niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 8.




Podszedłem bliżej chcąc zobaczyć cały rysunek. Wiedziałem że nikt na nas nie patrzył, ale i tak czułem się niekomfortowo z myślą, że moje oczy ozdabiają tak dużą część ściany. Przestudiowałem dokładnie dzieło bruneta i dostrzegłem że były one mocno wyidealizowane. Szmaragdowy odcień wyglądał jakby właśnie w tęczówkę wpadł promień złotego słońca. Były zdecydowanie większe niż mi się wydawały a rzęsy gęstsze i dłuższe niż w lustrze. Po dokładnym przyjrzeniu im się stwierdziłem że jednak nie należą do mnie i skarciłem się w myślach za to, że w ogóle tak pomyślałem. Zayn opuścił pędzel dostrzegając że za nim stoję i odsunął się na krok, jakby chcąc pochwalić się swoim dziełem.

- Piękne. - skomentowałem widząc że patrzy na mnie wyczekująco. - Czyje to oczy? - zapytałem nie mogąc się powstrzymać. 

Oczekiwałem odpowiedzi? Odwrócił się, zamoczył pędzel w czarnej farbie i zupełnie mnie zignorował poprawiając linie. Mogłem po prostu odejść, usiąść na fotelu, przeczekać do wieczora i wrócić do domu, do Louisa.. Nie byłem w stanie. Poczułem potrzebę nawiązania z tym brązowookim, pięknym stworzeniem jakiejkolwiek interakcję. Ogarnęła mnie chęć wywołania u niego uśmiechu. To głupie i nie chciałem przyznać się przed samym sobą do tej myśli ale.. odkąd go zobaczyłem pragnąłem usłyszeć jego głos. Wyobrażałem sobie ciepłe dźwięki wydostające się z pomiędzy pełnych ust, jego śmiech. Stanowczo powinienem odpuścić. 

- Byłoby o wiele prościej gdybyś się odezwał. - powiedziałem z westchnieniem.

Jego dłoń zawisła w powietrzu na kilka sekund. Nie spojrzał na mnie, tylko gwałtownym ruchem pomazał czarną farbą całą ścianę, niszcząc przy tym rysunek. Zdziwiła mnie jego reakcja. przekreślił wszystko gwałtownymi ruchami i odrzucił pędzle na stolik. Odszedł na drugi koniec sali i położył się na jednym z materacy zostawiając mnie samego w szoku. Co ja takiego powiedziałem? Nie wiedziałem do końca co mam ze sobą zrobić i przez dłuższą chwilę po prostu stałem tam, wpatrując się w zniszczony malunek.

Przez całe popołudnie było już tylko gorzej. Chłopaki zupełnie mieli gdzieś to co mówię, Ed cały czas komuś dogryzał, wyzywał mnie i rozmawiał z wytworem swojej wyobraźni, a Malik zupełnie się odciął, nie nawiązywał już nawet kontaktu wzrokowego i odtrącił Cher która jako jedyna mogła go objąć. Na szczęście Danielle minimalnie przestała okazywać swoją niechęć co do mojej osoby. Zauważyłem że nie śledzi już każdego mojego ruchu a raz nawet uśmiechnęła się, kiedy odprowadzałem ich na terapię grupową. No właśnie. Razem z Zaynem wsiedliśmy do windy i nacisnąłem pierwsze piętro. Nie odezwałem się, nie wiedząc co powinienem powiedzieć. Stał niemal wciśnięty w przeciwległą ścianę, odwrócony tak, żebym nie mógł zobaczyć jego twarzy.
Dźwięk zamykanych przeze mnie drzwi był ostatnią nutą która rozbrzmiała w pomieszczeniu. Odgłos własnego oddechu zaczął mi ciążyć a wpatrywanie się w chłopaka siedzącego na łóżku z kolanami podciągniętymi pod brodę wydawało się co najmniej niewłaściwe. Postanowiłem wypędzić stąd ciszę, nawet jeśli miałby to być mój godzinny monolog.

