sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 4.




- Louis wyłącz to cholerstwo. - mruknąłem w poduszkę.

Usłyszałem jęk niezadowolenia. Pochylił się nade mną i sięgnął po mój telefon brzęczący niemiłosiernie. Kiedy dźwięk ucichł opadł z westchnieniem na poduszki. Planowałem na powrót wyłączyć świadomość swoich myśli, ale dłoń Louisa gładząca powoli moje plecy to zniweczyła. Poczułem jego usta na policzku i zdecydowałem porzucić ciemność, otwierając oczy. Uśmiechnąłem się na jego widok i już chciałem go pocałować kiedy odsunął się z poważną miną. Zajęło mi dłuższą chwilę zanim zrozumiałem dlaczego tak wymownie na mnie patrzy i po co nastawiłem budzik na siódmą, w sobotę. Jęknąłem i zakryłem się kołdrą.

- No dalej Harry. - odkrył mnie i trącił w ramię. - Nie musiałbyś tego robić gdybyś sobie nie zapracował. Teraz wstawaj.
- Sugerujesz że powinienem odpuścić temu kutasowi za obrażanie nas? - spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
- Sugeruję, że musisz nauczyć się nie przejmować takimi błahostkami. - słysząc to prychnąłem, wpatrując się w sufit. - Albo nie całować mnie w miejscach publicznych i po problemie.
- O nie, to ja już wolę się bić. - skomentowałem z krzywym uśmiechem.

Lou również się zaśmiał a ja widząc, że poprawił mu się humor wykorzystałem to i skradłem słodki pocałunek. Lekko mnie odepchnął ale bycie na powrót poważnym mu nie wyszło. Znów go pocałowałem, tym razem dłużej.

- Hazz.. Ehm.. Styles do jasnej idź już! - uderzył mnie poduszką.

Ze śmiechem wygramoliłem się z łóżka i zostawiając mojego aniołka w pościeli wyszedłem z pokoju. Musiałem zmierzyć się z konsekwencjami swoich czynów, a konkretniej z wyrokiem.

***

Pogoda była tak beznadziejna, że jeszcze bardziej odechciewało mi się wszystkiego. Kiedy stanąłem przed drzwiami szpitala, otrzepując mokre włosy z kropel deszczu, zacząłem pluć sobie w brodę że się na to zgodziłem. Cholera. Szpital psychiatryczny. Te dwa słowa wywoływały u mnie niechęć i dreszcze, a co dopiero myśl o pracowaniu w takim miejscu. Właściwie miałem do wyboru jeszcze schronisko dla zwierząt, ale nie znoszę wszelkiego rodzaju futrzaków i pewnie by przy mnie pozdychały. Co miałem zrobić?
Przez najbliższe trzy miesiące każdy weekend będę spędzał z ludźmi którzy nie potrafią żyć w społeczeństwie i prawdopodobnie nie wiedzą co się z nimi dzieje, na dodatek zupełnie za darmo. Genialnie.
Przeszedłem przez drzwi, z każdą sekundą coraz bardziej żałując.
Od razu jednak zauważyłem, że to miejsce różni się od tego, co widziałem w filmach. Owszem, budynek był na obrzeżach miasta, z zewnątrz szary, brzydki, zimny.. Sam nie wiem czego się spodziewałem. Podrapanych ścian, rozwalających się łóżek i czołgających się po podłodze psycholi? Wyglądał w środku jak całkiem normalny szpital. W niewielkim holu z uśmiechem przywitała mnie kobieta w białym kitlu. Podszedłem do niej niepewnie, trochę się denerwując. Nie chciałem tutaj być. Zapytała czy przyszedłem w odwiedziny, jednak kiedy usłyszała jak się nazywam jej uśmiech nieco się zmniejszył. Wystukała coś na komputerze, poprosiła mnie o dowód osobisty i kazała przejść do pokoju, pierwsze drzwi na lewo. Idąc tam modliłem się, żeby ten dzień się już skończył. Co ja właściwie miałem tutaj robić? Uchyliłem drzwi które wskazała mi kobieta z recepcji i z lekkim zawahaniem przekroczyłem próg. Przestudiowałem pomieszczenie w kilka sekund. Pod ścianą znajdowało się coś na kształt szafek szkolnych z numerkami, w kilka z nich powtykane były kluczyki. Na kolejnej ścianie było mnóstwo metalowych wieszaków, nad każdym z nich przyklejona tabliczka z nazwiskiem. Zbyt dużo porządku, jak dla mnie.

