niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 5.




Nie mam pojęcia dlaczego, kiedy mówiła o nim, wyobrażałem go sobie jako dzieciaka. Jakąś upartą niemowę która nie wiedziała czego chce od życia. Kiedy go zobaczyłem moje wszystkie myśli zostały przekreślone. Był mężczyzną, co najmniej w moim wieku. Przykryty był od pasa w dół jasnożółtą kołdrą, która miała zresztą taki sam kolor jak ściany. Mulat w czarnej bokserce nie pasował do tego pokoju. Wyglądał jak zwierze w klatce z jasnym biurkiem, bez okna.. piękne zwierze. Perrie uklękła przy małym, jednoosobowym łóżku, położyła dłoń na jego ramieniu i delikatnie je ścisnęła. Szeptała kilka razy jego imię, kiedy w końcu powieki zadrżały i otworzył oczy. Były to najpiękniejsze oczy jakie kiedykolwiek widziałem. Czekoladowe z lekkimi prześwitami złota, otoczone wachlarzem długich rzęs, które teraz zroszone były łzami.. Wyglądały jednak na puste. Jakby ciepło zamknięte w tym kolorze zamarzło i zamknęło w środku całą radość. Ciemne, przydługawe włosy opadały mu na czoło, blondyna niczym matka, odgarnęła je do góry i czule wytarła dłonią jego policzki. Podniósł się na wątłym ramieniu i w jednej chwili zamarł, wpatrzony prosto w moją twarz. Poczułem jak oblewa mnie gorąco, pod wpływem jego spojrzenia, po raz pierwszy od dawna nie wiedziałem jak się zachować. Po chwili która wydawała się wiecznością przeniósł pytający wzrok na Perrie.

- Zaynie to jest Harry. - jej głos był o wiele spokojniejszy i wolniejszy, niż kiedy rozmawiała ze mną. - Mówiłam Ci, że przyjdzie dziś i będzie spędzał z wami czas przez kilka weekendów. Pamiętasz?

Chłopak pokiwał głowa i znów przeszył mnie wzrokiem. Nie wyglądał jakby się bał. Mógłbym nawet nazwać to zaciekawieniem, gdyby jego wzrok przekazywał jakiekolwiek emocje, gdyby nie był tak zimny.
Perrie odwróciła się i kiwnęła głową, żebym coś powiedział. Poczułem się jak w liceum, przy odpowiedzi.

- Ehm.. Cześć Zayn. - podszedłem bliżej i usiadłem niepewnie na skraju łóżka. - Harry Styles.

Wyciągnąłem rękę w jego kierunku ale zawisła w powietrzu. Po kilku sekundach, czując się coraz bardziej zażenowany cofnąłem ją.

- Zostawię was na chwilkę i zawołam resztę dobrze? - zwróciła się do niego, ale on nie oderwał spojrzenia od mojej twarzy. - Poznacie się, Harry pójdzie do domu a ja zaprowadzę was na śniadanie, okay?