- Perrie tutaj była, patrz, zostawiła książkę na biurku. - wskazałem na wysłużony egzemplarz 'Herbaty Szczęścia'. - Mogę Ci poczytać, cokolwiek to jest. - Nie znosiłem czytania na głos ale kiedy przecząco pokręcił głową poczułem narastającą frustrację. Co do jasnej mamy robić w takim razie przez tyle czasu? - Opowiesz mi coś o sobie? - spytałem licząc podświadomie na to, że w jakiś magiczny sposób akurat do mnie się odezwie. - Nie? No dobrze. - usiadłem na łóżku,trzymając się jednak na dystans. - Więc ja opowiem Ci o sobie. Sam tego chciałeś. I ostrzegam, jestem okropny w opowiadaniu historii.

Wtedy pierwszy raz zobaczyłem prawdziwe uczucie na jego twarzy. Brwi lekko uniosły się a oczy jakby zrobiły się większe. Zainteresowałem go. Usiadł wygodniej, w pozycji pół leżącej co uznałem za znak do rozpoczęcia swojego monologu.

- No więc.. wiesz jak się nazywam.. ehm - no dobra, to będzie trudniejsze niż myślałem. - W Lutym skończyłem dwadzieścia lat... Czuję się jak na spotkaniu Anonimowych Alkoholików. Nie dziwię się że nie lubicie terapii grupowych. Po co komuś opowiadać o swoim życiu? - Chłopak skinął zgadzając się ze mną a ja zastanawiałem się chwilę nad swoimi słowami. Dlaczego czułem potrzebę opowiedzenia o sobie brunetowi? Może dlatego że miałem po raz pierwszy pewność, że nie opowie tego nikomu. - Mieszkałem kiedyś na północy Anglii. Najpierw w Holmes Chapel, a kiedy moja siostra.. - wspomnienie powoli zaczęło przeciekać przez budowaną przez lata tamę. - ona.. wymyśliła sobie że chce iść do liceum w Doncester. Dla mnie było to bez sensu ale oczywiście nie miałem nic do powiedzenia. Właściwie nikt mnie nigdy nie słuchał. Byłem zły na wszystkich kiedy kazali mi się spakować, wsadzili do samochodu i wywieźli do innego życia. - patrzyłem na swoje dłonie bawiąc się czarnym sygnetem. - Taka złość tylko we mnie narastała i z czasem stałem się agresywny. Chyba tak zostało do tej pory, inaczej by mnie tutaj nie było. - uśmiechnąłem się do siebie. Gdybym nie przyłożył temu dresowi nigdy nie zobaczyłbym jego oczu. - Nie miałem wielu przyjaciół, właściwie jednego. Nikt nie chciał się kumplować z tym biednym gejem którego rodzice nigdy nie puszczają na imprezy. - mógłbym przysiąc że Zayn drgnął na dźwięk słowa 'gej'. Odkąd się ujawniłem zapominałem o tym, że nie dla wszystkich jest to normalne. Zamilkłem na chwilę i spojrzałem na niego niepewnie jakby oczekując że z obrzydzeniem każe mi wyjść. Nic takiego się nie wydarzyło, więc kontynuowałem opowieść. - W końcu miałem dość bycia złym. To chyba wynikało z tego, że za bardzo się wszystkim przejmowałem. Razem ze swoim przyjacielem zacząłem uciekać z lekcji, palić, upijać się i robić inne głupie rzeczy. - Nie wiem dlaczego nazwałem Louisa przyjacielem, ale inne słowo nie przyszło mi w tej chwili do głowy. - Kiedy on skończył dziewiętnaście lat przyjechaliśmy do Londynu i.. właściwie to tyle. Ehm..miałem kiedyś rybkę o imieniu Eliasz.

Kiedy zamilkłem zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo moje życie jest do dupy. Nie miałem nawet o czym mówić. Zany wyglądał jakby żadne zdanie które wypowiedziałem go nie poruszyło. Możliwe że w życiu przeżył większe tragedie niż brak akceptacji ze strony rodziców i ruwieśników. Musiał przeżyć wiele skoro był normalnym człowiekiem a teraz siedzi zamknięty w wariatkowie i nie odzywa się słowem od czterech lat. Coś musiało wydarzyć się w życiu tego siedemnastolatka, coś bardzo ważnego, że jest teraz dorosłym mężczyzną i wciąż nie potrafi sobie z tym wydarzeniem poradzić.

- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym wiedzieć co się wtedy stało.. - myśli niepotrzebnie wypowiedziane na głos. Znów się nie kontrolowałem.

