drżały, gdyby Irlandczyk był w pobliżu dostałby w szczękę. - Ty.. Dlaczego go.. Nie, wiesz co, nie ważne. - odetchnąłem przywołując się do porządku. - Musimy go znaleźć. Chyba wiem gdzie może być. - pognałem do szafki z ubraniami i zacząłem naciągać na nogi czarne, przetarte w kolanach spodnie. - Sprawdzę to miejsce, jeśli go tam nie będzie zadzwonię do Ciebie i nie obchodzi mnie to że masz kaca, pojedziemy go szukać.
- Jasne..

Nie czekając na dalsze wywody chłopaka z rosnącym zdenerwowaniem założyłem szary sweter. Wybrałem numer do Louisa, oczywiście na darmo. Zbiegając po schodach również nie doczekałem się odzewu na połączenie. Przez cały ten czas miałem wrażenie że jestem w stresującym, przytłaczającym śnie. Dopiero gdy wybiegłem przed blok i uderzyło mnie zimne powietrze pachnące spalinami dotarło do mnie że muszę się na prawdę spieszyć. Cholerny Tomlinson. Puściłem się biegiem w dół ulicy, na szczęście chodniki były o tej porze puste. W tej chwili nawet pasowało mi to że mieszkamy w piątej strefie i nie plątają nam się pod nogami Londyńscy turyści. Tutaj nie było niczego do oglądania oprócz takich jak my, którzy uciekli z marzeniem do stolicy a spotkały ich same rozczarowania. Po kilku minutach biegu, z wilgotnymi od deszczowej mgiełki ubraniami znalazłem się u stóp budynku na którego dachu zwykliśmy przesiadywać w słoneczne dni. Był to wysoki na sześć pięter niewykończony pustostan, dziś wyglądał jeszcze bardziej posępnie niż zwykle, w szarym świetle poranka wypełnionego napięciem. Wszedłem pomiędzy surowe mury rozglądając się na wszystkie strony w poszukiwaniu niebieskookiego. Spinałem się po niezabezpieczonych barierką schodach przeczesując mokre włosy palcami. Gdzie on jest do cholery! Z nalazłem się na dachu i zadrżałem, niemiłosiernie zimny wiatr smagał moje policzki. Mimo nieprzyjemnych fizycznych doznań odetchnąłem z ulgą, był tutaj. Siedział na betonie z butelką wina i trząsł się z zimna. W pierwszej chwili chciałem do niego podbiec, otulić go ramionami i ogrzać ale później przypomniałem sobie dlaczego tutaj jesteśmy. Znów skłamał.

- Mam nadzieję że posiadasz jakieś sensowne wytłumaczenie na swoje zachowanie Lou. - musiałem nieco podnieść głos bo szum wiatru przybrał na sile.

Podniósł mętny wzrok i powoli wstał, lekko się przy tym zataczając. Wyglądał żałośnie. Mocno zarysowane cienie pod oczami, potargane, mokre włosy, zmięte brudne ubrania.. Najbardziej jednak moją uwagę przykuły jego źrenice. Były tak powiększone że ledwie można było dostrzec kolor jego oczu. Nos widocznie zaczerwieniony, jakby krwawiący rozwiał moje nadzieje. Wciągał i to nie mało. Podszedłem czując narastający gniew.

- Obiecałeś. - wycedziłem przez zęby.
- I co z tego? - jego głos był obcy, nie byłem pewien czy w ogóle zdawał sobie sprawę z tego co się dzieje.
- Gdzie do cholery byłeś przez te pięć godzin? - postarałem się odepchnąć złość, on nie kontaktował.
- Gdzieś gdzie się nie dusiłem - na jego usta wkradł się pogardliwy uśmiech - Nie mogę już znieść tego mieszkania i Ciebie.

