niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 7.




     Ze snu wyrwał mnie mocny zapach świeżo parzonej kawy. Uśmiechnąłem się i przeciągnąłem, czując jak każdy mięsień w moim ciele z mrowieniem budzi się do życia, a każda kość lekko przeskakuje. Wydałem z siebie przy tym kilka nieartykułowanych dźwięków które wywołały melodyjny śmiech w pomieszczeniu obok, z którego dochodził odgłos jajek spotykających się z rozgrzaną patelnią. Opadłem z westchnieniem na poduszki i gdy przypomniałem sobie jaki dziś dzień, mój entuzjazm nieco przygasł. Sobota. Po całym tygodniu pracy nie powitałem tej myśli z uśmiechem. Liam się rozchorował i musiałem spisywać faktury za niego. Nie chciał żebym odwalał całą robotę więc codziennie po pracy tłukłem się autobusem żeby zawieźć mu papiery, a rano Sophia podrzucała raporty do piekarni którą codziennie odwiedzałem. Grypa go rozłożyła i nie miałem z kim wyjść na piwo. Może to i dobrze.. Mogłem zostać w domu i sprawdzać Louisa. Robiłem to na każdym kroku, a on nie protestował. Chyba chciał mi pokazać, że jednak żałuje i to był tylko głupi błąd. Nie zauważyłem niczego podejrzanego w jego zachowaniu, często pachniał marihuaną ale tego nie mogłem mu wypominać.. Było tak pozornie dobrze. Złapałem się jednak na tym, że sprawdzałem każdą otrzymaną od niego informację dwa razy. Nie wierzyłem mu i nie byłem pewny czy będę w stanie kiedykolwiek w pełni zaufać. Dziś muszę zapomnieć jednak o wszystkim i zająć się ludźmi, którzy z pewnością nie wyczekują mojej wizyty. Czułem jak powoli opuszcza mnie poranna błogość, a tę zastępuje poddenerwowanie. Jak uczeń czekający na wywołanie swojego nazwiska do odpowiedzi.
Mój mocno wysłużony LG wskazywał szóstą trzydzieści cztery. Dlaczego Louis już nie spał? Podniosłem się i odrzuciłem na bok kołdrę. Poranny chłód wpadający przez uchylone okno przebiegł po mojej skórze zostawiając ścieżkę dreszczy. Tomlinson miał obsesję na punkcie świeżego powietrza. Nawet kiedy pogoda nie była zbyt ładna, jak dziś, ale on musiał mieć otwarte okna. Założyłem wczorajsze dżinsy, zieloną bluzę z Lonsdale i zgarniając telefon z półki wyszedłem z pokoju. Widok jego krzątającego się po kuchni w bokserkach i różowych, puchatych kapciach wywołał szeroki uśmiech. Stanąłem w drzwiach i oparłem się o futrynę, śledząc jego ruchy. Kroił paprykę, energicznie mieszał wrzucone na patelnię składniki, jednocześnie nalewając wody do czajnika i stawiając go na gaz. Cały Louis robiący milion rzeczy na raz. Po cichu podszedłem i położyłem dłonie na jego biodrach. Wybuchnąłem śmiechem kiedy podskoczył a nóż wypadł mu z ręki.

- Dzień dobry. - odwracając się pocałował mnie w policzek. - Siadaj, zaraz będzie śniadanie.
- To jakaś okazja? - zacząłem przeszukiwać kalendarz rocznic i pierwszych razów, nie doszukując się niczego.

Nie odpowiedział mi, tylko się uśmiechnął. Dałem za wygraną i udałem się w stronę łazienki. O szóstej trzydzieści nie mam ochoty na rozmyślania. Przemyłem twarz zimną wodą zmywając z powiek wspomnienie niedawnego snu. Słyszałem obijające się o siebie talerze, dźwięk czajnika i ciche przekleństwa Louisa
który jak zwykle oblał się gorącą wodą zalewając kawę. Po kilku minutach byłem już z powrotem i mogłem obejrzeć dzieło mojego chłopaka, który podał do stołu i uśmiechał się zadowolony z siebie. Oczywiście to co przygotował nie było najwyższych lotów, a nawet lekko przypalone, ale mój żołądek nie zwracał na to najmniejszej uwagi. Rozmawialiśmy o niczym, o tym co nam się przyśniło, o pogodzie, dopijając kawę.
W końcu Lou zmienił ton głosu i oznajmił:

- Dziś po południu wybieram się do Nialla.