- Ty jesteś Styles?

Dobiegł mnie damski głos. Skierowałem wzrok w jego kierunku i dostrzegłem blondynkę, również w białym kitlu. Lśniące włosy opadały jej na ramiona, duże, niebieskie oczy wpatrywały się we mnie wyczekująco. Mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że była piękna. Co taka osoba robi w psychiatryku? Patrzyłem na nią chyba przez zbyt długą chwilę, bo znacząco odchrząknęła i skrzyżowała ręce na piersi.

- Harry Styles? - ponowiła pytanie.
- Ehm. Tak, to ja. - odpowiedziałem w końcu, zamykając drzwi za sobą.
- Nie powiem, spadasz mi z nieba. - zaczęła odwracając się w stronę szafek. - Awansowałam na kierowniczkę działu intensywnej terapii i nie mogę już poświęcać tak wiele czasu stałym pacjentom. Musiałam przekazać ich innej kobiecie której właściwie nie darzę sympatią, ale ona nie ma czasu w weekendy i.. Właściwie nie uśmiechało mi się na początku że będzie to ktoś taki, no wiesz, za karę. - przekręciła kluczyk w jednej z szafek i zaczęła czegoś szukać. - Ale lepsze to niż nic. Wolontariuszy brak a ktoś musi się nimi zająć. Właściwie nikogo tutaj nie obchodzi dlaczego się tu znalazłeś. - wyjęła jakiś pakunek i wręczyła mi go. - Nikt nie pali się do pracy z takimi ludźmi. Byłoby miło gdybyś jednak pacjentom nie mówił dlaczego tutaj jesteś, może być im przykro. Przebierz się i powiem Ci co i jak.

Mówiła tak chaotycznie, że mało co zrozumiałem z jej małego monologu. Jedyne na czym skupiałem teraz wzrok był biały, zwinięty kubrak który trzymałem w dłoniach.

- Mam to założyć? - zapytałem z niedowierzaniem.
- Tak? - obrzuciła mnie krytycznym spojrzeniem i wskazała kotarę po drugiej stronie pomieszczenia.

Westchnąłem i poszedłem w tamtym kierunku. Tylko trzy miesiące. Tylko trzy miesiące. Wytrzymasz. Sam sobie na to zapracowałeś. Przebrałem się i schowałem do szafki swoje rzeczy, kluczyk wsuwając do kieszeni. Nie miałem lustra ale byłem pewien że wyglądam w tym wdzianku jak idiota. Spojrzałem na blondynę wyczekująco. Uśmiechnęła się krzywo i zapytała:

- Mógłbyś ściągnąć te bransoletki z ćwiekami i łańcuszek?
- Dlaczego miałbym to zrobić? - czułem jak podnosi mi się ciśnienie. Może jeszcze niech każe mi wyjąć kolczyki i zakryć tatuaże.
- Harry będę z Tobą szczera. - jej głos nagle z zupełnie obojętnego, zmienił się na przecięty nutą emocji. - Każda osoba mieszkająca w tym budynku średnio kilka razy dziennie zmaga się z myślami samobójczymi. Nie chcę dostarczać im pokusy. Dla Ciebie to zwykły łańcuszek, nawet nie zauważyłbyś jego nieobecności, dla nich to przyrząd do.. Ehm.. Nie pytaj jak to robią. - uciszyła mnie gestem, widząc że otworzyłem usta.

Nie powiem, trochę mnie to zaintrygowało. Z Louisem robiliśmy różne głupie rzeczy ale na myśl o śmierci każdego ogarniało to uczucie. Nie zniósłbym gdyby coś mu się stało, gdyby coś sobie zrobił. Wiele razy kogoś pobiłem, nigdy nie zastanawiałem się co dzieje się z nimi później, czy ich boli, miałem to gdzieś. Z jej słów wynikało, że będę musiał zmierzyć się z koszmarem innych. Nie podobało mi się to.
Wykonałem polecenie, odkładając wszystkie 'niebezpieczne' przedmioty do szafki z numerem siedemnaście.

