niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 6.




Liam wyszedł z bloku, naciągając na blade dłonie rękawy szarej bluzy. Faktycznie, było dużo zimniej niż godzinę temu.

- Co jest? - Zapytał i oparł się o drzwi prowadzące na trzecią klatkę bloku nr 17.

Zwlekając z odpowiedzią wyjąłem z kieszeni paczkę papierosów i wsuwając jednego między wargi zacząłem nerwowo sprawdzać kieszenie w poszukiwaniu zapalniczki. Liam widząc że jestem roztrzęsiony podał mi swoją i ścisną moje ramię. Odetchnąłem wypuszczając powoli sporą porcję dymu.

- Louis znowu bierze. - Powiedziałem wprost, znów wkładając fajkę do ust.
- Oh. - Zaskoczyło go to chyba bardziej niż powinno. - Po tym jak prawie zszedł z tego świata myślałem że dotarło do niego, jak głupie było jego zachowanie.
- Na prawdę w to wierzyłeś? Ja nie bardzo. To była kwestia czasu.
- Może... może jeszcze nie jest tak źle i się opamięta. Musisz go wspierać i w niego uwierzyć.
- Payne gadasz jak moja matka. - Prychnąłem odganiając niemiłe wspomnienia, zalewające mój umysł na dźwięk tego słowa. Liam tylko wzruszył ramionami. - Jest teraz nieprzytomny, będziesz się jeszcze sprzeczał w kwestii tego, czy nie jest tak źle?
- Nie powinieneś zostawiać go samego w takim stanie.
- Nie wkurwiaj mnie. Nie jest sam. Horan i jego laska też czołgają się po naszym dywanie. Mam siedzieć tam i patrzeć? - rozgniotłem stopą peta od razu wyjmując kolejną fajkę.
- Pamiętasz co było ostatnio? Gdybyś wrócił dziesięć minut później nawet przetoczenie krwi nic by nie dało. On prawie umarł Harry. Nie powinieneś go tak zostawiać. - W jego głosie pojawiła się nuta 'tatuśka Liama', której nie znosiłem. Czułem się jakby karcił mnie ojciec.
- Sugerujesz że to wszystko moja wina? - poczułem narastający gniew. - A co ja mam niby zrobić!
- Nie mówię że...
- Ale tak myślisz Payne. - odetchnąłem głęboko czując jak dłonie zaczynają mi się trząść.