Wiedziałem że to nie bez okazji, chciał mnie przekupić. Nie odpowiedziałem od razu czując jak napinają się wszystkie mięśnie. Spokój poranka zastąpiły niepokojące myśli. Nie chciałem żeby tam szedł ale co miałem zrobić. Nie mogłem mu zabronić i pokazać tym że mu nie ufam, choć tak było. Widziałem że czeka na odpowiedź.

- Nie może on przyjść tutaj? Chętnie bym z wami posiedział. - I miał was na oku pilnując czy nie ćpacie, dopowiedziałem sobie w myślach.
- Ehm, raczej nie. Przyjeżdżają do niego chłopaki z 5 Seconds of Summer, nasze mieszkanie nie pomieści tej hołoty.
- To ten zespolik którego płyty Horan cały czas męczył w salonie, na wiosnę? - chciałem się upewnić.
- Wiesz że kilku klientów pytało kim są? Chyba promocja podziałała bo ostatnio zagrali już w profesjonalnym klubie. - słychać było, że jest dumny z kumpli.
- Co będziecie robić?
- Pewnie... kupimy parę piw, pogramy w jakieś gry i obejrzymy mecz. Dziś Francja-Irlandia, wiesz jak Niall szaleje kiedy jego drużyna gra.

Tak. Przed zeszłorocznymi mistrzostwami Louis siedział w 'Crossroad Demon' sam i musiał przekładać terminy wszystkim klientom bo Horan zabarykadował się w mieszkaniu, pod pretekstem rozstroju żołądka. Tommo odwiedził go żeby oddać utarg i zastał kibica z piwem w dłoni, barwami kraju na policzkach, rzucającego w stronę ekranu wiązanki przekleństw

- Mogę? - Louis zebrał naczynia i wstawił je do zlewu. Pewnie będą tam leżeć dopóki nie braknie miejsca.

Zdziwiło mnie to że pytał mnie o zdanie. Jest dorosły i wcale nie musiał tego robić. Ucieszyłem się jednak, to znaczyło że choć trochę liczy się z moim zdaniem.

- Oczywiście Lou, pozdrów ode mnie chłopaków. - wstałem od stołu, podziękowałem za śniadanie i poszedłem zbierać się do wyjścia.


***

Pogoda nie była po mojej stronie. Zaczęło padać jak tylko opuściłem mieszkanie. Taksówka stała w korku niemal na każdym skrzyżowaniu, pakistański kierowca rzucał przekleństwami w stronę każdego mijającego nas samochodu, a moje nerwy stawały się coraz bardziej podrażnione. Mało przejmowałem się tym, że mógłbym się spóźnić. Zapłaciłem za transport plując sobie w brodę, że nie mamy samochodu i spojrzałem na budynek po drugiej stronie ulicy. Po raz pierwszy od momentu w którym poinformowano mnie o karze, nie pomyślałem o tym miejscu z obrzydzeniem. Była to raczej ulga, że mogłem oderwać się od własnych problemów, ale przede wszystkim ciekawość.
Powitałem Panią z recepcji uśmiechem, udałem się do szatni i bez zbędnych komentarzy, przebrałem w biały fartuch. Przez pokój przewinęło się kilka osób które wciąż patrzyły na mnie podejrzliwie, tak samo było na korytarzu. Nigdzie nie widziałem jednak Perrie. Była pewnie zbyt zajęta na ostatnim piętrze, cokolwiek się tam działo. Wyjąłem kilkanaście kluczy do których przypięta była również karta do windy i przyłożyłem ją do czytnika. Spojrzałem na zegarek, za pięć ósma stałem przed drzwiami pokoju nr. 32.
Odszukałem srebrny klucz z widniejącym na nim numerem i przekręciłem go w zamku. Zawiasy skrzypnęły a moim oczom ukazał się widok który sprawił, że chciałem je na powrót zamknąć i dać mu spokój. Zayn leżał odkryty na boku, mocno obejmując kołdrę rękami i nogami. Wyglądał jak koala uczepiony drzewa, jak ktoś kto dawno nie trzymał nikogo w ramionach. Podszedłem do łóżka starając się nie robić zbyt dużego hałasu swoimi ciężkimi butami. Perrie poradziła mi, żebym nigdy nie stał nad nim i nie patrzył na niego z góry, bo go wystraszę, więc przykucnąłem znajdując się na tym samem poziomie co poduszka. Nie wiedziałem jak się do tego zabrać. Louisa zazwyczaj budziłem pocałunkiem, dotykiem, zdzierałem z niego kołdrę i wskakiwałem na niego, albo po prostu rzucałem w niego czym popadnie, gdy zaspał do pracy. Na brunecie nie mogłem wykorzystać żadnej w tych metod.