Chłopak wydawał się mnie nie słyszeć. Skupił wzrok na jednym bliżej nie określonym punkcie a ja czułem coraz większe zmęczenie. Westchnąłem wiedząc, że niczego od niego nie wyciągnę i poddałem się.

- Nie będziemy tutaj chyba siedzieć przez cały czas prawda? Chodźmy do świetlicy, zajmiemy się czymś pożytecznym. - zaproponowałem.

Przyciągnęło to jego spojrzenie, chwycił moją rękę, co wywołało lekki dreszcz i wskazał na jego ulubiony tatuaż "Things I Can't".

- Zayn wmawiają Ci że nie możesz niczego. Wszystkie przedmioty są przykręcone do ziemi. Macie kajdanki na łóżkach. Otumaniają was jakimiś uspokajającymi lekami. Nie masz tego dosyć? Ja mam dziś klucze, ja pozwalam nam tam iść.

Zobaczyłem mieszankę zdziwienia i aprobaty na jego twarzy. Chwilę później kiwną głową i podniósł się z łóżka. Ucieszyłem się że chłopak zaakceptował mój plan, to ratowało nas od niezręcznej ciszy i zbędnych słów. W każdym pomieszczeniu było pusto. Kiedy dotarliśmy na miejsce na ścianie wciąż widniało jego dzisiejsze dzieło ale udałem że tego nie widzę i wskazałem żeby poszedł ze mną. Usiadłem na jednym z materacy i chwyciłem mocno zakurzoną gitarę. Zayn usiadł na przeciwko i z uwagą obserwował jak nastrajałem każdą strunę po kolei, a to zajęło kilka minut. Moje zdolności w czymkolwiek były zerowe, choć kiedyś pogrywałem zamknięty sam w swoim pokoju.

- Ciekawe czy jeszcze cokolwiek pamiętam.. Spytałbym co chciałbyś żebym zagrał, ale to chyba bez sensu. - spojrzałem na niego z nadzieję że go sprowokuję, on tylko wzruszył ramionami. - Nie masz wyjścia, zagram Wonderwall bo to pamiętam najbardziej i jest najprostsze.

Przeciągnąłem palcami po strunach i z uśmiechem przywitałem pierwsze dźwięki. Czyli jednak nie zapomniałem wszystkiego. Grałem, nucąc cicho znane dobrze słowa. Czasem myliłem chwyty, moje śpiewanie nie było dobre, ale jedyne co mnie teraz obchodziło to fakt że Zayn się zmienił. Przymknął oczy i zaczął kiwać się w rytm muzyki. Chyba nie często ma okazję jej posłuchać. Oni na prawdę traktują ich jak nierozumne istoty, kiedy ci ludzie byli o wiele bardziej ciekawi niż wszyscy których spotykamy na co dzień. Obserwowałem jego twarz, spokojną i zasłuchaną. Kiedy skończyłem i on otworzył oczy były zaszklone ale udałem że tego nie widzę, nie chciałem zadawać kolejnych pytań które i tak miały pozostać bez odpowiedzi. Wiedziałem już jednak co będziemy robić w chwilach sam na sam, dopóki nie zacznie mówić.
A zacznie. Ja sobie to obiecałem i dopnę swego zanim stąd odejdę.

***

Koło godziny osiemnastej opuściłem już ośrodek, ale nie miałem najmniejszej ochoty wracać do pustego mieszkania. To że znów wziąłem do ręki gitarę obudziła we mnie wspomnienia z czasów, kiedy byłem jeszcze niewypranym z duszy nastolatkiem którego interesowała muzyka i sztuka, a nie tylko zarabianie na czynsz i imprezy. Postanowiłem udać się w dzielnicę, w którą niedawno zabłądziłem. Nie padało więc idąc powoli, skupiałem się na odwzorowaniu drogi do niej prowadzącej. Kiedy po dość długim czasie znalazłem się pod masywnym mostem pokrytym graffiti uśmiechnąłem się lekko. Wstąpiłem po drodze do sklepu i zaopatrzyłem się w różnego koloru spraye. Tak, zamierzałem coś namalować, choć nie miałem o tym pojęcia. Było tam kilka grupek nastolatków, jedni weseli od ilości wypitego alkoholu, inni zamalowywali stare obrazy żeby stworzyć coś nowego i zostawić na murach cząstkę siebie. Zwykły sobotni wieczór. Podszedłem do miejsca najmniej widocznego dla wszystkich, automatycznie poczułem się głupio stojąc przed ścianą. Co zamierzałem zrobić? Przecież nie miałem o tym pojęcia. Nie wiedziałem nawet co takiego chcę namalować. Wpatrywałem się w ścianę przez dłuższy czas i aż podskoczyłem kiedy usłyszałem blisko czyiś głos.