Oczywiście nie uzyskała odpowiedzi. Chciałem ją zatrzymać i zapytać czy mogę iść z nią.. ale już jej nie było. Zniknęła zamykając drzwi a ja nie miałem pojęcia jak się zachować. Nigdy nie miałem problemów z poznawaniem nowych ludzi, ale to było co innego. Miałem dar do podtrzymywania nawet niezręcznych konwersacji ale.. to zmieniało postać rzeczy, kiedy on się nie odzywał. Przyjrzałem się dokładnie jego twarzy. Wyraźnie zarysowane kości policzkowe pokryte lekkim zarostem, spierzchnięte wargi i idealnie prosty nos.. Wszystko mimo nieznacznych oznak zaniedbania było piękne. Jednak nie tak piękne jak jego oczy. Poczułem ogromną chęć nadania im choć odrobiny ciepła. Zauważyłem że przygląda się moim tatuażom. Wyciągnąłem rękę w jego stronę tak, żeby mógł je zobaczyć lepiej. Kątem oka zarejestrowałem, że kiedy to robiłem gwałtownie poruszył się i minimalnie cofnął. Gdy ponownie skierowałem wzrok na niego z zafascynowaniem badał wzory na mojej skórze. Nie wiem ile to trwało ale ręka zaczęła mi już drętwieć, kiedy nagle wysunął nogi spod kołdry i podszedł do biurka. Miał na sobie luźne spodenki i wiszącą koszulkę, przez co jego ciało wydało mi się chorobliwie szczupłe. Był wysoki i wyglądał trochę jak wieszak.
Przyglądałem się jak szuka czegoś w szufladzie i po chwili wyjmuje czarny flamaster. Podszedł do łóżka i usiadł bliżej mnie. Kiedy jego dłoń dotknęła skóry mojej prawej ręki przeszył mnie dreszcz. Jego palce jakby wywołały delikatne kopnięcie prądem, które przyjemnie rozeszło się po całym ciele. Jego zimne dłonie nakreśliły coś flamastrem łaskocząc mnie po przedramieniu. Uśmiechnąłem się widząc z jakim skupieniem malował czarne zawijasy. Było to dla mnie trochę zabawne ale co miałem zrobić? Kiedy skończył ponownie się odsunął i nakazał mi spojrzeć. Zatkało mnie. W kilka minut idealnie odwzorował na prawej ręce tatuaż, któremu wcześniej przyglądał się na mojej lewej ręce. Odłożył flamaster i usiadł z powrotem obok.
Nie zdążyłem skomentować dzieła chłopaka, obu nas wystraszyły otwierające się drzwi. Podskoczył na swoim miejscu jakby przyłapano go na czymś złym. Pierwsza do pomieszczenia weszła Perrie. Za nią Rudy chłopak z niezbyt zadowolonym wyrazem twarzy. Jego ręce pokryte były kolorowymi tatuażami, wyglądał na względnie normalnego.. Jak i dziewczyna która zgarbiona stanęła w rogu, jak najbliżej drzwi. Blade cienie pod oczami i rozczochrane, kręcone włosy sprawiły że wyglądała na bardzo zmęczoną. Jej wystające kości sprawiły że chciało mi się wymiotować. Do pokoju weszła jeszcze jedna osoba, przez co wydał się być przytłaczająco mały... Zajęło mi kilka sekund zanim ją rozpoznałem. Drobna szatynka z szerokim uśmiechem, jako jedyna posiadająca kolorową piżamę z całej czwórki pacjentów... znałem ją. Kilka miesięcy temu byliśmy w jednym z klubów na przedmieściach. Straszna melina, wszyscy pod wpływem każdego znanego środka odurzającego... i ładna, mała osóbka z przesadnym makijażem, na środku parkietu. Rozmawialiśmy o niej z Louisem. Była nieźle ubrana, fajnie się ruszała.. stwierdziliśmy że gdybyśmy mieli być hetero, byłaby zdecydowanie tą którą chcielibyśmy mieć. Widzieliśmy też jak jakiś facet dosypuje jej czegoś do drinka. Widzieliśmy jak go wypija i po chwili mdleje. Widzieliśmy jak dwóch kolesi wyprowadza ją niekontaktującą z klubu. Kiedy wyszliśmy zapalić słyszeliśmy jej głos, szarpanie się... Dlaczego żaden z nas nie zareagował? Proste. Stwierdziliśmy że to nie nasza sprawa. Zignorowaliśmy to bo tak było wygodniej, bo nie miałem ochoty na bójkę, bo byliśmy zajęci sobą... co Perrie o niej powiedziała? Depresja i próba samobójcza? W tym momencie odczułem fizyczny ból z jakim poczucie winy i wyrzuty sumienia przygniotły moje barki. Uśmiechała się szeroko kiedy spojrzałem jej w oczy. Byłem przekonany że mnie nie pamięta. Że nie pamięta co się wtedy stało. Ale wyszła z tego tak? Wypisują ją niedługo prawda? To nie była moja wina? W jej oczach nie mogłem doszukać się żadnych oznak złości, czy żalu skierowanego do mojej osoby, ale nie wytrzymałem długo jej spojrzenia. Po raz pierwszy zobaczyłem co dzieje się z osobami którym ktoś coś kiedyś zrobił. Ile dziewczyn potraktowanych przeze mnie jak szmaty załamało się? Ilu kolesi trafiło do szpitala po tym jak ich pobiłem? Poczułem jak oczy zachodzą mi mgłą. Głos rudego mężczyzny przypomniał mi gdzie się znajdowałem:

- On Cię nie lubi. - powiedział zwracając moją uwagę. Patrzył na mnie pogardliwie. - On wie że kłamiesz i nie chce żebyś tu był.
- Ehm.. - zmieszałem się. - kim jest on i dlaczego tak twierdzi?
- Ma wiele imion. - zmrużył oczy i spojrzał na mnie tak intensywnie że po plecach przebiegł mnie zimny dreszcz.- Wie dlaczego tutaj jesteś, nie oszukasz go, powiedział mi.
- Ed.. Ed! - Perrie podeszła do niego i złapała go za ramiona widząc że chłopak idzie w moją stronę. - Co Ci mówiłam? Masz z nim nie rozmawiać, masz go nie słuchać, tak? - rudy zaczął się szarpać a dziewczyna napierając na niego zaczęła wyprowadzać go z pokoju. - Mam znów przypiąć Cię do łóżka na cały dzień? - dodała stanowczo i opuściła pomieszczenie, a za nią wyszła jak cień wysoka dziewczyna.