Zamrugałem, myśląc że się przesłyszałem. Poczułem jak oczy zachodzą mi gorącymi łzami a policzki płoną. Na prawdę to powiedział, widziałem w jego oczach kpinę. Ale dlaczego? Nie potrafiłem sobie tego w żaden sposób wyjaśnić. Miałem wątpliwości od dawna co do naszego związku ale poczułem jakby wbił mi nóż w brzuch. Miałem ochotę dać mu w twarz bo przed sobą nie widziałem już dawnego Louisa. Chłopaka w którym odnalazłem bratnią duszę, kiedy nikt nie chciał mnie znać, tam w Doncaster. Kogoś w kim widziałem nadzieję i bezpieczeństwo. To wszystko wyparowało, zimny wiatr zdmuchnął z jego twarzy uczucie a ja zostałem ponownie rozerwany. Poczułem jak budowany przez długi czas mur pęka a wszystkie złe wspomnienia przeciekają przez wyrwy wybijając kolejne cegły. Rozpadałem się patrząc mu w oczy i nie widząc uczucia. Ostatnie nadzieje zostawiłem na dachu i pragnąc zapaść się pod ziemię biegłem do mieszkania, ocierając łzy.

***

Spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy i jeszcze w taksówce zadzwoniłem do Liama z wiadomością, że śpię dziś u niego. Deszcz padał zbyt mocno, wiatr był zbyt zimny a mój głos bezbarwny wraz z pogodą za szybą. Ból opanował moje myśli a niepewność przyszłości sprawiła że miałem ochotę zamknąć się w ciemnym pokoju i już nigdy nie wychodzić. Niestety nie mogłem tego zrobić, a myśl o spotkaniu z Zaynem pozwoliła mi się zupełnie nie załamać. Potrzebowałem tego spotkania.
Recepcjonistka rzuciła mi zdziwione spojrzenie, a kółka mojej walizki jak na złość zaczęły jeszcze głośniej uderzać o podłogę. Postawiłem ją koło swojej szafki i zrezygnowany przebrałem się w biały kitel. Zdjąłem z rezygnacją czarny sygnet który rok temu dostałem od Lousia i wrzucając go do szafki zamknąłem ją z hukiem. Może to i dobrze, że musiałem tutaj dzisiaj przyjść. Gdyby nie ten obowiązek pewnie teraz upijałbym się w najbliższym barze do nieprzytomności. Co oczywiście miałem w planach, ale jeszcze nie teraz. Byłem już na pierwszym piętrze kiedy uświadomiłem sobie która jest godzina. Była ósma trzydzieści trzy. Jak to możliwe że miałem aż pół godziny spóźnienia? Możliwe że pakowanie się w mieszkaniu zajęło mi trochę więcej czasu niż myślałem bo nie mogłem widzieć niczego przez słone łzy. Udałem się prosto do stołówki i nie myliłem się, cała czwórka siedziała przy stoliku razem z.. Perrie. Dziewczyna ledwo mnie zobaczyła, gwałtownie się podniosła a jej wyraz twarzy nie zwiastował niczego dobrego.