Poderwałem się z miejsca i nie oglądając się za siebie, szybkim krokiem opuściłem osiedle. Słyszałem jak woła moje imię, ale ja nie miałem zamiaru się zatrzymywać. Wyrzuciłem fajkę i wsadziłem dłonie głęboko w kieszenie spodni.
Znów moja wina. Przeze mnie. Ja zawaliłem. Może jeszcze ja mu kazałem? W mojej głowie zamajaczył obraz sprzed roku. Z czasu kiedy imprezy zawładnęły naszym życiem. Z chwil w których ja codziennie się upijałem a działka dla Louisa była normą. Żyliśmy tak przez prawie dwa miesiące. Nie zauważyłem w co wpadliśmy, do tego dnia kiedy prawie go straciłem. Wróciłem z hurtowni, drzwi do mieszkania były otwarte, w domu ulatniał się gaz. Louis leżał na płytkach kuchennych nieprzytomny, dookoła rozsypany był biały proszek i tabletki, obok leżała strzykawka i butelka po whisky. Nie oddychał. Zadzwoniłem po pogotowie, zakręciłem gaz w kuchence, otworzyłem okna, walające się po domu narkotyki spłukałem w zlewie... Kiedy go zabrali nie mogłem się otrząsnąć. Często o tym myślę. Czy on chciał się wtedy zabić? Od tego czasu obaj widzieliśmy, że coś było nie tak. Proszenie żeby poszedł na odwyk, za każdym razem kończyło się kłótnią i kolejną dawką. W końcu spakowałem się i spędziłem miesiąc u Liama, dopóki nie zauważyłem że przestał, że się zmienił. Wróciłem i nie widziałem niczego niepokojącego. Wręcz go podziwiałem, potrafił rzucić to gówno w tak krótkim czasie. Co się stało że znów zaczął? Co zrobiłem nie tak?
Nie miałem ochoty wracać. Byłem zły, roztrzęsiony i... smutny? Bolało mnie to, że mi nie ufał i nic nie powiedział. To, że Liam twierdzi że to moja wina. Nie mam tutaj nikogo innego kto mógłby mi pomóc. A ja czułem, że nie mam siły na walkę o niego, skoro on tego nie chce.
Snułem się ulicami Londynu przez kilka minut próbując zająć myśli czytaniem sklepowych witryn. Zaczęło mżyć. Postanowiłem zaprzestać krążenia i rozmyślania kiedy moje loki stały się wilgotne, a spływająca z nich powoli woda tworzyła stróżki na mojej twarzy. Byłem w rzadko odwiedzanej przez nas części miasta. Raczej mało interesowały mnie ośrodki kultury, sztuki i amatorskie wystawy młodych artystów. Obok budynku szkoły plastycznej znajdował się stary most pokryty graffiti. Kiedy deszcz przestał znaczyć moje ubranie mokrymi plamami westchnąłem i usiadłem na betonowym, okurzonym bloku. Pachniało tutaj świeżą farbą, czułem też benzynę i dym. Przez chwilę przyglądałem się grupie nastolatków, którzy mimo okropnej pogody postanowili zapełnić swoim 'dziełem' ostatnią szarą część mostu. Na ulicy obok siedziało dwóch gości. Pogrywali na gitarach nieznane mi dźwięki, nucąc cicho tekst piosenki. Klimat tego miejsca był wyjątkowy, dlaczego nie przychodziłem tutaj częściej? Westchnąłem i przebiegłem wzrokiem po zamalowanych murach. W tej chwili zapragnąłem posiadać jakikolwiek talent i móc przelać myśli na cokolwiek innego, byle nie zaśmiecały mojej głowy. Napisać, zaśpiewać, namalować... Nie potrzebować słów. Pozwolić im odejść nie dusząc w sobie.
Zacząłem zastanawiać się ile jeszcze sekretów mamy przed sobą. Ile razy mamy się okłamać, ile dni przekreślić, ile chwil zapomnieć i wymazać. Za dużo. Było ich o wiele za dużo, a mnie zaczyna to przerastać. Nie byliśmy już nastolatkami, którzy mają wrażenie że cały świat się od nich odwrócił i mają tylko siebie. Spojrzenie Zayna, zwykłe spojrzenie ledwo poznanego chłopaka. Zobaczyłem w tych oczach jak bardzo zamknięty byłem w swojej pozornie bezpiecznej strefie. Związany, nie dostrzegałem nikogo i niczego. A przecież poza pracą, imprezami, nieumiejętnością opanowania samego siebie i poza Louisem było tam coś jeszcze. W całym świecie który sobie zbudowaliśmy, obojętni na problemy innych, ignorujący wszystko co nas nie dotyczy.. staliśmy się tak marni.. przerażająco bezwartościowi. Sami sobie. Teraz kiedy on leży naćpany w mieszkaniu dociera do mnie, że w nasza bańka nie jest wcale mydlana i czysta, ale od dawna obsypana piaskiem problemów i porozcinana słowami. Jak długo jeszcze wytrzyma? Dlaczego jeszcze nie pękła i czy któryś z nas tak na prawdę chce ją podtrzymać?
Wypuściłem z płuc oddech który wstrzymywałem od dłuższej chwili czując jak drży. Jak obija się o ścianki gardła, ust, wbija się w ciężkie powietrze i mimo wszystko nie daje żadnego ukojenia.
Kocham go. Obaj byliśmy młodzi i zagubieni, kiedy opuściliśmy wszystkich którzy nas nie akceptują. Trzymałem się go jak tonący brzytwy i podążałem ślepo w każdy kierunek który wskazał.
Jakby on był kompasem dla mojego statku. Z czasem kiedy tracił kurs ocierałem łzy, trzymałem kurczowo stery szepcząc że damy radę. Kiedy się nastawiał to znów on prowadził mnie.. Ale zaczynam czuć że brak mi siły na kolejną podróż. Tym bardziej że jego zabawa w narkotyki nie będzie wyprawą w nieznane, a zawróceniem na kurs którego obiecaliśmy sobie już nigdy nie podejmować. Oczywiście że nie jestem idealnym kapitanem.. Po prostu nie wiem czy pływamy razem już bardziej z przyzwyczajenia, czy na prawdę mamy cel. Dziwię się że jeszcze nie zatonęliśmy.
Po raz pierwszy pomyślałem o zakończeniu naszego związku i nie miałem w głowie pustki. Zazwyczaj nie potrafiłem sobie wyobrazić siebie samego bez niebieskookiego, uzupełniającego moją gamę kolorów.. tym razem zobaczyłem że mógłbym odetchnąć. Starać się zrobić to wszystko inaczej. Ile jeszcze mam pracować na widlakach, zapijać w weekendy i patrzeć jak on zawodzi po raz kolejny? Zawieść go po raz kolejny.. Wiedziałem że on nigdy ze mną nie zerwie, nie mógłby. Ja pragnę po prostu uwolnić nas obojga od niepisanego paktu który zawarliśmy z nieodpowiednim demonem.