W pomieszczeniu nastała cisza a ja zacząłem analizować to co właśnie się stało. Czy Ed mówił mi o osobie którą widzi? Byłem skołowany, szczególnie kiedy spojrzałem na łóżko Zayna i dostrzegłem przyczepione do ramy, coś na kształt kajdanek. Wszystko wyglądało jak w hotelu, ale takie małe rzeczy jak klucze do szafy, łazienki i przypinanie do łóżka przypomniało mi gdzie jestem i z jakimi ludźmi mam do czynienia. Drobna szatynka przerwała ciszę podchodząc do mnie z wyciągniętą ręką:

- Cher. - posłała mi szeroki uśmiech i usiadła obok.
- Harry. - uścisnąłem jej małą dłoń czując się skrępowany.

Na łóżku było na prawdę mało miejsca więc kiedy ona usiadła blisko mnie zmuszony byłem nieco przesunąć się w stronę Zayna. Nasze ramiona dotknęły się i chłopak jak oparzony poderwał się z miejsca. Stanął pod ścianą, po drugiej stronie pokoju i spojrzał na mnie z wyrzutem. Westchnąłem. To będą bardzo długie trzy miesiące. Nie chcąc siedzieć w kompletnej, niezręcznej ciszy zacząłem:

- Słyszałem że niedługo wychodzisz Cher.
- Tak. - uśmiechnęła się jeszcze szerzej. - Dokładnie trzydzieści siedem dni. Miałam wyjść trzy dni temu ale znowu się pocięłam i kazali mi zostać dłużej. - Dziewczyna pokazała mocno czerwone nacięcia na udzie podwijając piżamę. Zdziwiło mnie to że mówiła to tak wesołym tonem. Naćpali ją czy co? - Już się nie mogę doczekać.

Przeniosłem wzrok na Malika. Na jej słowa jakby skulił się i westchnął. On nie chce żeby odchodziła. Nic dziwnego. W czterech ścianach ciszy można zwariować kiedy nie ma się tak szczerego uśmiechu obok.