- Styles co to ma być? - jej ton był ostrzejszy niż zwykle i zupełnie nie pasował do jej anielskiej twarzy. - Spóźniłeś się, mogę wiedzieć dlaczego?
- Sprawy osobiste. - skupiłem całą swoją uwagę na tym żeby się przed nią nie rozkleić. - Przepraszam.
- To ma się już nigdy nie powtórzyć bo każę przedłużyć Twój pobyt tutaj. - jej wzrok rzucał gromy, jakby chciała mnie uderzyć. - Ale nie o spóźnieniu chciałam z Tobą pomówić! Wyobraź sobie że zapomniałeś zamknąć drzwi do pokoju Zayna, a ten zrobił sobie wycieczkę po całym piętrze. Wiesz jak to się mogło skończyć? Pielęgniarka z nocnej zmiany złapała go majstrującego przy windzie. Jesteś zupełnie nieodpowiedzialny i Ed skarży się na Ciebie. Mówi że na niego krzyczysz, źle się do nich odnosisz i nie przestrzegasz regulaminu, jak mi to wyjaśnisz? - chciałem odpowiedzieć ale ona silnie gestykulując przerwała mi. - Właściwie nie, nie tłumacz się. Nie obchodzi mnie co się dzieje w Twoim życiu osobistym, masz tutaj być, robić co Ci karze regulamin i nie drażnić moich podopiecznych zrozumiałeś? - przytaknąłem, zmęczony jej wykładem jak uczeń na dywaniku. - Zayn musi zostać ukarany za wyjście z pokoju i bycie agresywnym wobec pielęgniarki. - Zayn agresywny? Spojrzałem w stronę stolika, na chłopaka który wpatrzony w miskę płatków powoli mieszał w niej plastikową łyżką. W to nie uwierzę. - W zeszłym tygodniu ukończono remont tutejszej biblioteki i potrzebujemy kogoś, kto pomoże Pani Brown w uporządkowaniu wszystkich książek. Mam nadzieję że z tym zadaniem sobie poradzisz. Kiedy Zayn skończy jeść idźcie od razu na parter, biblioteka jest na końcu korytarza.
- Co z pozostałą trójką?
- Dziś zajmie się nimi ktoś inny. Mam nadzieję że zdajesz sobie sprawę z tego że każda zmiana jest dla nich stresująca i przysporzyłeś nam samych zmartwień.
- Perrie błagam Cię skończ.

Nie mogłem dłużej znieść jej głosu i miałem gdzieś jaką opinię wyda w raporcie przesyłanym policji na temat mojego zachowania. Miałem to gdzieś a ona była wyjątkowo irytująca. Z westchnieniem podszedłem do stolika i usiadłem pomiędzy Danielle i Cher, ma przeciwko Malika. Brunet nawet nie podniósł wzroku znad swojego śniadania. Dziewczyny uśmiechnęły się na powitanie co odwzajemniłem z niepowodzeniem.

- Co się stało? - zapytała Cher.

Zdziwiło mnie to. Nie chciałem obarczać jej swoimi problemami, oni wszyscy mieli ich wystarczająco dużo.

- Nic, skąd Ci to przyszło do głowy. - chciałem ją zbyć, ale mi się nie udało.
- Widziałam ten rodzaj odrzucenia wiele razy w lustrze, nie kłam.

Aż tak było widać że miałem ochotę zamknąć się w pokoju, owinąć kocem i ryczeć jak dziecko przez najbliższą wieczność? Utrata nadziei. Najgorsze uczucie zaraz po niepewności, teraz byłem otoczony jednym i drugim. Nie miałem zamiaru się tłumaczyć więc poinformowałem Malika o dzisiejszych planach:

- Zayn.. - kiedy podniósł na mnie wzrok zapomniałem co miałem powiedzieć. Poczułem zażenowanie na wspomnienie o tym, że wczoraj bez jego wiedzy pozwoliłem Nick'owi namalować na murze jego oczy. Piękne oczy. - Ehm.. Wiesz.. Perrie zarządziła, że dziś pomożemy w układaniu książek w bibliotece. Mi też nie uśmiecha się siedzenie w kłębach kurzu i dotykanie starego papieru ale wiesz... to tak jakby kara za wczoraj. - od razu pomyślałem że mogło być gorzej, przypominając sobie sceny z horrorów, gdzie w szpitalach psychiatrycznych za niesubordynację karano krzesłem elektrycznym.
- On uwielbia książki. - odezwała się wesołym tonem Cher. - To taka niekoniecznie kara.