- Zayn.. - mój głos przełamał senną ciszę wydając się niemiłosiernie głośnym. - Zayn wstawaj już ósma.

Jego powieki drgnęły, nie otwierając ich jednak zaczął leniwie przeciągać się i wyplątywać z fałdów żółtej kołdry. Koszulka w której spał podwinęła się, odsłaniając spory kawałek nagiej skóry brzucha. Dostrzegłem cienką linię włosów biegnącą od pępka w dół i nakrzyczałem na siebie w myślach. To był ten moment kiedy powinienem odwrócić wzrok, a nie wpatrywać się w ciało chłopaka. Przeniosłem spojrzenie na jego twarz, w momencie gdy zorientowałem się, że czekoladowe tęczówki, patrzą na mnie wciąż lekko zamglone snem. Zajęło mu chwilę zanim strach zmienił się w zaskoczenie, a później spokój, kiedy mnie rozpoznał. Temu chłopakowi zajmowało nieco więcej czasu reagowanie. Nie był tak bardzo opóźniony i wrażliwy na bodźce jak Danielle, ale jednak. Kiwnął głową w odpowiedzi na moje "Dzień dobry" i usiadł, kiedy ja postępując według planu, otworzyłem drzwi do łazienki i szafę. Spojrzałem na jej zawartość i od razu wyjąłem rzucającą się w oczy zieloną bluzę, taką samą, jaką miałem dziś na sobie. Chłopak potrzebuje trochę koloru. Pokazałem mu wieszak, a gdy znów w akceptacji kiwnął głową podałem mu ją wraz z mocno przetartymi, szarymi dżinsami. Podejrzewam że po tych trzech miesiącach dźwięk pęku kluczy będzie doprowadzał mnie do szału, od ciągłego zamykania i otwierania szaf, łazienek, drzwi, wind i innych pierdół. Opuściłem pomieszczenie, ale go nie zamknąłem. Było to może mało rozważne i zignorowałem w ten sposób zasady ale... oni nie są zwierzętami żebym miał ich zamykać. Ciekawe czy to zauważył.

Pokój trzydziesty trzeci należał do niejakiej Cher Lloyd. Wyglądała tak uroczo, że odezwały się we mnie uczucia, te same kiedy patrzyłem na śpiącego Louisa. Jej pokój był utrzymany w ciepłych odcieniach brzoskwini. Jedynym co nie pasowało mi do całości tego obrazka były mocno odznaczone na rękach dziewczyny blizny. Była taka ładna, dlaczego tak bardzo się skrzywdziła? Jakbym nie wiedział. Nagle w mój umysł zalała fala tak dobrze znanych wyrzutów sumienia. I za każdym razem wmawiałem sobie, że to nie moja wina, i tak by się to stało. Obejrzałem jej ramiona i znajdując nowe rozcięcie odruchowo go dotknąłem. Czując moją dłoń poderwała się i od razu widząc mnie, uśmiechnęła się. Zorientowała się że patrzę na czerwone kreski i szybko ukryła rękę pod kołdrą.

- Nie mów nikomu, proszę. - jej ton był błagalny i zmęczony.
- Wiesz że nie mogę tego zignorować.
- Ale Harry oni karzą mi tu zostać, a ja chyba jednak chcę wracać do domu.
- Więc dlaczego.. jak to zrobiłaś? - zdziwiłem się, bo nie mają dostępu do niebezpiecznych przedmiotów.
- Pani Mills zgubiła kolczyk podczas nocnego obchodu..

Gestem zasugerowałem żeby już nic nie mówiła. Nie chciałem nawet zastanawiać się jak go użyła i czym zaostrzyła żeby przeciął. Zacząłem myśleć o wezwaniu kierowniczki piętra gdy nagle dziewczyna objęła mnie.