***

Wysiadłem z taksówki pod piekarnią. Było po czternastej ale byłem niemal pewny że Loui jeszcze śpi. Nic nie było w stanie wyrwać go z łóżka w wolny dzień, z wyjątkiem mnie. Postanowiłem udać się po jego ulubione rogaliki z ciasta francuskiego, z wiśniowym nadzieniem. Były one tylko w tej piekarni ale opłacało się icś pieszo kilka ulic, żeby zobaczyć jego uśmiech. Poprosiłem niską brunetkę o zapakowanie ich do torebki termicznej i podałem jej dokładnie wyliczone sześć pięćdziesiąt dziewięć. Niebo znacznie się wypogodziło więc szedłem rześkim krokiem w stronę naszego mieszkania. Musiałem pooddychać i pomyśleć o wszystkim co się dziś wydarzyło. Oczywiście że nie zapamiętałem planu dnia który przedstawiła mi Perrie. Jestem pewien że jutro będę zmuszony pytać moich podopiecznych 'co dalej' i liczyć na to, że dotrze do nich co mówię. Dziwnie było oswoić się z uczuciem, że będę musiał dosłownie zajmować się osobami w moim wieku. Pewnie przez te trzy miesiące nie zdążę się przyzwyczaić. Chyba nawet nie zamierzałem. Przemęczę te kilka weekendów i będzie po wszystkim prawda? Będę mógł zdjąć obrzydliwy biały kitel i zapomnieć o tym jak bardzo niekomfortowo czuję się z myślą że są oni traktowani jak wyszkolone pieski. Perrie tak bardzo przestrzegała mnie przed ostatnim piętrem... na prawdę myśli że obchodzi mnie to co robią tam chorym psychicznie ludziom? Jakbym nie miał dość problemów. Poczułem jak identyfikator który mam pokazywać w recepcji ciąży mi w kieszeni spodni. Cały tydzień zapierdzielania za marne grosze a w weekend zamiast odpocząć ze swoim chłopakiem chodzenie do psychiatryka. I to za uderzenie jakiegoś idioty któremu się należało? Nie wystarczyło że z zajścia wyniosłem kilka pokaźnych siniaków na żebrach? Będę musiał znosić humory Eda ciągle mówiącego o 'kimś', uważać na to żeby nic nie wywołało paniki u Lokatej Danielle, domyślać się o co chodzi Milczkowi Malikowi i znosić wyrzuty sumienia za każdym razem kiedy spojrzę na Cher. Zajebiście. Ciągle miałem w głowie widok jej nadgarstków i przedramion pokrytych głębokimi bliznami. Nie powiem o tym Lou. Wiem że by się tym zamartwiał a już wystarczy że ma na głowie mnie i teraz jeszcze cały dom bo nie mam czasu mu pomagać nawet w głupim sprzątaniu. Otworzyłem drzwi do mieszkania z trudem trafiając w zamek. Byłem tak zamyślony, że próbowałem dostać się do domu używając klucza do szafki w której trzymałem ubrania robocze, w hurtowni. Cieszyłem się na myśl o spędzeniu popołudnia z Lou, wiedząc że nie będziemy mieć takiej okazji przez najbliższe trzy miesiące. Mój entuzjazm zszedł do zera gdy tylko przekroczyłem próg. Dym papierosowy przydusił mnie swoją intensywnością. Ile razy mówiłem mu żeby otwierał okna jak pali w domu? Dziwne było to, że już nie spał, ale jeszcze bardziej zdziwiło mnie kilka głosów dobiegających z salonu, ledwo słyszalnych przez ostre dźwięki muzyki. Poczułem jak iskra gniewu rozpływa się po moich żyłach. Rzuciłem torebkę z rogalami na stół w kuchni i udałem się w kierunku salonu. Nie byłem zbytnio zaskoczony tym co zobaczyłem. Nie zdarzyło się to po raz pierwszy, ale też nie widziałem go takiego od kilku miesięcy. Nie żebym należał do czystych, wszystko jest dla ludzi.. On nadużywał wszelkiego rodzaju substancji odurzających, które były nie do końca bezpieczne co mnie martwiło. A myślałem że tylko zdaje mi się, że był wiecznie zmęczony i rozdrażniony w ostatnim czasie. Minęła chwila zanim wzrok przyzwyczaił mi się do wszechobecnego dymu. Pokój wyglądał jakby przeszło tutaj tornado. Wszędzie walały się skrawki ubrań, niedogaszone pety wypalały dziury w mocno wysłużonym już dywanie a butelki na komodzie piętrzyły się, niektóre rozbite. W całym tym bałaganie, przy szklanym stoliczku klęczała Eleanor, wciągając białą kreskę przez zrolowany banknot. Jej kabaretki były podarte, wysokie buty rozsunięte, skórzany gorset poluzowany a czarne, mocno pomalowane oczy zdradzały jej stan. Bordowa szminka na ustach dziewczyny była rozmazana, włosy potargane... wyglądała okropnie. Niall siedzący obok nie odbiegał od niej zbytnio. Ramiona pokryte tatuażami oplatały talię Calder a przymknięte powieki sprawiały wrażenie głębokiego snu. Louis leżał na brązowej kanapie z butelką taniego wina w jednej ręce i skrętem w drugiej. Zdawał się mnie nie zaóważć. Widziałem po jego nieobecnym wyrazie twarzy że nie wie pewnie gdzie się znajduje. Wiedziałem że przez te kilka godzin mojej nieobecności zdążył wciągnąć w cholerę tego świństwa. Podszedłem do niego i spojrzałem z góry. Nie zareagował. Cała trójka była tej chwili w innym świecie. Otworzyłem okna w całym mieszkaniu, odłączyłem pokaźnych rozmiarów głośnik i westchnąłem. Jak mógł? Czułem jak się we mnie gotuje kiedy zbiegałem po schodach. Nie wiem jak do niego dotrzeć. Wykręciłem numer Liama i po chwili byłem w taksówce.

- Wpraszam się na obiad.


______________________________________________________________


Przepraszam że nie było mnie tutaj tak długo. Staram się przebrnąć przez te rozdziały jak najlepiej potrafię i niczego bardzo nie spieprzyć. Co myślicie o pojawiających się bohaterach? Muszę sobie wszystko dobrze rozplanować, co będzie dalej, dlatego nie obiecuje pojawiania się rozdziałów co tydzień.