- Ah, zanim pójdziemy.. - dziewczyna wyciągnęła rękę w moją stronę. - Perrie. Miło poznać.
- Mnie również. - Uścisnąłem dłoń nie siląc się na wymuszony uśmiech. Skłamałem. Wolałbym poznać ją w innych okolicznościach, jeśli już. - To... co mam robić?
- Z racji tego, że będziesz tutaj tylko przez weekendy.. - zaczęła związując włosy w kucyk. - Na pewno nie będziesz miał wstępu na ostatnie piętro. Tam znajdują się przypadki podlegające intensywnemu leczeniu, osoby które przysyłają tutaj ze szpitala, wiesz, na terapie fizyczne, chemiczne i tego typu rzeczy. Przy kluczach masz kartę którą uruchamiasz windę, jeśli jej zapomnisz możesz utknąć więc lepiej miej ją przy sobie. Jeśli zobaczysz że ktoś chce się tam dostać i nie jest w białym kitlu od razu kogoś poinformuj. - kiwnąłem głową zapamiętując wszystko. - Mamy tam różne przyrządy, czasem agresywne osoby którym nic nie pomaga, więźniów.. Mniejsza o to. Twoim zadaniem przez cały ten czas będzie zajmowanie się kilkoma osobami, które Ci przydzielę. Myślę że dziś tylko oprowadzę Cię po budynku, poznasz te osoby i będziesz mógł pójść do domu, ale już jutro zarezerwuj sobie cały dzień, okay? Jak pewnie wiesz, mam zdawać raporty na komisariacie, więc nie ma wykręcania się, to prace społeczne które masz wykonać. - dodała poważnym głosem.

Czułem się co najmniej dziwnie pouczany przez kobietę która była w moim wieku. Dlaczego taka piękna dziewczyna pracuje w takim miejscu? Na dodatek opowiada o wszystkim, jakby na prawdę to kochała. Nie zrozumiem.

- Co rozumiesz przez zajmowanie się? - czułem że już opuszcza mnie reszta energii jaką miałem włożyć w tą pracę.
- To po kolei.. - wsiedliśmy do windy, wcisnęła pierwsze piętro i z obszernych kieszonek białego wdzianka wyjęła coś na kształt notatnika. - Przychodzisz wcześniej, przebierasz się, punkt ósma ich budzisz..
- Przecież nie muszą iść do szkoły ani pracy, nie dacie się im wyspać? - prychnąłem.
- Niektórzy są tutaj od lat, taki plan dnia mają zakodowany w głowie, do tego się przyzwyczaili więc proszę, niczego nie zmieniaj, bo zaraz i tak Cię tutaj nie będzie rozumiesz? - w jej głosie usłyszałem lekką nutę irytacji. Służbistka. - Dalej.. Jutro dostaniesz kilka dodatkowych kluczy więc słuchaj uważnie i nie pogub się w niczym. Każdy pacjent ma swój mały pokój. W każdym pokoju znajduje się tylko łóżko, szafka nocna w której trzymają swoje rzeczy, biurko i szafa, która jest zamknięta. Klucz będziesz miał Ty. Wybierasz w co mają się ubrać, zamykasz szafę. Na razie rozumiesz?
- Dlaczego nie mogą sami sobie wybrać? - wszystko wydawało mi się wręcz absurdalne. Nie uzyskałem jednak odpowiedzi na pytanie.
- Wychodzisz z pokoju, dajesz im dwadzieścia minut na ubranie się, w tym czasie idziesz do następnej osoby. Nie pytaj dlaczego aż tyle czasu. Niektórym nawet to nie wystarcza, ale jeśli ktoś będzie robił problemy idziesz do mnie kierowniczki piętra.