- Proszę nie mów im. - jej ciało było takie drobne że niemal zniknęło w moich ramionach. Spiąłem się chcąc żeby się odsunęła. - Mam już dość mówienia na terapiach o tym co dziś wydarzyło, w kolejnym dniu, w którym nie dzieje się nic. Mam dość brania leków bo to nie moje ciało jest chore, tylko dusza której rany goją się trochę wolniej niż innych. Nie chcę już oglądać tych wszystkich ludzi bo przy nich czuję się bardziej chora niż kiedykolwiek. Muszę..
- Spokojnie. - przerwałem jej widząc jak zaczyna panikować i pogładziłem ją po plecach. - Ale mam warunek. - odsunąłem ją od siebie skrępowany bliskością z jakby nie patrzeć, obcą mi dziewczyną. - Dopóki ja tutaj jestem nie zrobisz tego i wyjdziesz do domu, nie oszukując nikogo.
- Gdyby to było takie proste.

Nie wiedziałem co mam jej powiedzieć. Nie byłem dobrym psychologiem dla samego siebie, co dopiero dla załamanej dziewczyny. Otworzyłem zamki tak jak w pokoju Zayna, tym razem pozwalając jej wybrać ubrania i poszedłem do kolejnego pomieszczenia.
Pod trzydziestką czwórką spała Danielle. Jak poinstruowała mnie Perrie najpierw zapukałem, przedstawiłem się, powiedziałem dlaczego przychodzę, powtórzyłem czynność trzy razy i wszedłem do pokoju dopiero kiedy dziewczyna mi na to pozwoliła. Zawinięta w kołdrę po uszy obserwowała każdy mój ruch. Co za człowiek. Przecież nie chciałem jej zabić.
Ed już nie spał. Siedział na łóżku i wpatrywał się w ścianę szepcząc coś przez cały czas. Wyglądał jakby nie przespał całej nocy.
Za kilka minut mieliśmy stawić się w stołówce na śniadaniu, poszedłem więc sprawdzić czy Zayn jest już gotowy. Uchyliłem drzwi i zastałem niezwykle uroczy widok. Jeśli można tak nazwać faceta w wieku dwudziestu dwóch lat, rysującego na ramie łóżka ozdobny napis. Przekroczyłem próg, ale on nie odwrócił wzroku od swojego dzieła. Stanąłem za nim i spojrzałem mu przez ramię. "Things I can" ozdabiało pokaźną część ramy. Nie musiałem patrzeć na swoją rękę, żeby wiedzieć skąd pochodzi ten napis. Po raz kolejny zdziwiłem się jak dobrze potrafił odwzorować to, co tylko raz zobaczył. Jego zainteresowanie moimi tatuażami było trochę krępujące. To oznaczało że podczas ostatnich dwóch spotkań uważnie się im przyglądał.

- Masz talent. - wyrwało mi się.