 ***

Wyszedłem spod kołdry z na wpół przymkniętymi powiekami. Byłem tak bardzo rozregulowany przez ostatnie wydarzenia, że nie miałem pojęcia jaka pora dnia była. Jednego jestem pewien, byłem w mieszkaniu sam. Poczułem dreszcz kiedy naga skóra stóp zetknęła się z łazienkowymi płytkami. Omijając wzrokiem lustro odkręciłem wodę i pozwoliłem wannie się napełnić. Przetarłem twarz dłońmi i zacząłem obserwować parę wypełniającą małe pomieszczenie. Kiedy gorąca woda otoczyła z każdej strony moje nagie ciało zacząłem zastanawiać się nad tym co się stało. Niewiele pamiętałem, a rogale leżące na stole były jedyną oznaką tego, że Harry był wczoraj w domu. Nie wrócił na noc.. a ja nie miałem siły żeby się martwić. Poradzi sobie, nie jest już dzieckiem które muszę pilnować. Podejrzewam że jest na mnie wściekły więc jaki sens będzie miało zadzwonienie do niego? W końcu wróci, udamy że nic się nie stało i opowie mi jak było w pracy. Jak zawsze. Bo lepiej zamieść problemy pod dywan, uwielbiam tak robić. Przymknąłem oczy i odchyliłem głowę do tyłu odganiając wszystkie myśli za drzwi łazienki.
Woda w wannie zdążyła zrobić się zimna kiedy z pozornego snu wyrwały mnie trzaskające drzwi frontowe. Zmusiłem się do wyjścia z mojego chwilowego azylu i osuszając ciało ręcznikiem zawołałem:

-Harry, kochanie to Ty?

Mój głos był dużo bardziej zachrypnięty niż się tego spodziewałem. Odpowiedział mi odgłos zamykanej lodówki. Westchnąłem, owinąłem się niebieskim ręcznikiem w pasie i wyszedłem. Miał na sobie inne ciuchy niż wczoraj, więc musiał być w domu. Kroił chleb ostrym nożem, odwrócony do mnie tyłem. Poczułem jak na jego widok zalewają mnie wyrzuty sumienia. Podszedłem bliżej i położyłem dłoń na jego plecach. Był spięty, czułem jego zdenerwowanie. Podążałem ręką w dół i w górę chcąc choć trochę go odprężyć, niestety bez skutecznie. Odsunął się, kierując w stronę lodówki. Westchnąłem i widząc że nic nie wskóram poszedłem do sypialni. Wygrzebałem z szuflady czystą bieliznę i szarą koszulkę na szelkach. Ubrałem się i  otworzyłem okno widząc że pogoda była wyjątkowo ładna. Zaciągnąłem się czystym, świeżym powietrzem czując jak szumi mi w głowie. Wczoraj musiało padać, w powietrzu unosiła się wilgoć a miasto było oczyszczone z kurzu. W tym momencie Harry wszedł do pokoju i rzucił na łóżko mały, biały woreczek.