Wysiedliśmy z windy. Na tym piętrze było już mniej szaro. Długi korytarz bardziej przypominał hotelowy niż szpitalny. Brązowy dywan, brzoskwiniowe ściany.. Po jednej stronie znajdowały się dziesiątki drzwi z numerkami, na przeciwko nich przez duże łuki dostrzegłem pomieszczenie przypominające szkolną stołówkę.

- Tutaj zabierasz ich na śniadanie. Wtedy się oddalasz, czytasz sobie książkę, możesz coś zjeść, porozmawiać przez telefon, cokolwiek, byle mieć ich cały czas na oku. Pamiętaj, obserwujesz tylko swoich podopiecznych. Innymi się nie interesuj.
- Czyli.. jestem ich opiekunem cały ten czas? A jeśli mnie nie polubią albo będą mnie denerwować?
- Nie każę Ci się z nimi zaprzyjaźniać. Toleruj ich, wiesz że są inni. - minęliśmy drzwi stołówki i poszliśmy dalej. - Tutaj jest "Kreatywny pokój." - wykonała cudzysłów w powietrzu.
- Co za kretyńska nazwa. - skomentowałem. Zgromiła mnie wzrokiem i tłumaczyła dalej.
- Od dziesiątej do czternastej obowiązkowo przebywają tutaj. Możesz korzystać ze sprzętów, ale pamiętaj zawsze sprawdzaj co robią. Jeśli ktoś nie będzie chciał zająć się niczym.. po prostu odpuść. Możesz zachęcić do czegoś, ale niektórzy po prostu się wyłączają i nic nie zrobisz. Mamy materace, jeśli ktoś zaśnie budź co godzinę. Normalnie są tutaj nauczyciele i inne osoby, w weekendy mają wolne i zostają tylko opiekunowie, czyli również Ty. Wszędzie oprócz ich pokoi są kamery.

Te wszystkie zasady są chore. Jakby byli jakimiś pieprzonymi, wytresowanymi zwierzętami. Zrobiło mi się niedobrze.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Było dużo większe niż stołówka. Wydzielona część z instrumentami, stoliki z kredkami, przyborami (czy nie wspominała o ograniczeniu niebezpiecznych przedmiotów?) jakieś kosze z zabawkami.. o ile się orientuję nie jest to klinika dla dzieci ale po tym co mówi Perrie wnioskuję że niektórzy mają umysł pięciolatków. Była też pokaźnych rozmiarów biblioteczka, telewizor, komputer, wygodnie wyglądające fotele i inne bzdety.. Jak w szkolnej świetlicy.
Jedna ściana była widocznie inna od tych pomalowanych na pastelową zieleń. Jakby najtańszą białą farbą ktoś zamalował rysunki.

- Co tutaj się stało? - wskazałem na ścianę.
- Ehm.. Mamy tutaj takiego chłopaka.. Ma na imię Zayn. Będziesz zajmował się między innymi nim. Jest artystą. Mieszka tu od bardzo dawna, jak zgłosiłam się do wolontariatu już tutaj był.. - w jej oczach zauważyłem że nie traktuje go jak zwykłego pacjenta. - Z racji tego, że przez te lata nie dostrzegliśmy poprawy podejrzewam, że zostanie w swoim pokoju do końca życia. Zauważyliśmy że interesuje się rysowaniem, graffiti.. Głównie z mojej inicjatywy udostępniliśmy mu tę ścianę. - Uśmiechnęła się na wspomnienie czegoś. - Żebyś widział jego minę kiedy go o tym poinformowałam.
- Co powiedział? - zainteresowało mnie. Sposób w jakim Perrie mówiła o chłopaku sprawił, że zaczął mnie ciekawić. Tak, mnie, jakiś dzieciak.
- Nic. - żachnęła się, jakbym go obraził. - Zayn nie mówi. Przysłali go tutaj cztery lata temu, od tego czasu nie odezwał się ani słowem. Nie mam pojęcia co się stało, właściwie chyba nikt nie wie. On jest.. Proszę Cię Harry. - poczułem się dziwnie że dopiero poznana osoba zwraca się do mnie takim tonem. - Bądź dla niego dobry. Czasem sama boję się do niego nawet odezwać bo wydaje się być jak z porcelany. Nie skrzywdź go.
- Wiesz że nie jestem barankiem bożym, dlaczego mi go przydzielasz?
- Oddaję Ci pod opiekę wszystkie osoby którymi sama się zajmowałam, ze wskazaniem na Zayna.