Podniósł wzrok i kiedy nasze spojrzenia się spotkały dostrzegłem maleńką iskierkę ciepła w jego oczach. Nie zmienił wyrazu twarzy, nie uśmiechnął się, ale one się zmieniły. Cisza zawisła w pokoju nie pozwalając mi ruszyć się z miejsca. Uratowała mnie Cher, która wpadła do pokoju głośno się śmiejąc. Malik wstał i objął ramieniem dziewczynę, a ta wtuliła się w zieloną bluzę powtarzając kilka razy "Dzień dobry".
Kiedy spojrzenia moje i bruneta przecięły się, gdy wychodziliśmy z pokoju, zauważyłem że iskierka zniknęła, pozostawiając na powrót pustkę. Jakby nigdy miał nie być już szczęśliwy. Pozostała dwójka dołączyła do nas i wszyscy oprócz Danielle złapali się za ręce. Kiedy spytałem dlaczego do nich nie dołączy powiedziała, że mogliby w każdej chwili zamknąć ją w uścisku i udusić, a ona nie miałaby jak się obronić. Nie skomentowałem jej toku myślenia i lekko wzdychając pozwoliłem jej iść za sobą.
Na korytarzu zaczynało kręcić się coraz więcej osób. Przyglądałem się im i z ulgą stwierdziłem, że nie mam aż tak złego zajęcia. Grupa która została mi przydzielona była w moim wieku, ich problemy nie objawiały się w większy fizyczny sposób i można było się z nimi porozumieć. Szczerze współczułem opiekunkom pchającym wózki z śliniącymi się, powyginanymi osobami. Jedna dziewczyna usiadła na środku stołówki i zaczęła krzyczeć. Nie byłem zszokowany jej zachowaniem jak tym, że nikt nie zareagował. Kiedy krzyk przerodził się w płacz miałem ochotę odejść od stolika przy którym usiadła nasza piątka i spytać co się stało. Nie zrobiłem tego, bo wiem że nie miałoby to sensu, pewnie by nie odpowiedziała. Nie wiem jak wytrzymam te trzy miesiące. Starałem się traktować pobyt tutaj tak samo formalnie jak pracę na hurtowni. Było to cholernie trudne ze względu na to, że tam miałem do czynienia ze zwykłymi przedmiotami, tutaj otaczali mnie ludzie. Czułem na sobie wzrok pacjentów którzy widzieli mnie tutaj od niedawna i podejrzliwie śledzili każdy mój ruch.
Kucharki rozdzieliły bliżej nieokreślone jedzenie, dziewczyna przestała krzyczeć i na sali zapanowała niezdrowa cisza. Względna, ale jednak niemiłosiernie ciążąca. Cały czas ktoś jęczał, mlaskał, tupał albo strzelał o blat, w pomieszczeniu rozbrzmiewały urywane słowa. Zauważyłem, że byłem jedyną osobą w białym kitlu, oprócz tych których pacjenci wymagali karmienia, która nie odeszła od stolika. Perrie powiedziała że mam tylko ich obserwować ale stwierdziłem, że koro już tutaj jestem powinienem trochę ich poznać. Danielle wydawała się zestresowana obecnością takiej masy ludzi i siedziała nerwowo rozglądając się dookoła, nie mając zamiaru nic zjeść.

- Dani nie denerwuj się, nic Ci nie będzie. - odezwałem się i zauważyłem że podskoczyła. - Uwierz mi, jak ja tutaj jestem masz taką obstawę, że nikt nie waży się zrobić Ci krzywdy.

Dziewczyna zaskoczona moim uśmiechem nic nie odpowiedziała, ale zauważyłem że uspokoiła się. Kiedy zaczęła jeść odnotowałem to jako swój mały sukces. Dlaczego zależało mi na tym żeby przestała się trząść? Widząc jej wątłe ramiona osłonięte cieniutką, białą sukienką poczułem, że tak trzeba.

- Tutaj zawsze jest tak cicho? - chciałem zacząć rozmowę, czując że zwariuję jak przez cały dzień nie będą się odzywać.
- Raczej tak. - odpowiedziała mi Cher. - Nie wiadomo z kim masz do czynienia, więc nikt nie chce nikogo poznawać, wszyscy trzymają się w swoich grupach i.. tak jakoś jest. - zaczęła skubać kromkę chleba i układać z odłamków obrazki na pustym talerzu. - Zresztą ja tam nie wiem, jestem tutaj najkrócej.
- Zawsze tak było. - pusto dopowiedział Ed, nerwowo drapiąc się po przedramieniu. Zauważyłem że jego ręka jest już cała czerwona.
- Ed nie możesz tak robić. - upomniałem go, za co zostałem obdarzony morderczym spojrzeniem.
- A ona nie może się ciąć i to robi. - wskazał na Lloyd która skuliła się, jakby pod naciskiem jego słów.
- Do jasnej cholery, co Cię obchodzi to co ona robi, teraz upominam Ciebie i masz natychmiast przestać. - Uniosłem głos, żeby zaraz skarcić się za to w myślach. On nie myśli jak normalny człowiek, nie powinienem na niego krzyczeć.