- Brak weny? - zapytał męski głos.

Odwróciłem się może trochę zbyt szybko bo chłopak uniósł brwi. Przestudiowałem go wzrokiem w momencie zanim odpowiedziałem. Wysoki, całkiem przystojny szatyn, na oko kilka lat starszy ode mnie, lekko drwiący uśmieszek, zarost i ubrania wymięte jakby nosił je od tygodnia.

- Nie zupełnie. Po prostu nie wiem jak się za to zabrać. Pierwszy raz mam to cholerstwo w rękach. - wskazałem na puszkę sprayu.
- Oh, może pomóc? - zapytał zmieniając ton z lekko drwiącego na spokojny.
- Właściwie.. - właściwie jeszcze dwa tygodnie temu bym mu przyłożył i kazał spadać. - chyba tak. Nie chcę wyjść na idiotę, tutaj każdy to jakiś pieprzony Picasso. Ty pewnie też.
- Właściwie jestem Nick. - wyciągnął dłoń w moją stronę.
- Harry. - uścisnąłem rękę uśmiechając się krzywo.
- Więc co chcesz narysować? Coś konkretnego?
- Nie mam pojęcia. - czułem się jak kretyn. Zabieram się za coś czego zupełnie nie potrafię tylko po to żeby nawiązać nić porozumienia z Zaynem którego ledwo znam? Idiota.
- Może.. pomyśl o kimś kogo kochasz, to zawsze przychodzi najprościej.

Jedyna myśl jaka kołatała w głowie na wspomnienie o Lou to niepewność a o tym nie chciałem teraz myśleć. Nie wiedziałem co teraz robi i w jakim jest stanie.

- Zły pomysł. Najbliższa osoba dziś zabija kreatywność. - westchnąłem.
- Co tym razem zrobiła? Zdradziła Cię?

Chłopak wydawał się być na prawdę zainteresowany. Po całym dniu spędzonym na zadręczaniu się "jak bardzo się dziś naćpa" i mówieniu do człowieka który nigdy nie odpowie poczułem się dobrze z tym, że w końcu ktoś zapytał.

- Gorzej. Ma problem z narkotykami, ja straciłem zaufanie, zaczęliśmy się wypalać.. sam nie wiem. - zajęliśmy się rozmową więc nasprayowałem pierwszą czarną, bliżej nie określoną kreskę.
- Musisz ją bardzo kochać skoro nie odszedłeś.
- Albo być przywiązany wspomnieniami i wspólną umową na mieszkanie do grudnia. - wzruszyłem ramionami. Te słowa wypowiedziane zabrzmiały chłodniej niż w mojej głowie.
- Proszę Cię. Jesteś młody, jeszcze niejedna na Twojej drodze. Zastanów się. - kolejne pociągnięcie po murze.
- Cały czas to rozważam, ale pod koniec dnia kiedy patrzę na jego śpiącą twarz wszystkie wątpliwości znikają. Tylko ostatnio jest częściej gorzej niż lepiej. A jemu chyba nie zależy. - Zapadła cisza, podczas której powstały następne i następne kreski układające się w kształty.
- Co to będzie? Mógłbym pomóc. - Nick widocznie nie lubił stać bezczynnie.
- Oczy człowieka który mnie dziś zainspirował do przyjścia tutaj.

Po godzinie kreślenia, rozmów o niczym, zamalowywania, śmiechu i poprawek w końcu masze dzieło było skończone. Właściwie mojego wkładu było w nim tyle co nic, nabazgrałem czarne kontury, opowiedziałem z najdrobniejszymi szczegółami jak wyglądają i obserwowałem pracę starszego chłopaka. Nick był bardzo skupiony kiedy malował. Jakby była to ekskluzywna galeria sztuki a nie zwykły most na obrzeżach. Gdy się odsunął i spojrzałem na całość naszego obrazu zdałem sobie sprawę z tego, że są prawie identyczne. Jakbym miał przed sobą jego twarz. Czy na prawdę tak dobrze je przestudiowałem w ciągu naszych spotkań? Brakowało im tylko blasku uśmiechu który chciałem wywołać już niedługo.