Westchnąłem. Nie chciałem nic zrobić temu dzieciakowi, jak i nikomu innemu tutaj. Gdyby nie fakt że cholernie nie chcę tu być i na samą myśl o wstaniu jutro robię się wkurzony.. może ryzyko 'skrzywdzenia' go byłoby mniejsze. Muszę odepchnąć wszystkie te myśli. to tylko trzy miesiące. Kilka weekendów. Uśmiechnij się i jakoś to przeżyjesz. Z zamyślenia wyrwał mnie znów służbowy głos blondyny:

- O czternastej jest obiad, później prowadzisz ich do swoich pokoi. Tam mogą robić właściwie co im się podoba, ale przeważnie siedzą i wpatrują się w ścianę, albo z kimś rozmawiają.
- Rozmawiają? A nie mają czasem siedzieć sami w tych pokojach? - zdziwiłem się.
- Styles, jesteś w psychiatryku. - zaśmiała się - tutaj każdy rozmawia z kimś, czymś, kogoś widzi, krzyczy..
- Albo nie mówi, jak Zayn. - dokończyłem za nią.
- Dokładnie... - Znów wsiedliśmy do windy i nacisnęła kolejne piętro. - Do godziny szesnastej mają czas dla siebie, ale co dwadzieścia minut sprawdzasz co się u każdego dzieje, pytasz jak się czują itp. Cher na pewno będzie chciała żebyś u niej został, oczywiście możesz się zgodzić i porozmawiać z każdym, ale kiedy sprawdzisz co u innych. O siedemnastej znów do stołówki na kolację. Tam pielęgniarka roznosi też leki każdemu z osobna więc nie wtrącaj się, masz wtedy chwilę na cokolwiek innego.
- Cher? - przerwałem jej.
- Dziewczyna trafiła tutaj cztery miesiące temu, ale podejrzewam że niedługo ją wypiszą. Na początku miała głęboką depresję, próba samobójcza.. Teraz to wulkan energii, ze wszystkimi rozmawia, opowiada dziwne historie, zawsze chce coś robić, jest prze miła. W jej przypadku terapia podziałała.
- Dlaczego się tutaj znalazła?
- Harry wybacz, ale jeśli ona sama Ci nie powie, ja nie mogę. - skinąłem głową i zacząłem się zastanawiać co takiego mogło się stać. - Skoro już jesteśmy przy osobach... Masz tutaj rozpiskę. - podała mi kartkę na której widniały nazwiska i numerki drzwi. Wszystkie obok siebie. - Zayn, Cher, Danielle i Ed. Wszyscy w tym samym przedziale wiekowym, obok pokoje.. Możesz mieć problem z Danielle.
- Dlaczego?
- Sama nie mogę się z nią dogadać a jest tutaj już od roku. Mówiąc prosto, twierdzi że wszyscy chcą ją zabić, nie ufa nikomu, boi się dotknąć kogokolwiek.. Przygotuj się na to, że każe Ci sprawdzać czy jej jedzenie nie jest zatrute, nigdy nie wejdzie pierwsza to jakiegoś pomieszczenia itp.. Jest po prostu trudna. Nie da sobie nic powiedzieć. Sesje nie pomagają.. Nie wiem co z nią będzie. - westchnęła. - Ed cały czas rozmawia z jakimś mężczyzną. Tyle wiemy o jego kompanie. Po prostu nie zwracaj uwagi na to że rozmawia z kimś kogo nie ma. Oczywiście nie zawsze jest tak kolorowo.. Często ma napady histerii, bezsenności, mówi że ma już dosyć, że chce żeby on się uciszył.. W takie dni pod żadnym pozorem nie pozwól mu żeby był sam w pokoju, bo będzie chciał się zabić. Zaprowadzaj go prosto do psychologa, tam na końcu korytarza. - wskazała. Ruszyliśmy, podejrzewam do pokoju pierwszego świra którego miałem dziś poznać. - O siedemnastej trzydzieści zabierasz wszystkich na salkę gdzie odbywają się terapie grupowe, wtedy przejmuje ich psycholog. Wracasz i idziesz do Zayna.
- On nie idzie na terapie?
- Grupowe? Przecież i tak nie powie ani słowa. Nic mu nie dają, zrezygnowaliśmy po miesiącu. Chodzi tylko na indywidualne, które są o osiemnastej trzydzieści.
- To co mam wtedy z nim robić?
- Nie wiem. Ja czytałam mu książki które wcześniej sobie wybierał. Może też Cię o to poprosić. Na prawdę nie wiem. Mów do niego jak najwięcej Harry. - zatrzymała mnie. - Wiem, będziesz miał wrażenie że Cię nie słucha, pomyślisz że Cię ignoruje albo jest w jakimś transie.. On rozumie każde słowo i chłonie je jak gąbka. On chce słuchać.. tylko boi się odpowiedzieć.
- Skąd to wiesz?
- Kiedyś opowiedziałam mu pewną historię. Leżał z głową na moich kolanach, miał zamknięte oczy.. myślałam że śpi, po chwili nawet ściszyłam głos. Wyobraź sobie że na drugi dzień narysował to o czym opowiadałam i dopisał, że usłyszeć zakończenie. Chodźmy się z nim przywitać.