Atmosfera między nami nie była najlepsza a moje zamiary zaprzyjaźnienia się z nimi zostały stłumione w zarodku. Kiedy zaprowadziłem ich do świetlicy Danielle skryła się w rogu sali, przykryła kocem i nie ruszyła przez kilka godzin, Cher grała w bierki z jakimś starszym mężczyzną, a Ed usiadł przy oknie i wpatrując się w podjazd rozmawiał sam ze sobą. Ja usiadłem w głębokim fotelu, włożyłem słuchawki do uszu i wysłałem tuzin wiadomości do Louisa, o treści "zaraz tutaj zwariuje", "zanudzę się na śmierć" albo "powinienem przed przyjściem tutaj spalić blanta" itp. Jedyną osobą która wydawała się tutaj dobrze bawić był Zayn. Obserwowałem jak zwinnie obracając puszkami z farbą maluje kreski, powoli składające się w jakąś całość. Był przy tym tak skupiony i dokładny, jakby jego dzieło miało trwać na ścianie przez lata, a nie zostać pod wieczór zamalowane. Przyglądałem się jego twarzy, przez którą nie przechodziły żadne emocje. Ze spokojem wziął do ręki inny pędzel i umaczając go w wodzie a następnie w zielonej farbie i zaznaczył kolejne pociągnięcia. Kiedy zapach rozpuszczalników wypełnił pomieszczenie starsza pani w białym kitlu uchyliła okna, wpuszczając chłodne powietrze. Zapachniało deszczem. Kiedy przechodziła obok mruczała pod nosem coś w stylu "powinni mu zabronić tych bazgrołów, śmierdzi tu tylko". Miałem ochotę coś jej odpowiedzieć, ale powstrzymałem się, kiedy dostrzegłem co znajdowało się na ścianie. Oczy. Zielone oczy. Moje oczy.

______________________________________________________________

Jak widzicie, przekonaliście mnie i na razie nie mam zamiaru zawieszać bloga, kończyć opowiadania ani nic z tych rzeczy. Zdaje sobie sprawę z tego że ten rozdział nie jest wysokich lotów ale obiecuję się poprawić. Na razie skupiłam się na pokazaniu jak wyglądać będzie praca Harry'ego i może.. nieco przybliżyć wam postać Zayna. Nie mam pojęcia jak mi się to udało..
Ogólnie mówiąc, nie wiedziałam że tak ciężko będzie mi pogodzić pisanie z życiem. Tak. Nareszcie zaczęłam żyć a nie tylko siedzieć w domu i pisać, jak to było przy poprzednich opowiadaniach... także.. trochę się będzie działo w najbliższych miesiącach więc z góry PRZEPRASZAM, jeśli nie będę się długo pojawiać.

DZIĘKUJĘ za wszystkie komentarze które zostawiliście do tej pory, nawet te najkrótsze! Powtórzę się, to mnie bardzo motywuje. Kiedy przeczytam Wasze przemyślenia na temat rozdziału mam okazję poznać Wasz punkt widzenia na to, co dzieje się w rozdziale, wiem co Wam się spodobało a co nie, poznaję jak odbieracie każdą postać i czasem jestem w szoku jak inaczej niż ja interpretujecie dane zachowania bohaterów... ale o to chodzi. Z ogromnym uśmiechem czytam każde zdanie, zapisuję w pamięci, często nawet komentarze wpływają na dalszą akcję, inspirują mnie Wasze pomysły...
Po prostu dziękuję.
Sporo opinii ucieszyło mnie wyjątkowo. Coraz częściej spotykam się z komentarzami "Nie jestem LS/Nie lubię Larry'ego, ale Twoje opowiadanie uwielbiam". Nawet nie wyobrażacie sobie jak cholernie się cieszę. To chyba największy komplement jaki mogę dostać. Wiecie... Larry Shipper spodoba się większość przyzwoicie napisanych opowiadań z tym Shippem w roli głównej. Usłyszeć miłe słowa od kogoś kto za tym nie przepada... Dziękuję każdej ES która to czyta xx

ps.: Ten rozdział jest dla @Gabryska__99 ♥
Oraz dla każdej osoby która czyta nie tylko YEAF, ale była ze mną kiedy tworzyłam poprzednie historie.
Dziękuję ♥

+ jeśli chcesz być informowana o rozdziałach zostaw nazwę twittera w komentarzu :)

17 komentarzy:

  1. Szczerze powiem, że chociaż jestem całym sercem za Larry'm już nie mogę się doczekac momentu, w którym Zayn w końcu przemówi do Hazzy i zacznie się między nimi coś dziać. Okropnie podoba mi się to, w jaki sposób wymyślłaś sposób komunikowania się Malika ze Stylsem. Ale z drugiej strony strasznie żal mi, że relacja między Harry'm i Lou miałaby się zakończyć. Moje shipperskie serce będzie im oddane do końca ;)
    Bardzo cieszę się, że jednak nie zawieszasz bloga, bo jest on jednym z niewielu które czytam, więc byłabym zrozpaczona, gdybyś przestała pisać.
    Życzę Ci weny i czasu, dla siebie, przyjaciół i dla pisania (sama też piszę i wiem ile czasu zajmie napisanie takiego rzdizału, jak wiele trzeba poświęcić, więc rozumiem długie odstępy w dodawaniu rozdziałów). Mam nadzieję, że nie będziemy musieli czekać długo na kolejną część opowiadani x /@little_laadyy