Spojrzałem na chłopaka który na potwierdzenie jej słów kiwnął głową i wstał. Poszedłem w jego ślady i żegnając dziewczyny wymuszonym uśmiechem podążyłem za chłopakiem. Zdziwił mnie jego nagły pośpiech. Pomyślałem że chce po prostu być wreszcie z dala od tych wszystkich chorych ludzi. Bo on nie był chory. Zayn Malik był uszkodzoną duszą o której naprawę przez lata nikt nie zadbał, ale nie był chory. Obserwowałem jego płynne ruchy kiedy szedł przede mną wzdłuż korytarza, kierując się do windy. Szare, podarte dżinsy i czarny sweter za duży o dwa rozmiary, do tego kilkudniowy zarost i potargane włosy.. Mimo ogólnej niestaranności w jego wyglądzie, dostrzec można było bijące od tego chłopaka piękno.
Czułem jego wzrok na swoich dłoniach kiedy wyjmowałem kartę i przykładałem ją do czytnika. Dziś nie stał już po drugiej stronie, jakby bał się że kontakt ze mną go poparzy. Wysiadł również jako pierwszy, nie oglądając się jednak, jakby chciał pokazać że to on mnie prowadzi. Nie rozumiałem tego zachowania ale pasowało mi w tej chwili, bo nie wiedziałem gdzie znajduje się biblioteka. Mijający nas na korytarzach pielęgniarze patrzyli podejrzliwie w naszą stronę. Jeden z mężczyzn w białym kitlu na plakietce nosił imię 'Louis'. W mojej głowie zamajaczył obraz sprzed dwóch godzin i wbił kilka ostrzy w ciało. Przeszyły boleśnie przeze mnie wspominając jego drwiący uśmiech kiedy widziałem go po raz ostatni. Nie chciałem tego widzieć tak samo jak nie chciałem czuć łez pod powiekami.
Przetarłem twarz dłońmi, dobrze że Malik nic nie widział. Kiedy stanął przed drzwiami zorientowałem się że je również mam otworzyć kartą. Absurdalne zabezpieczenia.
Ledwo przekroczyliśmy próg poczułem znienawidzony zapach starego papieru. Kurz unosił się w bladym świetle wpadającym przez zakratowane okna. Nikogo nie było w środku, mieliśmy 'pomóc' Pani Brown ale z tego co widzę potrzebowała taniej siły roboczej, podczas kiedy ona popijała kawę w kuchni. Pomieszczenie nie było specjalnie duże, jakieś piętnaście regałów przeciętnej wysokości. Pod jedną ze ścian stało kilkanaście dużych pudeł, wszystkie wypełnione książkami. Przecież ułożenie ich alfabetycznie zajmie nam wieki. Westchnąłem i zacząłem obmyślać na głos plan działania:

- Zacznijmy od razu od tych największych pudeł. Ty zajmij się tym, wezmę to - wskazałem na wypchane po brzegi kartony. - Może najpierw... wszystkie książki na 'A' odkładaj tutaj, te na 'B' tam, żeby szybko je pogrupować. Jak skończymy to łatwiej będzie poukładać alfabetycznie.. Słuchasz mnie Zayn? - Chłopak skinął głową i znów zapatrzył się w obraz za oknem. Od razu do głowy przyszło mi kolejne pytanie. - Pozwalają wam wychodzić do ogrodu? Widziałem na tyłach wysoki mur, chyba możecie tam przebywać prawda? - pokiwał twierdząco. - A.. Ty kiedy ostatni raz tam byłeś?

Spojrzał na mnie z ledwo wyczuwalną nutą smutku w oczach, przyćmioną obojętnością i wzruszył ramionami. Ja wariowałem po dwóch dniach spędzonych w mieszkaniu, ciężko było mi uwierzyć że odkąd tutaj jest nie widział słońca. Samo to wprowadziłoby mnie w obłęd. Zapytam Perrie czy mogę ich zabrać do ogrodu kiedy będzie ładna pogoda. Tak, zależało mi na tym, żeby poprawiło się ich samopoczucie.
Bez słowa zabraliśmy się do pracy. Nie mam pojęcia jak długo to trwało, zanim powyjmowaliśmy wszystkie książki z pudełek i ułożyliśmy w stosy. No dobra, to nie był najlepszy plan działania ale innego nie miałem, nie mogłem dziś myśleć byłem zbyt zmęczony. Moje ręce stały się suche od kontaktu z papierem. Spojrzałem na zegarek w telefonie. Dwunasta czterdzieści trzy. I sześć nieodebranych połączeń. Nawet nie sprawdziłem od kogo. Kilka minut później drzwi uchyliły się i do środka weszła miło wyglądająca siwa kobieta, podejrzewam że była to Pani Brown. W ręce dzierżyła tacę z kolorowymi kanapkami.