Pokiwałem głową. Jasne. Już spieszy mi się opowiadać jakiejś niemowie o swoim życiu, żeby zobaczyć to później narysowane. Wezmę telefon, będę pisał z Louisem i pozwolę mu w ciszy gapić się w ścianę w swoim małym światku.

- Kiedy któreś z nich wróci z terapii indywidualnej, a biorą ich po kolei, wykorzystujesz swoje klucze i otwierasz prysznic. Musisz siedzieć w pokoju, słuchać czy nie jest zbyt cicho, albo czy coś podejrzanego się nie dzieje. W nagłych wypadkach, w każdej szafie jest przycisk alarmujący, po prostu go naciśnij. - wolałem nie myśleć o tych 'nagłych wypadkach'. - Zamykasz prysznic i oddajesz klucze pani Mills, która ma nocną zmianę. Wtedy możesz iść do domu.

Stanęliśmy przed drzwiami numer trzydzieści dwa. Perrie wyjęła pęk kluczy i przekręciła jednym z nich zamek. Odetchnąłem głęboko i zrezygnowany, powoli wszedłem za nią do małego pokoju.
Spał. Wyglądał jakby śnił o czymś okropnym a z kącików jego oczu kapały łzy.


________________________________________________________________

Jestem! :)
Kolejny 'rozdział informacyjny'. Nie lubię początków opowiadań, trzeba wyjaśniać z kim i z czym ma się do czynienia.. Później jest o wiele łatwiej, kiedy znacie już bohaterów. Mam nadzieję że monologi Perrie-pielęgniarki was nie zanudziły, ale chciałam żebyście poznali otoczenie tak samo jak Harry :)

Co myślicie o naszych 'pacjentach'?
Piszcie! Zawsze niecierpliwie czekam na wasze opinie, których jest niestety bardzo mało...

+ jeśli chcesz być informowana o rozdziałach zostaw nazwę twittera w komentarzu ♥

13 komentarzy:

  1. Hah, nareszcie bd Zarry c: Bardzo mi się podobał ten rozdział, tak jak reszta, i cały czas myślałam "niech bd Zayn, niech bd Zayn..." xDDD Dla wyjaśnienia (żeby ktoś nie pomyślał, że jestem jakaś dziwna czy coś) jestem Zayn's girl <3
    Wracając do tematu, świetne! Na prawdę, czekałam z niecierpliwością na kolejną część, a gdy się do niej dobrałam to nic mnie nie mogło oderwać zanim nie doczytałam do końca :) Cały czas myślę o tym co się stanie, kiedy next... Czekam na rozdział 5 :D
    Pozdrawiam i życzę weny xoxox
    http://i-live-only-for-you.blogspot.com/ Przepraszam za lekki spamik :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaa akcja sie rozkręca! Coraz bardziej podoba mi sie ten blog :d nie moge sie doczekac zarrego, i danielle! mam nadzieje, że każdy z nowych bohaterów będzie miał swój wyraźnie zarysowany charakter :)
    Czekam na następny x
    @pifpafbigboom