- Przynajmniej sprzątaj po sobie. - jego słowa wymierzyły mi policzek.
- Harry proszę przestań..
- Nie. Tym razem nie chcę patrzeć jak się niszczysz. - Spojrzał mi prosto w oczy. Zobaczyłem w nich nowe uczucie. A raczej brak tego, które widziałem do tej pory. Coś było nie tak.
- Harry ja już nigdy nic nie wezmę. - Na wspomnienie narkotyku poczułem fizyczny ból w całym ciele.
- Wtedy też tak mówiłeś i omal nie umarłeś. - Wbił wzrok w widok za oknem.

Podszedłem bliżej i z drżącym sercem dotknąłem jego policzka. Nie zrobił tego co zwykle pod wpływem mojego gestu. Zawsze przekręcał głowę, całował moją dłoń i mówił że mnie kocha. Dlaczego?

- Co mam Ci powiedzieć? - zapytałem lekko załamującym się głosem. Nie znoszę siebie za rozczarowywanie go na każdym kroku. - Że przepraszam? Żałuję i już będę grzeczny? Wiesz że tak nie będzie.

Postawiłem prawdę przed nami. Bo taka ona była. Pełna niepewności, pytań i rozczarowań. Taki był nasz związek. Pełen pustki i słów bez pokrycia. Wypełniony moją samotnością, tęsknotą za jego ciepłem, za naszym śmiechem, za wieczorem bez znieczulenia. Tego już od dawna nie było.

- Wiem. - westchnął i odsunął się. - Nie wiem czy chcę się z tym mierzyć jeszcze raz.
- Czy Ty... - poczułem gulę rosnącą w moim wyschniętym gardle.

Cisza. Ta chwila ciszy sprawiła że moje serce nieodwracalnie się uszkodziło. Patrzyłem wyczekująco powstrzymując się od jakiegokolwiek ruchu. Patrzyliśmy sobie w oczy przez sekundy, wydające się wiecznością. Na jego twarzy widziałem walkę i tą zabijającą mnie niepewność. W momencie złapał moją dłoń, przyciągnął do siebie i mocno owinął ramionami. Przymknąłem oczy pozwalając by jego ciepło otoczyło każdą komórkę mojego ciała. Odetchnąłem czując jak wszystkie złe emocje opuszczają pomieszczenie. Poza ulgą w mojej świadomości zamajaczyła nuta niepokoju o jutrzejszy dzień.

________________________________________________________________________

Przemyślenia, przemyślenia i jeszcze raz przemyślenia. W tym rozdziale chyba wylałam wszystkie myśli jakie miały się tutaj znaleźć. Przynajmniej mam nadzieję że mi się to udało. Mam też nadzieję że cokolwiek zrozumieliście i was to nie udusiło. Zdaję sobie sprawę z tego że ten rozdział jest ciężki do czytania, tak samo jak ciężki był do pisania. Wbrew pozorom dzieje się w nim bardzo dużo.

Przepraszam że tak długo. Nie poświęcam już tak wiele czasu pisaniu jak kiedyś.
Szczerze mówiąc, rozważam zawieszenie tego bloga. Nie zauważyłam większego zainteresowania historią i sama już nie wiem czego od niej oczekuję.
Zobaczymy jak to będzie.
Póki co, piszcie swoje opinie i to co kocham najbardziej... przemyślenia.
Jeśli chcecie żeby to opowiadanie było kontynuowane zostawcie choć krótki komentarz.
Do zobaczenia.
Kocham Was xx


+ jeśli chcesz być informowana o rozdziałach zostaw nazwę twittera w komentarzu. ♥
+ proszę o poinformowanie mnie jeśli zmienisz nazwę a jesteś już w zakładce 'informowani' żebym Cię nie zgubiła :)

15 komentarzy:

  1. Kurczę, zatkało mnie ... Przecież oni przed chwilą prawie zerwali ! A przynajmniej ja tak to odebrałam ... Boże, kocham Larrego, kocham tych chłopców ... Ale kiedy przeczytałam, a raczej wyobraziłam sobie, jak ciężko Harremu się z tym wszystkim uporać, że już nie wytrzymuje ciężaru, jakim jest .. Louis? ... Heh, to raczej niespotykane, ale tak właśnie jest .. To nie nałóg Tomlinsona jest problemem .. To Tommo nim jest .. Kurwa, przecież to widać ! Powiedział, że uwielbia zamiatać wszelkie problemy pod dywan ... I jaki w tym sens ?
    Harry i Louis są trochę jak ogień i woda: jeden jest wrażliwym chłopakiem, który ciągle poddaje się refleksjom na temat życia, na temat swojej drugiej połówki, chłopak, który trochę pogubił się w życiu, trafił na nieodpowiednie towarzystwo, który teraz 'pokutuje' za złe czyny ... Pomimo tego widać, że mimo tej słabości i bezsilności, wciąż walczy ... Walczy, bo ma nadzieję, że los jeszcze się odwróci a jego życie będzie bajką. Wierzy w lepsze jutro. Wierzy w zmiany ... Drugi zaś jest trochę lekkomyślnym dzieciakiem. Tak właśnie, dzieciakiem. Harry jest od niego młodszy (w tym opowiadaniu też, tak? Możliwe, że gdzieś o tym pisałaś, najwyraźniej to pominęłam ;]), ale widać, że więcej wie o życiu. Ma jakąś taką 'większą dojrzałość psychiczną'. I to właśnie czyni go mądrzejszym od Louisa. Dlaczego tak stwierdzam? Louis po prostu podchodzi dość lekceważąco do wielu spraw. Ciągle imprezuje, ma na wszystko wyjebane .. I do czego go to doprowadziło? Prawie umarł ... Harry o mało co go nie stracił ... Czy wyciągnął z tego jakąś nauczkę? Absolutnie nie ... Wcześniej zapewniał Harrego, że to już przeszłość, że z tym skończył, że się zmieni ... Rozumiem złość, smutek i rozczarowanie Stylesa .. No bo w końcu należy postawić to pytanie: jak on ma mu teraz ufać? Okłamał go ... Na miejscu Harrego załamałabym się... Podziwiam tego chłopaka. Naprawdę, podziwiam. Jeśli ktoś zapyta: 'dlaczego?' odpowiadam: bo znajduje w sobie na tyle siły, żeby próbować utrzymać coś, co praktycznie się kończy .. Niesamowity jest ... Ktoś znów mógłby zacząć szukać dziury w całym i powiedzieć: 'ale przecież Harry też nie jest niewinną owieczką, bo w końcu za coś musi pracować w tym ośrodku psychiatrycznym.' . No fakt, za darmo go tam nie skierowali. Ale popatrzymy na to z innej strony: czy pobił tego faceta bez powodu? Nie ... Ten koleś sprowokował go ... Obraził jego i Louisa ... Podejrzewam, że nie byłoby sprawy, gdyby to tylko Harry (bez obecności Lou) został nazwany 'pedałkiem' ... Ale, iż Curly jest wrażliwy i troszczy się o swojego chłopaka, postanowił stanąć w obronie jego i w obronie ich miłości ... Kolejny powód, dla którego podziwiam tą postać.
    Zauważyłam, że w swoich opowiadaniach zawsze umieszczasz jakąś taką ... Tajemniczość, smutek ... Po prostu znów mam powtórkę z WUA: jestem trochę przybita po przeczytaniu rozdziału . U chłopców znów zaczyna dziać się źle i ma to też raczej kiepski wpływ na moje samopoczucie... Nie odbieraj tego źle, bo jest to charakterystyczną cechą Twoich ff i naprawdę dobrze Ci to wychodzi ;) . W końcu ludzkie życie nie jest usłane różami, prawda ? A opowiadanie powinno jak najbardziej zbliżone być do codziennego życia, z codziennymi problemami ... A przynajmniej według mnie ;p
    Ach, jeszcze jedno ważne zdanie tak od siebie:

    ANI :) MI :) SIĘ :) KURWA :) WAŻ :) ZAWIESZAĆ :) BLOGA :)