Ten rozdział jest dla Martyny J. i Joshy. ♥

+ jeśli chcesz być informowana o rozdziałach zostaw nazwę twittera w komentarzu.

dziękuję xx

8 komentarzy:

  1. Zajebiste! Cudowny rozdział! Mam nadzieje, że szybko dodasz następny xD Cały czas sprawdzałam, czy nie dodałaś nowego i sprawdzam a tu BUM i nowy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne! Szczerze, gdy zobaczyłam, że dodałaś rozdział miałam ochotę skakać po całym domu :D Codziennie sprawdzałam, czy nie ma nowego o.O Fantastyczny rozdział, przedstawianie bohaterów wychodzi Ci świetnie c: No po prostu... wow :) Uwielbiam Cb i tego bloga c;
    Pozdrawiam xoxox

    OdpowiedzUsuń
  3. Już wiesz co sądze, ale jeszcze raz napisze kc za dedykacje <3333333333

    OdpowiedzUsuń
  4. Louis ... Jak on mógł :c . Boże, Harry tak bardzo cieszył się na to jedno, pieprzone popołudnie spędzone ze swoim chłopakiem .. A on to wszystko po prostu zjebał .. Mam ochotę mu przywalić, chociaż wiem, że to tylko opowiadanie .
    Harry .. Kurcze, ma niełatwe zadanie . Praca w psychiatryku, to chyba nie jest to, czym chciałby się zajmować .. Ale i tak teraz nie mam w głowie tej całej pracy, ale jego przykry stan po tym, co zastał w domu .. Kurna, jak poszedł kupić Tomlinsonowi te rogaliki, bo 'to jego ulubione', to moje serce aż drgnęło .. Styles jest zbyt kochany ;) . Wielce zadowolony z siebie wraca do domu, jeszcze w między czasie ustala sobie w myślach, że nie powie chłopakowi o tym, jak ciężkie życie mają ludzie z jego pracy, bo nie chcę go denerwować, i wchodząc do domu zastaje co ? Najebanego i naćpanego chłopaka, śpiącego kumpla w prawdopodobnie takim samym stanie, w jakim znajdował się jego chłopak oraz wciągająca krechę dziewczyna kumpla .. Która prawdopodobnie wyglądała jak ostatnia dziwka oO (przepraszam, ale właśnie tak ją sobie wyobrażałam .. Wiesz, ten gorset .. Kabaretki .. Rozmazany makijaż .. Roztrzepane włosy ..) . Nie dziwię się Harremu . Na jego miejscu też bym się wkurzyła i wyszła ..
    Zayn .. Humm, ten człowiek jak na razie jest dla mnie tajemnicą . Tak bardzo chciałabym dowiedzieć się, co ukrywa . Co się z nim stało ? Dlaczego nie mówi ? Zaintrygował mnie i to poważnie . Mogę też dodać na jego temat tyle, że już prawdopodobnie uwydatnia nam się jego talent ;) . Trochę skojarzyło mi się to z Mozartem, geniuszem muzycznym .. Człowiek, który po usłyszeniu danej melodii potrafił ją idealnie odwzorować .. Tak samo zrobiła Zayn z tatuażem Hazzy : )
    Ulubiony fragment ! ♥ : 'Nie powiem o tym Lou. Wiem że by się tym zamartwiał a już wystarczy że ma na głowie mnie i teraz jeszcze cały dom bo nie mam czasu mu pomagać nawet w głupim sprzątaniu. [...] Cieszyłem się na myśl o spędzeniu popołudnia z Lou, wiedząc że nie będziemy mieć takiej okazji przez najbliższe trzy miesiące.' - zapewne zauważyłaś, ale moimi ulubionymi momentami zawsze są te, w których mamy choć nutkę Larrego ;))
    Informuj mnie ! x
    @Gabryska__99

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazazazazazazazazazayn! W końcu jest Zayn:)
    Boże już sobie wyobrażam jak oni obok siebie siedzą i jak Zayn rysuje :3
    Hahaha jaki Ed xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Ohh, dostałam dedykację <3
    Czekałam na ten rozdział i czekałam. Cieszę się, że w końcu dodałaś Babe. Rozdział nie jest nudny głupku, wprowadzasz bohaterów no! W ogóle ta sytuacja z Cher, nie spodziewałam się czegoś takiego. Jest dobrze i wierzę, że będzie jeszcze lepiej. Kc xoxo

    OdpowiedzUsuń
  7. GRATULACJE! Zostałaś nominowana do 1D Awards w kategorii: Najlepszyeopowiadanie 'slash'! Więcej informacji znajdziesz na stronie www.1d-awards.blogspot.com - Nie zapomnij powiadomić swoich czytelników! Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwszorzędny :3
    @lo_ve1D

    OdpowiedzUsuń