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaaayn <3 boże co się dla tego chłopaka stało? :(
    Rozdział na prawdę świetny a te długie monologi Perrie wcale mnie nie zanudziły,wręcz przeciwnie :) Każde słowo czytała uważnie i tak mnie wciągnęło,że wzroku nie mogłam oderwać od tego rozdziału. Nie wiem jak ty to robisz,że piszesz tak zajebiście..też tak chce!
    Chce już następnego,bo jestem cholernie ciekawa jak Harremu pójdzie z Zaynem <3 Do następnego,dużo weny :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeej, pierwsza rzecz o jakiej pomyślałam gdy skończyłam czytać to: "Cholera, piszesz tak realistycznie i jakbyś dobrze znała się na psychiatryku". Naprawdę, wielki szok. Danielle trudna? Danielle?! No wiesz, jak mogłaś! (xd) Ed trochę przypomina mi sytuację z Sam'em kiedy nękał go Lucyfer ;D. Chociaż wiem tak mniej więcej co będzie w tym opowiadaniu to zastanawiam się jak ty to wszystko napiszesz, nie wątpię, że będzie genialne. Czytałam już parę blogów, w sumie to całkiem dużo ich było i na podstawie tego mojego "doświadczenia w opowiadaniach" mogę powiedzieć, że zostałaś stworzona, żeby pisać, więc życzę Ci żebyś nigdy nie traciła weny.
    Luv u. xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Super :) fajnie piszesz
    P.S. wreszcie Zayn... ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Perrie jest zakochana w Maliku . Jestem tego kurwa bardziej niż pewna ! Na kilometr to 'widać' ! (Tak, widać.. Opisujesz to tak realistycznie, że to AŻ WIDAĆ : D)
    Kurczę, a więc teraz się zacznie... Znajomość Harrego i Zayna.. Jezu, naprawdę się martwię. Nie tyle nimi, ale sobą samą, bo jeżeli znów będę przeżywała kryzysy Larrego tak, jak w WUA, to będzie kiepsko ; p Czekam na dalszy rozwój ! x
    Ulubiony fragment ! ♥ : 'Planowałem na powrót wyłączyć świadomość swoich myśli, ale dłoń Louisa gładząca powoli moje plecy to zniweczyła. Poczułem jego usta na policzku i zdecydowałem porzucić ciemność, otwierając oczy.' aaaaaws ;3
    Informuj mnie ! x
    @Gabryska__99
    P.S. też wiem, co to znaczy 'początki' ehh.. Świetnie ci idzie ! ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem co pisać! Ten rozdział jest taki garrflgudshfgkissdof. Normalnie brak słów. Jest cudowny, fenomenalny.
    Troche mi wstyd patrząc na pozostałe komentarze, ze napisałam tak mało :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Boskie *_*

    Zapraszam do mnie do czytania, obserwowania i komentowania :)
    http://you-and-i-fanfiction.blogspot.com/

    Pozdrawiam! Xx
    / Haz.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny blog :)
    Nominuję do Libster Award, szczegóły:
    http://storyaboutzaynmalik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Zarąbiste! Kiedy next?

    OdpowiedzUsuń
  11. Cześć ;) Twój blog został wytypowany do "Coś do poczytania..." Więcej informacji tutaj: http://ihateyouharry.blogspot.com/p/blog-page_18.html
    Zapraszam również do Listy Polish Directioners: http://ihateyouharry.blogspot.com/p/spis-polish-directioners.html Niech wszyscy wiedzą, że jesteś Directionerką!! :* Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeśli szukasz zwiastunu na swojego bloga zajrzyj tutaj:
    zwiastuny-na-blog48.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Genialny rozdział i coś czuje że Zayn otworzy sie na Harryego xp buziakiiiiii :* :))
    @lo_ve1D

    OdpowiedzUsuń