***

Nienawidzę samotnie spędzonych nocy. Puste miejsce obok sprawiło że ogarnął mnie niewyobrażalny chłód. Owinąłem się szczelnie kołdrą i próbowałem nie myśleć o kotłujących się w mojej głowie myślach. Louis nie napisał, nie odbierał, koło drugiej byłem gotów jechać po niego do Nialla, kreśląc najczarniejsze scenariusze. Jego wciąż nie było, a ja czekałem. Nie wiem nawet kiedy odpłynąłem, wiem jednak co mi się śniło, a raczej kto. Widziałem Zayna siedzącego w swoim żółtym pokoju na łóżku i patrzącego na mnie, jakby chciał błagać o pomoc. Tyle, po prostu śniłem o brunecie, wpatrującym się we mnie jakbym był jego ostatnią deską ratunku. Kiedy budzik wyrwał mnie z tego snu byłem mu wdzięczny, nie wiem czy mógłbym znieść dłużej to spojrzenie. Ta noc mnie wykończyła, spałem może trzy godziny. Spodziewałem się zastać Louisa na kanapie więc kiedy zorientowałem się że go tam nie ma, zacząłem się znów martwić. Wyjąłem telefon i siadając na blacie kuchennym z butelką mleka wybrałem numer do Nialla. Odebrał po kilku sygnałach a jego głos był mocno zirytowany. No tak, było po szóstej.

- Styles miej litość... - wychrypiał ledwo zrozumiale.
- Mógłbyś dać ode mnie w twarz Tomlinsonowi i powiedzieć mu że ma natychmiast wracać do domu? - warknąłem.
- Ale jak to, co?
- To co słyszałeś. Mieliście tylko obejrzeć mecz to jasnej..
- Ale Harry.. czekaj. - usłyszałem ruch po drugiej stronie, jakby podnosił się z łóżka. - Nie rozumiesz, jego tutaj nie ma. Wyszedł ode mnie koło pierwszej.

____________________________________________________________________


Wymyśliłam tę historię pod wpływem impulsu, w święta tamtego roku, zapisałam ją szybko na zmiętej kartce papieru ołówkiem, pod stołem, żeby nikt nie oskarżał mnie za ignorowanie rodzinnego obiadu. Czekała rok na zrealizowanie, wkładam w nią wiele serca, przelewam każdą emocję którą mam w sobie starając się ubrać ją w odpowiednie słowa. Wiem że musicie długo czekać na rozdziały. Wiem że nie wszystko jest dobre ale mimo to, mam pewność że jest moje, bo na nikim się nie wzoruję.
Proszę uszanujcie to. Nie chcę kolejnej przygody z kopiowaniem.
Jeśli to opowiadanie w jakiś sposób Cię inspiruje i chcesz napisać coś podobnego to mnie o tym poinformuj.
Albo tego nie rób i po prostu użyj swojej wyobraźni.

Tylko tego od was chcę, bądźcie wobec mnie fair, bo ja oddaje wam na tacy swoją duszę.

Rozdział jest dla sunshine
współautorki one-shota który został niedawno opublikowany na mojej nowej stronie <klik>
ZAPRASZAM ♥
jak podoba wam się nowy wygląd bloga? osobiście stwierdzam, że jest cudowny! Dziękuję Birden! Zawsze wiesz o co mi chodzi i tworzysz najpiękniejsze szablony ♥

+ jeśli chcesz być informowany o rozdziałach zostaw nazwę twittera w komentarzu tutaj, lub w zakładce "informowani" po prawej :)


8 komentarzy:

  1. Ty tak pięknie piszesz. Na początku czytania każdego nowego rozdziału klnę na ciebie po ciuchu, bo muszę wracać do poprzednich notek, żeby sobie przypomnieć na czym stanęła akcja. A potem, gdy już skończę czytać 'nowość' wiem, że to oczekiwanie było warte tego, co dostałam w zamian. Wiem, że jestem kolejną osobą, która kolejny raz powtarza ci to samo zdanie: Piszesz pięknie i jesteś genialna. Ale więcej nie mam do powiedzenia. Twoje słowa są naprawdę magiczne, a czytelnik może się we wszystko idealnie wczuć. Dziękuję Ci za to, Bby xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział *__* (z resztą jak każdy)
    Czekam na nn xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Właściwie przeczytałam ten rozdział już z godzinę temu, ale jakoś tak nie mogę pozbierać swojego życia i napisać kilku zdań. Jest mi smutno na zapas, bo ja wiem co to znaczy, że Louisa nie ma i ja wiem jak to się skończy, jednocześnie jestem strasznie podekscytowana tym co wydarzy się między Harrym a Zaynem, bo mimo że mogłabym wiedzieć to nie chcę i będę czekać jak wszyscy Twoim fani (mając to szczęście, że znam Cię osobiście ). Wiem, że wena jest więc po prostu czekam z niecierpliwością xx

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko, opłacało się tyle czekać rozdział niesamowity po prostu brakuje mi słów więc powiem po prostu że to było ZAJEBISTE i czekam na kolejny rozdział :*
    Pozdrawia @234nata <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak ja kocham to opowiadanie :3 I jak zwykle dla Ciebie mogę czekać kolejne pół roku na rozdział bo warto :3333

    OdpowiedzUsuń
  6. Louis, wygrywasz Złotego Kutasa za swoje chujowe zachowanie .. gratuluję...
    Nie wiem, co ja mu zrobię, kiedy Hazz w końcu nie zniesie tej całej presji oraz ciągłego zamartwiania się o ten związek i odejdzie... Nie wiem, co mu zrobię... Ale nie ręczę za siebie...
    Lubię Zayna w tym opowiadaniu.. Jest taki tajemniczy; nie do końca wiadomo, o co mu tak naprawdę chodzi w życiu... Fajnie, że zaczyna się porozumiewać z Harrym, ale pozwalam tylko na tyle (xD) .. Zayn jest postacią, która wywołuje u mnie zainteresowanie, ale też i strach. Strach o to, że może być przyczyną rozpadu związku Louisa i Harrego... O ile Louis i jego prochy oczywiście go nie ubiegną -,-
    Tomlinson, kocham cię i cholernie mocno zmartwiłam się, kiedy przeczytałam, że nie wróciłeś na noc do domu, ale kurwa... Co ja mam z tobą dziadu zrobić? Ogarnij się, bo zaraz ktoś sprzątnie ci sprzed nosa bardzo cenną rzecz... przepraszam, bardzo cenną osobę. Harry nie jest rzeczą, więc nie baw się nim, ani jego uczuciami. To nie jest zabawne...
    Nie mam ulubionego momentu, bo nie mogę takiego wybrać... Cały rozdział jest tak przejmujący, że moje myśli sobie teraz gdzieś latają, sama nie wiem gdzie..
    Życzę weny, Kochanie ! ♥
    @Gabryska__99
    xx

    OdpowiedzUsuń
  7. OMG! Nie mów, że Lou miał wypadek... To będzie tragiczne :((
    Tak btw to wydaje mi się, że Tomlinson ma małą konkurencję; Zayna. Eh...
    Powodzenia! to jest świetne!
    możesz mnie powiadamiać? @idkmyhoran
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie http://your-nightmare-fanfic.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Na wstępie chciałam podkreślić, że obiecuję, że wrócę z komentarzem pod rozdziałem, jeśli tylko nadrobię rozdziały. Muszę tylko wiedzieć, czy moja praca nie pójdzie na marne. Nie ukrywam, w ten sposób szukam czytelników.

    Fabuła:

    Harry- tajemniczy, nieco dziwny chłopak, na niczym mu nie zależy.
    Elisabeth- zdolna, popularna w szkole dziewczyna z bogatej rodziny.

    17-letnia Elisabeth jest uczennicą ostatniej klasy liceum. Prowadzi poukładane życie, lecz wszystko zmienia się od lekcji chemii.

    Czy Harry zawróci w głowie poukładanej Elisabeth?
    Czy Elisabeth pozna jego tajemnicę?

    ....

    To nie jest zwykła, nudna historia o miłości.
    Przekonaj się sam/a!

    fatal—love.blogspot.com


    Przepraszam za spam, nie znalazłam odpowiedniej zakładki.

    OdpowiedzUsuń