- W stołówce dają dziś obrzydliwą zupę na obiad, pomyślałam że w podziękowaniu za pomoc coś wam przyniosę. - uśmiechnęła się do nas ciepło. - Siadajcie dzieci, Zaynie dla Ciebie mam też leki.

Kobieta udała się do jednego ze stosów i zaczęła przekładać książki na półkę. Chłopak posłusznie usiadł i chwycił w dłonie mały, biały kubeczek z trzeba tabletkami.  Byłem bliski poproszenia brązowookiego żeby schował tabletki do kieszeni zamiast je połykać ale przypomniałem sobie, że to przecież nie moja sprawa. Lekarze wiedzą co robią, na pewno im to nie szkodzi. Mimo tego martwiłem się. Tydzień temu przyjrzałem się uważniej pielęgniarce i lekko mnie to zszokowało. Do każdego małego kubeczka wrzucała te same trzy tabletki. Z tego co wiem niemal każdy znajdujący się tutaj pacjent choruje na coś innego. Obawiam się też że na niemówienie Zayna i samookaleczanie się Cher nie ma leku w tej postaci. Co oni im podają?

- Zaynie znów bierzesz tę samą książkę? Czytałeś ją chyba osiem razy, kochanie może weź coś innego? Mam kilka nowych egzemplarzy w tamtym pudle. Macie coś przeciwko temu żebym włączyła radio? - podeszła do lady i w pomieszczeniu rozbrzmiały dźwięki jakiegoś popowego kawałka.

Dopiero teraz zauważyłem książkę którą Malik trzymał na kolanach. Pożółkła okładka z poszarpanymi rogami zdradzała że wiele przeszła. Chłopak przecząco pokiwał głową i kontynuował jedzenie. Nie mogę rozszyfrować jego zachowania. Jest przez cały czas taki nieobecny. Jakby nie zależało mu na nikim, niczym i nie czuł nic prócz zmęczenia. Kiedy wczoraj grałem wydawał się inny. Jak maluje widać, że przepływa przez niego wiele emocji ale boi się je pokazać. Bałem się pytać czy mówić cokolwiek ale czułem potrzebę porozumienia się z nim. Gdzie jest jego rodzina? Cher wspominała o dniu odwiedzin w środy, o tym jak odwiedza ją mama, jak przyjaciółka Danielle przyniosła jej pluszaka.. Czy do niego ktoś przychodził? Nie widziałem w pokoju pamiątek ani zdjęć, jakby jego życie poza ośrodkiem nie istniało.