    OdpowiedzUsuń
  2. O BOŻEE ! ROZDZIAŁ DLA MNIEEEE !!!! CZY SŁYSZYSZ MÓJ KUREWSKI PŁACZ ?! SŁYSZYSZ GO ?! XDD

    Kochanie, naprawdę dziękuję ! Mam łzy w oczach, poważnie ! Jeszcze NIKT .. NIGDY .. nie podarował mi rozdziału jakiegokolwiek opowiadania ! ♥ Ughh, muszę trochę ogarnąć emocje i zabrać się za 'recenzję' rozdziału ;)

    Boże, ja nie rozumiem, jak ludzie to robią .. Jak ty to robisz ! Jak, do cholery jasnej, można pisać tak dobre opowiadania !? No jak ?! Kto was tego nauczył !? U mnie na Hiding. wychodzą same gówniane rozdziały, w dodatku dodawane raz na ruski rok, i niewiele osób się nimi interesuje .. Moi znajomi też czytają YEAF i są zachwyceni ! (tylko fiutkom nie chce się komentować ..) . Jestem coraz bardziej zaintrygowana postacią Zayna . Chłopak niby nie mówi, ale ja już wiem, że Harry go zauroczył .. Kurcze, Harry chyba też już to wie ;D .. Tylko co na to Louis :c . O nie .. I znowu coś się popieprzy .. A tak w ogóle to jestem pewna, że znowu się naćpa ! :c . Boże, nie zniosę tego .. Ja wiem, że opowiadanie jest oparte na toksycznym związku Larrego, ale .. Czy to naprawdę musi się tak dziać ? Czasami mam ochotę podejść do Louisa, przypieprzyć mu w twarz, wykrzyczeć wszystko, co tylko wpadnie mi do głowy ... Kurwa, to tylko opowiadanie .. Muszę się ogarnąć .. Wiem, Tomlinson w tym rozdziale nie powiedział,a ni nie zrobił nic nieodpowiedniego, ale wystarczyła mi ta krótka wzmianka o Niallu .. I już wyczuwam kłopoty :c ... Choć, jeśli mam być szczera, uwielbiam opowiadania o Larrym, w których pojawia się postać Horana, albo Peazer ! Kocham ! : D

    Ulubiony fragment ! ♥ : "ps.: Ten rozdział jest dla @Gabryska__99 ♥"

    hahahahh, żartuję ; D (wcale nie xD)

    '[...] powstrzymałem się, kiedy dostrzegłem co znajdowało się na ścianie. Oczy. Zielone oczy. Moje oczy.' - Boże, zawsze ulubionym fragmentem jest ten, w którym pojawia się Larry, ale przy tym dosłownie wymiękłam ! *,*

    Kurcze, przepraszam za przekleństwa i wszystkie dziwne określenia, ale mam dziś za dobry humor .. Nie wiem, dlaczego oO .. Ale w sumie mi to pasuje :P

    Informuj mnie, bo jest o czym ! ♥
    @Gabryska__99
    xXx

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojej, things I can..zielone oczy...
    Jest naprawde dobrze, zarry moments zaczynaja sie rozwijac, czego wiecej chciec? :D ily xoxo

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziewczyno to było ZAJEBISTE nawet nie myśl żeby kiedykolwiek zawieszać bloga bo znajdę cię nawet na drugim końcu świata i nie wiem co ci zrobię:). Mam nadzieję że niedługo będzie kolejny rozdział
    Pozdrawiam @234nata

    OdpowiedzUsuń
  6. Przecież twoje opowiadania są zajebiste. :x
    Nie musisz pisać regularnie, przecież wiesz. Nie ma co pisać na siłę, najlepiej wtedy gdy jest wena. Pisanie sprawia ci przyjemność, więc żadnego zawieszania, nawet gdyby miałyby być dwa rozdziały na rok. Xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Mogę liczyć na twoją opinię?

