niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 3.





- Kretynie to był ostatni raz. - usłyszałem poirytowany głos Liama gdy zajmowałem miejsce pasażera w jego starym oplu.
- Mnie również miło Cię widzieć Payne. - odpowiedziałem jednocześnie ziewając.

Usłyszałem głośne prychnięcie i docisnął pedał gazu. Miał prawo być wkurzonym wiele razy ale teraz, to na prawdę nie była moja wina. Kac wystarczająco mocno mnie ukarał. Kiedy obudziłem się na drugi dzień miałem wrażenie że ktoś powoli odrywa mi głowę od reszty ciała, nerw po nerwie, cholernie boleśnie je drażniąc.

- Co Ci odbiło? Mało masz problemów? - drążył temat.
- Nie ja zacząłem. - odpowiedziałem nie chcąc już o tym rozmawiać. Li obrzucił mnie niedowierzającym spojrzeniem - Dobra, może i ja uderzyłem pierwszy ale.. to nie zmienia faktu że.. należało im się i tyle. Koniec tematu.
- Koniec tematu będzie jak zapadnie wyrok. - Czy on zawsze musi tak wszystko roztrząsać?
- Proszę Cię. Zachowujesz się jakby zgarnęli mnie po raz pierwszy, wyluzuj. - Wyciągnąłem nogi na tyle, na ile było to możliwe w małym samochodzie i spytałem - Masz fajki? Nie paliłem od dwóch dni. Gdybym nie był tak zmęczony pewnie by mnie trzęsło.
- Wiesz że nie palę. Zresztą.. Rak Cię w końcu zeżre, rzuć to w końcu. - Dlaczego ja się z nim zadaję?