Koło szesnastej znów zostaliśmy sami w pokoju. Udało mi się nie spojrzeć na telefon i nie myśleć o bólu przez cały ten czas, dopóki w radiu nie usłyszałem pierwszych dźwięków ulubionej piosenki Louisa. Nie potrafiłbym zliczyć wieczorów które spędzaliśmy leżąc na podłodze obok siebie, będąc kompletnie pijani, wpatrując się w sufit i nucąc Sweater Weather. Poczułem że znów się rozpadam i oparłem się o regał chowając twarz w dłoniach. Oddychałem ciężko walcząc z myślami. Wspomnienia napłynęły falą bezradności do mojej głowy i poczułem że zaraz się rozpłaczę. Byłem tego bliski kiedy zdałem sobie sprawę że przecież nie byłem tutaj sam. Zayn stał po drugiej stronie regału i wpatrywał się we mnie.. Nie chciałem żeby to widział. Podszedł bliżej a ja wyprostowałem się i pociągnąłem nosem zdając sobie sprawę że kilka łez jednak nie udało mi się powstrzymać. Czułem się z tym źle, nigdy nie lubiłem gdy ktoś się mną przejmował, a w jego oczach zobaczyłem więcej troski niż zaskoczenia. Zmienił się. Chciałem stamtąd uciec bo w uszach wciąż tańczyły hipnotyzujące dźwięki piosenki, ale nie byłem w stanie wydostać się spod mocy jego spojrzenia. Pierwszy raz miałem okazję przyjrzeć mu się z tak bliskiej odległości i zaparło mi dech. Nie wiedziałem co powinienem zrobić, a łzy wciąż znaczyły moje policzki. Wtedy Zayn zrobił coś czego się nie spodziewałem. Uniósł dłoń do mojej twarzy i powoli przejechał po torze świeżej słonej kropli. Poczułem jakby jakaś ledwo odczuwalna iskra poraziła mnie w momencie kiedy jego skóra dotknęła mojej. Przechylił głowę minimalnie w bok i intensywnie się we mnie wpatrując powtórzył ruch dłonią, tym razem kciukiem znacząc policzek. Przymknąłem powieki pozwalając by dreszcz przeszedł przez całe moje ciało. Chciałem żeby ta chwila trwała dłużej ale chłopak zaraz cofnął się i oddalił do następnego regału, po drodze wyłączając radio. Mógłbym przysiąc że widziałem na jego pięknych wargach cień uśmiechu a lody w oczach zaczęły się topić.

_______________________________________________________________

Witam was słoneczka! ♥
Rozdział byłby o wiele wcześniej ale nie pasowała mi scena pierwsza. Pisałam to trzy razy, kasowałam za każdym i pisałam na nowo żeby w końcu zostawić tak jak jest teraz poddając się.
Jakie są wasze opinie na temat tego rozdziału?
Czekacie na Zarry'ego czy może jednak wasze serce dalej pozostaje przy Larry'm?

Teraz trochę prywaty.. Jak tam koniec roku? Nie ukrywam, chciałabym dowiedzieć się nieco więcej o swoich czytelnikach więc może.. napiszcie do której chodzicie klasy i czy zdaliście? Jeśli tak to gratulacje! Ja z dużą ilością dopów na świadectwie ale z dumą mogę powiedzieć że pierwsza liceum już za mną. Teraz tylko świętować i żyć. A szykuje się wiele wydarzeń na najbliższy miesiąc, co nie ukrywam niekorzystnie wpłynie na dodawanie rozdziałów. Muszę się wam pochwalić...
Za dwa dni jadę do Rybnika na koncert 30 Seconds To Mars (jeśli też się wybierasz daj znać na twitterze!) więc będę rozproszona co najmniej przez kilka dni, wiecie o czym mówię. Później koniec roku, pożegnanie ze znajomymi.. tym razem konkretne bo na miesiąc. 3 lipca szykuje mi się wylot do UK. Jeśli wszystko pójdzie dobrze i nie zginę w samolocie będę tam przez cały miesiąc, bez własnego laptopa, z młodszymi kuzynami na głowie więc... proszę nie poganiajcie mnie. Postaram się coś napisać, ale nie obiecuję niczego w tym miesiącu.
Mam nadzieję że poczekacie. Dziękuję za 9k wyświetleń! ♥

+ jeśli chcesz być informowana o rozdziałach zostaw nazwę tt w komentarzu :)

15 komentarzy:

  1. Bardzo fajny rozdział, oczywiście zaczekam na następny tyle ile będzie trzeba c:
    @Toriixdd

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział świetny ;)
    Zazdroszczę Ci koncertu *.*
    I baw się dobrze w UK osmausicknsjwoao

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach, piękny początek dnia... Obudzić się i przeczytać tak wspaniały rozdział, aw..
    Jeny, ta scena z Larry'm była cholernie smutna, tak bardzo szkoda mi Harry'ego. Jak w ogóle Lou mógł tak powiedzieć? ;___;
    Z resztą mniejsza o Larry'ego. Zarry moment przebił wszystko, asdfghjkl. To było takie... nawet nie umiem tego opisać, haha. Takie awwwww.
    Dobra, nie będę tego tak komentować, bo tylko się kompromituję, hahaha.