    Hahahahah, może zbyt ostro to ujęłam ;D . Kochanie, powiem ci to, co powiedziałam ostatnio mojej koleżance, która chciała usunąć bloga z powodu małego zainteresowania: Każdy człowiek ma w swoim życiu passę lepszą, lub gorszą. Prawda; przeżywamy wzloty, czasem upadki ... Ale nigdy nie należy się poddawać ... Życie, to jedna wielka niespodzianka, a ja jestem przekonana, że jeszcze kiedyś cię mile zaskoczy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (Kurcze, takie Ci tu opowiadanie walnęłam, że było za dużo znaków i cały komentarz się nie zmieścił ! xD)

      Ulubiony fragment ! ♥ : 'Na jego twarzy widziałem walkę i tą zabijającą mnie niepewność. W momencie złapał moją dłoń, przyciągnął do siebie i mocno owinął ramionami. Przymknąłem oczy pozwalając by jego ciepło otoczyło każdą komórkę mojego ciała. Odetchnąłem czując jak wszystkie złe emocje opuszczają pomieszczenie. Poza ulgą w mojej świadomości zamajaczyła nuta niepokoju o jutrzejszy dzień.'
      Informuj mnie !
      @Gabryska__99

      Usuń
  2. Pisz!
    Chociaż nie jestem Larry Shipper , ani nie lubię też ff z członkami 1D, którzy są gejami to jest to jedyne opowiadanie jakie czytam właśnie z takimi bohaterami . Mam nadzieję , że nie zawiesisz bloga , bo chyba się załamię . Masz wielki talent do pisania!
    Co do rozdziału to wyszedł Ci świetny . Długo na niego czekałam i powiem Ci , że było warto . Teraz jestem ciekawa co będzie z nimi dalej . Czy Louis się opanuje? Mam taką nadzieję .
    To jeszcze raz . Proszę , pisz dalej! Życzę Ci weny i czekam na następny, mam nadzieję szybciej pojawiający się rozdział .

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zawieszaj tego bloga!! <33
    NIE MOŻESZ!!!!! ;**

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurwa...
    Czy ja dobrze przeczytałam?
    Rozważasz zawieszenia bloga?!
    Uważasz, że jest małe zainteresowanie... Powiem Ci tak: zainteresowanie jest duuuuże. Serio. Sześć rozdziałów, prawie 5 i pół tys. wyświetleń, od chuja komentarzy pod rozdziałami (pod tym ludzie dopiero się rozkręcają c;), mnóstwo osób chce żebyś ich informowała, nominacje... Ile ludzi dało by się posiekać za coś takiego! Wiem, że są wzloty i upadki, ale gdy taki upadek nadejdzie trzeba się podnieść i iść dalej. Bo zawsze po "latach nieurodzaju" nadchodzą "lata urodzajne". ( To jest akurat porównanie z Biblii, nwm czm ale mi się skojarzyło) Dobra, może w tym wypadku nie lata tylko dni.
    A co do rozdziału... Bardzo mi się podobał. Te przemyślenia były genialne. Teraz można było za jednym zamachem dowiedzieć się co im siedzi w głowach, jakie mają podejście do tego wszystkiego. Np, Louis jak to pięknie określiłaś "lubi zamiatać problemy pod dywan", a Harry tak jak gdyby... jest "głową rodziny". Wyciągam takie wnioski, bo Lou podchodzi do wszystkiego lekceważąco, i raz prawie doprowadziło go to do śmierci. Ale czy przestał? A skąd! Ponadto zranił tym Harry'ego. Obiecywał mu, że to już się nie powtórzy a potem Hazza zastał go naćpanego w salonie...
    Sam Styles też nie jest bez winy. W końcu on wywołał bójkę. W ostateczności można usprawiedliwić to tym, że stanął w obronie Louisa i ich miłości, obrażanej przez jakiegoś typka. Ale picia w klubach nie da się usprawiedliwić...
    Bardzo podobało mi się to porównanie... A może zacytuję:
    "Jakby on był kompasem dla mojego statku. Z czasem kiedy tracił kurs ocierałem łzy, trzymałem kurczowo stery szepcząc że damy radę. Kiedy się nastawiał to znów on prowadził mnie.. Ale zaczynam czuć że brak mi siły na kolejną podróż. Tym bardziej że jego zabawa w narkotyki nie będzie wyprawą w nieznane, a zawróceniem na kurs którego obiecaliśmy sobie już nigdy nie podejmować. Oczywiście że nie jestem idealnym kapitanem.. Po prostu nie wiem czy pływamy razem już bardziej z przyzwyczajenia, czy na prawdę mamy cel. Dziwię się że jeszcze nie zatonęliśmy."
    Masz talent do pisania, więc nie przestawaj. KOCHAM Twoje opowiadanie. Dowodem na to może być fakt, że wprost nienawidzę Larry'ego. No po prostu... nie i koniec. A tu... jest Larry, dużo Larry'ego, ale nie potrafię przestać tego czytać. Sprawiłaś, że zaczynam lubić coś czego wcześniej nie znosiłam.
    Kocham to bardziej od ciasteczek, a powinnaś wiedzieć, że naprawdę je lubię :D
    Hmm, jakie porównanie.
    Bardzo się naprodukowałam, to chyba mój najdłuższy komentarz ever... o.O Także, podsumowując. Nie zawieszaj bloga, bardzo proszę <3, rozdział świetny, i czekam na next <333
    Pozdrawiam xoxox
    PS Przepraszam za przekleństwa, po prostu musiałam je napisać :c