    Zawsze jest szansa, że wejdziesz, zobaczysz, pokochasz ( mam nadzieję lol )
    youngloovers.blogspot.com
    loovelorn.blogspot.com
    fromyourlust.blogspot.com
    ifindyourlips.blogspot.com
    Nawet jak nie masz teraz ochoty, to kiedyś pewnie będzie ci się nudzić, zerknij, może warto :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne opowiadanie ;) z niecierpliwością czekam na nn
    Informuj mnie!
    @olik141

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana chyba się nie zrozumiałyśmy. Mi nie chodzi o to czy 'wywołałaś bójkę bo jakoś musiał tam trafić' i o powód nie odzywania się Zayna bo mnie to mało interesuje. Nie widzisz tego, że Twoje opowiadanie to taka sama historia? Ci sami bohaterowie, dzieje się to samo. Czy jest to w innych okolicznościach, czy Ty to inaczej opiszesz nie zmienia faktu że to wciąż będzie o Harrym skazanym na pracę w psychiatryku w którym jest Zayn i on się nie odzywa. To wciąż jest TO SAMO.
      Jaki sens jest w pisaniu czegoś co już jest? Na prawdę nie potrafisz wymyślić czegoś zupełnie innego, o czym jeszcze nikt nie słyszał?
      Te opowiadania może i się różnią, owszem, stylem pisania, szczegółami.. ale one wciąż będą o tym samym. A to nie jest fair w stosunku do mojej twórczości. Czuję się oszukana bo przelewam w to opowiadanie całe swoje serce a to że napiszesz coś podobnego, główny motyw, kręgosłup opowiadania, będzie wymyślonym przeze mnie fanfikiem.
      Nie chcę żeby w sieci były dwie historie o tym samym. Rozważałam zawieszenie bloga i teraz widzę że nic by to nie zmieniło, skoro mogą czytać Twoje opowiadanie, które przecież ma ten sam motyw.

      Usuń
    2. Dobra, mam tego dość. Przepraszam jeszcze raz, że tak wyszło. Serio, nie chciałam za nic w świecie ściągać po Tobie. Zmienię końcówkę opowiadania. Nie zamierzam pisać Ci tu jakiejś Story Of My Life, więc kończę.
      Pozdrawiam xoxox
      PS Dzięki, że ktoś mnie hejtował, że skasowałaś swój komentarz :) xx.

      Usuń
  10. Hej!

    Przychodzę poinformować, że na podstrona-birden.blogspot.com znajduje się link do twojego zamówienia :) Dziękuję za powierzenie wykonania szablonu !

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurcze naprawde swietnie piszesz!! Czekam na nastepny rozdzial xx

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie znalazłam zakładki ze spamem na twoim blogu, oraz ostrzeżenia, dlatego pozostawiam spam tutaj. Mam nadzieję że nie będziesz zła, każdy w końcu musiał jakoś zacząć.

    Danielle Anne Collins to 18- letnia dziewczyna, która cztery lata temu straciła matkę. Mieszka z ojcem i prowadzi spokojne życie wzorowej uczennicy. Po zakończeniu roku szkolnego, ojciec dziewczyny dostaje korzystną propozycje pracy na okres wakacji. Wysyła córkę do swojej siostry do Londynu. Dziewczyna jest niechętna, nie chce opuszczać rodzinnego miasteczka, jednak ojciec nie pozostawia jej wyboru.

    Po przyjeździe do ciotki dziewczyna nie może się odnaleźć, tęskni za domem, nigdzie nie wychodzi. Ciotka widząc że coś jest nie tak namawia swoją córkę Inseen, aby oprowadziła kuzynkę po okolicy. Dziewczyna niechętnie zgadza się. Pokazuje Danielle swój świat, pełne narkotyków, alkoholu i innych używek. Dziewczyna również tam nie może się odnaleźć, Ins zapoznaje ją ze swoimi przyjaciółmi. Danielle poznaje Zayna, zakochuje się w nim. Spędza czas z nowo poznanymi ludźmi, zbliża się do Zayna. Inseen widząc to robi się zazdrosna i stara się zrobić wszystko aby ich rozdzielić. Jak potoczą się sprawy? Jak daleko posunie się Inseen aby pozbyć się rywalki? A co jeśli letni romans przerwie powrót do domu Danielle?

    http://summertime-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. świetny rozdział ;**
    Nie mogę doczekać się następnego.
    Pozdrawiam i w wolnych chwilach zapraszam do siebie =)
    http://lose-hope.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Per-fect xD
    @lo_ve1D

    OdpowiedzUsuń