    Osobiście bardzo czekam na Zarry'ego >>>>>>>>>>>>>
    Nie mogę się doczekać kiedy w końcu Zayn się odezwie do Hazzy *_* XDDD

    Co do ocen.. No, nawet dobrze mi poszło, haha. Kończę dopiero 2 gim, no ale i tak cieszę się ze średniej 4,43 :D

    Baw się dobrze na koncercie kochanie!
    No i oczywiście miłego pobytu w UK! Nawet nie wiesz jak bardzo Ci zazdroszczę, asdffghjkl

    @chejkamalik

    OdpowiedzUsuń
  4. Strasznie szkoda mi Harry'ego :( Ale ten moment Zarry'ego był słodki .. aww! Cudowne FF .
    Czekam na następny :)

    Ps. Jeszcze jestem w 2 gimnazjum i oczywiście zdałam! Yeah! No i jak chyba każdy cieszę się , że wkońcu wakacje :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Louis, kurwa ... Wiedziałam ! Cholera jasna, wiedziałam że to się tak skończy ! Nienawidzę go teraz ! Pieprzony sukinsyn ! ... Boże, Harry ... Moje słoneczko ;'c
    Na końcu zadałaś pytanie: "Czekacie na Zarry'ego czy może jednak wasze serce dalej pozostaje przy Larry'm?" .. ja już nie wiem ... Chyba nadal trzymam się Larrego, ale mam nadzieję, że JEŚLI znowu chłopcy się zejdą, to Hazz da popalić Louisowi ... No kurwa, co on sobie wyobraża ? Powtórzę; nienawidzę go ! :c
    Zayn .. Skarbeńku, bardzo fajnie, że czynisz Harrego nieco szczęśliwszym ... Ale postaraj się trzymać TYLKO tego, w porządku ? :) :D
    Nie no, teraz serio: Zen to teraz takie malutkie światełko w życiu Harrego. Jako jedyny daje mu nadzieję na lepsze jutro, a przynajmniej takie są moje odczucia. No ale kurcze ... Ja, jako zagorzała Larry Shipper, nie mogę zgodzić się na to, żeby Zarrego połączyło coś więcej ... No nie mogę ! : D Niech na drodze Malika stanie jakaś .. no nie wiem ... ZUPEŁNIE PRZYPADKOWO jakaś nowa superfajna stażystka NA PRZYKŁAD (PIERWSZE LEPSZE IMIĘ Z BRZEGU) Gabriella i zauroczy naszego kochanego Zayna xD ... A Louis niech pójdzie na odwyk i w końcu się opamięta ... A Hazz powinien sprawdzić, kto tak do niego wydzwania .. Coś czuję, że to nie tylko Liam czy Niall
    Ulubiony fragment ! ♥ : "Udało mi się nie spojrzeć na telefon i nie myśleć o bólu przez cały ten czas, dopóki w radiu nie usłyszałem pierwszych dźwięków ulubionej piosenki Louisa. Nie potrafiłbym zliczyć wieczorów które spędzaliśmy leżąc na podłodze obok siebie, będąc kompletnie pijani, wpatrując się w sufit i nucąc Sweater Weather. Poczułem że znów się rozpadam i oparłem się o regał chowając twarz w dłoniach. Oddychałem ciężko walcząc z myślami. Wspomnienia napłynęły falą bezradności do mojej głowy i poczułem że zaraz się rozpłaczę. Byłem tego bliski kiedy zdałem sobie sprawę że przecież nie byłem tutaj sam. Zayn stał po drugiej stronie regału i wpatrywał się we mnie.."
    Uhh, pytasz nas o oceny, tak ? Hmm ... czy jest się czym chwalić ? : D Przede wszystkim: zdałam : D .. jestem pewna, że poprawiłam średnią z półrocza, tylko że nie wiem na jaką : D (na półrocze miałam 3,50 .. nie najlepiej jak na 2 klasę gimnazjum, prawda ? ) .. noo, w poniedziałek bądź we wtorek mój wychowawca powinien powiedzieć nam, jakie średnie nam powychodziły .. ale nie wiem, czy będę wtedy w szkole booo ..... MAM PRACĘ XD Chciałam zarobić co nieco na wakacje (planuję lecieć do Anglii asdfdsasdf ! Może się spotkamy ? : D), dlatego pójdę zrywać truskawki xD .. najgorzej w tym roku szło mi z niemieckim, mogłam mieć nawet zagrożenie .. Ale poszłam poprawiać na 2 i wyszło tak, ze poprawiłam na 3 ! : D Nadal w to nie wierzę ! ; )))
    Informuj mnie ! x
    @Gabryska__99