     Na tym zakończyła się nasza rozmowa. Liam zawsze odbiera mnie z komisariatu, Louis z jakiegoś powodu nigdy nie przychodzi kiedy mnie wypuszczają. Nie żebym zbyt często tam trafiał.. odkąd zamieszkaliśmy w Londynie byłoby.. z dziesięć? Za kradzieże, bójki, jedno podpalenie przystanku, sprzedaż nielegalnego alkoholu w miejscu publicznym, niezapłacone mandaty... zawsze jakoś się wywinąłem od pozbawienia wolności na więcej niż 48 godzin więc po co te nerwy. Oczywiście nie sugeruję że się do tego przyzwyczaiłem.. Nikt nie lubi siedzenia samemu w zamkniętym pomieszczeniu, bez czegokolwiek do roboty i milionami myśli. Tym razem byłem na szczęście przesłuchiwany tylko raz i uniknąłem badań. Ciotka Liama musi być wysoko postawioną szychą skoro tak po prostu załatwiła mi wyjście. Wyrok pewnie też ustawi. Muszę kupić butelkę dobrego wina i się do niej wybrać.
Kiedy samochód Payne'a zatrzymał się przed hurtownią za miastem wiedziałem że będzie to długi dzień, ale nie mogłem ominąć kolejnej dniówki. Czułem się okropnie. Marzyłem tylko i wyłącznie o prysznicu, przebraniu się i swoim własnym łóżku. Nie mogłem się doczekać spotkania z Louisem. Liam pozwolił mi zadzwonić ze swojego telefonu ale Tomlinson był zbyt zajęty żeby rozmawiać. Dzień ciągnął się niemiłosiernie, nienawidzę tej pracy. Koło dwudziestej myślałem że wszystkich pozabijam. Chciałem wjechać wózkiem widłowym w ścianę i powiedzieć że to przez przypadek bo kiedy dowiedziałem się, że trzeba rozwieźć jeszcze siedem palet, co równało się z co najmniej godziną pracy, miałem dosyć. Jak zwykle. Musiałem dźwigać kartony, wozić i obsłuchiwać od Paula a i tak płacili mi za mało. Głównie Louis nas utrzymywał. Właściwie to spełnia obietnicę. Kiedy siedzieliśmy w pociągu Doncaster-Londyn powiedział że zajmie się wszystkim. Zaufałem mu i nigdy mnie nie zawiódł, mimo że nie mogę tego powiedzieć o sobie. Zawodziłem go coraz częściej, choć tak bardzo chciałem żeby czuł się przy mnie bezpiecznie. Bolało mnie to że ostatnie miesiące wprowadziły pomiędzy nas niewyjaśniony niepokój i niedomówienia ale.. co mogłem na to poradzić? W tym pieprzonym mieście miałem tylko jego. Liam był dobrym kumplem ale Sophia trzymała go krótko. Często powtarzam mu że laska go ogranicza ale on.. chyba się przyzwyczaił. Mogłem wyjść na piwo z nim, czy z Jamesem i Feliksem, ale kontakty tutaj się urywały. No i Payne był, jakkolwiek to zabrzmi, przydatny w wyciąganiu mnie z każdego bałaganu. Louis miał przyjaciół, pasję i pracę w jednym.. Często miałem wrażenie że jako słabo zarabiający, często szwendając się po koncertach, brzdąkający na gitarze awanturnik, tylko go ograniczam. Oczywiście nie powie mi tego w twarz ale.. ja wiem swoje.
Przeczesałem palcami włosy i zamknąłem za sobą drzwi auta Liama, który podwiózł mnie po nasz blok. Nie miałem kluczy więc musiałem dzwonić domofonem.. kilka razy. Louis otworzył dopiero po kilku minutach. Może już spał? Wcisnąłem jedenaste piętro i przymknąłem oczy słuchając odgłosu windy. Drzwi do mieszkania były otwarte ale światła zgaszone. Ile razy mu powtarzałem żeby przekręcał ten cholerny klucz?
Odłożyłem portfel, klucze i telefon na stół i zacząłem przyglądać się zawartości lodówki. Trzeba wybrać się na zakupy. Usłyszałem za sobą przeciągłe ziewnięcie. Odwróciłem się i od razu uśmiechnąłem. Louis stał boso na płytkach, w samych bokserkach i przecierał oczy jak zaspany dzieciak. Włosy odstające w każdą stronę sprawiały że wyglądał nadzwyczaj uroczo. Z zamkniętymi oczami przyczłapał do mnie i wtulił się mocno w mój tors. Od razu zrobiło mi się cieplej. Odwzajemniłem uścisk całując go w czubek głowy i zaciągnąłem się zapachem którego tak bardzo mi brakowało. Louis mruknął cicho i podniósł wzrok spod opadającej mu na twarz grzywki. Dopiero wtedy zauważyłem jak bardzo miał podkrążone oczy. Cienie były mocno odznaczone, a czerwone żyłki przywołały na myśl tylko jedną rzecz.

- Brałeś coś?
- Harry.. oczywiście że. Nie.