    OdpowiedzUsuń
  5. Oni musza zerwac... Lou niszczy Harrego. Mam wielka ochote na Zarry...

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam na rozdział pierwszy opowiadania z Danem Reynoldsem, wokalistą Imagine Dragons, w roli głównej! :)
    be-my-mystery.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Jezu.... Ja się chyba zabiję jak Ty skończysz to pisać :/ Nie rób mi tego błagam! Chcę wiedzieć co będzie dalej, chcę Zarry'ego i chcę całe to opowiadanie przeczytać tak jak inne Twoje ff <3
    A ten rozdział jest taki awsakaj *.* /Jak wszystkie.
    I aż nie wiem co napisać, bo na ogół nie komentuję i nie umiem pisać długich komentarzy :p Ale lubię jak piszesz i nie krzywdź mnie i nie kończą YEAF bo go potrzebuję <333

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej jestem Natalia twój blog jest super błagam nie zawieszaj go jakbyś mogła mnie informować o nowych rozdziałach to tu jest mój twitter: @234nata z góry dziękuję :D

    OdpowiedzUsuń
  9. JEZU. CO. WŁAŚNIE PRZECZYTAŁAM WSZYSTKIE ROZDZIAŁY.I SERIO KURWA TO JEST ZAJEBISTY BLOG. NIE MOŻESZ TEGO ZROBIĆ. JEŻELI ROZWAŻASZ ZAWIESZENIE BLOGA, TO JA ROZWAŻAM UKAMIENIOWANIE CIĘ. Dobra, ale tak serio, to masz świetny styl. Serio. Widziałam wiele blogów, które nie dorastają Ci do pięt. Jako miłośniczka książek, czytam ich dużo. I serio! MASZ ŚWIETNY STYL. WIĘC BŁAGAM, NIE ZAWIESZAJ./ @foreverloveluke

    OdpowiedzUsuń
  10. Proszę nie zawieszaj bloga! Jest jednym z najelpszym i masz naprawdę świetnny pomyłs na opowiadanie! Mam nadzieję, że wkrótce doczekam się 7 rozdziału. Nie każ mi długo czekać! :)
    / @little-laadyy

    OdpowiedzUsuń
  11. Kuzwa no.. ja ..nie wiem co napisqc. Jest pierwsza w nocy i ten rozdzial jest dosc ciezki. Musze go preczyta poszkolei wtedy napisac opinie. Jedno ja pewno zrozumialam. Harry duzej z Lou nie pociagnie, a gdy juz to zakonczy, to Lou i nie pociagnie i wydaje mi sie ze ontz cos zakonczy..
    nie zawieszaj :c

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratulacje! :D
    Zostałaś nominowana do Liebster Award! C:
    Więcej informacji u mnie :)
    Pozdrawiam xoxox
    http://patrz-sercem-nie-oczami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Po 1. świetny rozdział.
    Po 2. świetny blog.
    A po 3. baaardzoo ładnie proszę nie zawieszaj, bo chyba sobie coś zrobię :/
    Czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Rewelacja!
    @lo_ve1D

    OdpowiedzUsuń