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem Ci, że zupełnie inaczej wyobrażałam sobie koniec Larrego... Ale ten jest świetny, tylko tego się po prostu sie spodziewałam. Lou, jak mogłeś :(( Moje serce chyba jeszcze zostaje przy Larrym, ale pierwszy moment Zarrego był idealny, niby nic wielkiego, ale widać już ten pierwszy krok. Na Twoje rozdziały zawsze warto czekać xx

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo fajny blog, ciekawy bardzo rozdział i super się czyta xx
    http://company-arrangements.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. wow... Jesteś niesamowita pisarką ( jeśli pozwolisz mi ciebie tak nazywać )
    rozdział był ... nie da się go opisać
    oczywiście w pozytywnym sensie tych słów c;
    @thereckless0182
    kocham twojego bloga
    A i teraz odpowiedzi do twoich pytań : TAK zdam ! xD I teraz idę do 2 gim. c;

    OdpowiedzUsuń
  9. [Przepraszam za spam]

    Gubisz się w świecie blogów? Poszukujesz, nowej lektury? A może samemu chcesz zareklamować swoje opowiadanie?
    Jeśli tak, to spis opowiadań Niewidocznej Z jest stworzony dla Ciebie!

    Wejdź i dowiedz się więcej:

    http://spis-opowiadan-niewidoczna-z.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepraszam za spam ale szukam czytelników :(
    Harry jest nastolatkiem o smutnej przeszłości która go w Sobie zamknęła choć udaję silnego . Louis jest psychologiem , który będzie chciał mu pomóc . Czy Harry otworzy się przed obcą osobą i jej zaufa ? Czy Louis będzie w stanie dotrzeć do Harre'go . I najważniejsze czy pomiędzy tą dwójką dojdzie do czegoś więcej niż tylko ofiarowania pomocy ?
    http://ostatniemarzenie.blogspot.com/ Zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. kurcze znalazlam niedawno tego bloga i przeczytalam od razu te 9 rozdzialow, chce wieeecej bo to jest naprawde swietne, strasznie sie wciagnelam :) mam nadzieje ze dodasz niedlugo 10 rozdzial :(

    OdpowiedzUsuń
  12. ashton to ten z 5sos? lubisz ich?

    OdpowiedzUsuń
  13. O jeeeej brak mi slow nooo moze oprocz jednego slowa ! ;* sliczny piekny masz tyle talelentu ochhh po prostu Boski Z nie cierpliwoscia czekam na nastepny .... Mam nadzieje szczera ... szczera nadzieje ze dokonczysz tak wspanialego bloga ! ! <3 Iiiiiiii czytam go z polecenia ... Od przyjaciolki naprawde piszesz przeslicznie nie da sie ukryc !!! :* :*

    Hoooranowa ! :* ;) no iiii Zarry'owa oczywiscie ! ;* ;*;*;*

    OdpowiedzUsuń
  14. Przepraszam że wcześniej nie wstawiłam komentarza, ale nie miałam internetu.
    A co do rozdziału to jak zwykle niezwykły, na tej ostatniej scenie to liczyłam że zayn i harry się pocazują, szkoda że tak nie było:(. Nie będę się rozpisywać, biorę się za czytanie rozdziału dziesiątego.
    @234nata

    OdpowiedzUsuń