Jego załamujący się, zaspany głos który tak uwielbiałem wybił mnie z rytmu. Nie widzieliśmy się od dwóch dni, nie chciałem od razu robić mu jakichś wyrzutów. Było oczywiste że mnie okłamał, ale wiedział że mu nie uwierzyłem. Byłem niemal pewny że wciąż jest pod wpływem czegoś mocnego. Inaczej obrzuciłby mnie poważnym spojrzeniem i zaczął miauczeć że nie lubi być sam, a nie przytulał. Na powrót schował twarz wtulając się we mnie a ja tylko westchnąłem. Jego dłonie przesunęły się powoli w dół moich pleców sprawiając że przeszedł mnie dreszcz. Oddech owiewał gorącem moje obojczyki. Poczułem jego wargi muskające delikatnie moją skórę. Jakby coś szeptał, jak skrzydła motyla. Jego nawet najmniejszy dotyk wywoływał we mnie zawsze takie same odczucia. Jego dotyk był iskrą. Tym razem nie było inaczej. Sięgnąłem dłonią do jego twarzy i przyciągając ją w górę pozwoliłem na zmieszanie naszych oddechów. Z tej odległości, z przymkniętymi powiekami i zmierzwionymi włosami wyglądał jak anioł. Mój własny anioł który z uśmiechem zmniejszając odległość między nami sprawiał, że zaczynałem wierzyć w całą tę bajkę o Niebie. Zwlekałem ze złączeniem naszych ust rozkoszując się sposobem w jaki jego kolczyk drażnił moją wargę. Poruszył się niecierpliwie i stanął na palcach czepiając się mocniej moich ramion. Uśmiechnąłem się widząc go tak zaspanego, pragnącego ciepła i w końcu dałem za wygraną złączając nasze wargi. Wręcz mogłem poczuć senność przepływającą przez niego, przemieszaną z ledwie wyczuwalną nutą alkoholu. Postanowiłem że muszę go obudzić i przeniosłem dłoń z jego policzka, powoli wplotłem ją we włosy chłopaka i przyciągnąłem go mocniej do siebie. Jego ręce znalazły się na moim torsie a usta naparły na moje z nieco większą siłą. Wykorzystałem moment i przechylając nieco głowę pogłębiłem pocałunek w pełni smakując jego ust, co on natychmiast oddał z cichym westchnieniem. Byłem cholernie zmęczony ale ta myśl została zamknięta w mało ważnej części świadomości. Fakt że Louis nie miał na sobie niczego oprócz czarnych bokserek sprawił że natychmiast zalało mnie gorąco. Podczas gdy nasze usta oddały się w pełni synchronicznemu tańcowi, moje dłonie rozpoczęły wędrówkę po jego nagich ramionach, docierając do lekko napiętego brzucha. W tej chwili przypomniałem sobie o ile niższy ode mnie jest Louis i że wciąż stoi na palcach. Bez zastanowienia chwyciłem go w pasie i przeniosłem na kuchenny stół. Był tak lekki że nie musiałem przerywać kolejnego zachłannego pocałunku który dzieliliśmy. Kiedy zwolniłem uścisk wyczułem że się uśmiecha. Wplótł palce w moje włosy poczułem to przyjemne uczucie które zawsze w ten sposób wywoływał. Zawijając z łatwością pasma loków i lekko za nie ciągnąc sprawiał że chciałem być już tylko jego, na zawsze. W jednej chwili poczułem że się oddala. Zdjąłem koszulkę i odrzuciłem ją na bok jak mogłem najszybciej. Kiedy przeniosłem wzrok na jego twarz widziałem już tylko pożądanie, takie samo jak tliło się we mnie. A konkretniej w moim podbrzuszu, zaczynając coraz bardziej dawać o sobie znać.
Patrzenie w sposób w jaki on robił to w tej chwili powinno być nielegalne. Nie mogąc dłużej znieść braku jego dotyku na powrót zmniejszyłem odległość stając jeszcze bliżej między jego udami. Chwyciłem jego wargę między zęby przejeżdżając językiem przez kolczyk żeby zaraz nieco go pociągnąć. W tej samej chwili jego ręce zaczęły wypalać swoje imię na moich plecach. Przez długą chwilę pozwoliliśmy sobie na rozkoszowanie się swoim dotykiem i pocałunkami. Oddychanie jego powietrzem było zdecydowanie moją ulubioną czynnością. Pomogłem jego dłoniom rozpiąć pasek, z którym mocował się przez chwilę. Nie przerywając całowania mojego anioła pozbyłem się zbędnych części swojej garderoby.. właściwie wszystkiego. W końcu gdy już pozwolił mi oddalić się, sięgnąłem dłońmi do zakończenia jego bielizny. Podparł się i pomógł mi się ich szybko pozbyć..
Obaj byliśmy pobudzeni do tego stopnia, że zdecydowałem nie przedłużać oczekiwania. Gdzieś w zakamarkach mojego umysłu zamajaczyła myśl, że Louis nie jest do końca w pełni świadomy, ale odrzuciłem ją razem z każdą inną myślą do innego pomieszczenia. Zmusiłem go do położenia się i kładąc ręce po jego bokach pozwoliłem by nasze erekcje otarły się o siebie, co niemal natychmiast wywołało w nas obydwóch kolejną falę żądzy bliskości. Złożyłem kilka pocałunków na ustach niebieskookiego żeby zaraz przenieść się na jego szyję. Ponowiłem ruchy biodrami a kiedy jego cichy jęk wypełnił pomieszczenie postanowiłem że nie mogę dłużej czekać. Przytrzymałem jego nogi i cały czas obserwując jego twarz zacząłem powoli w niego wchodzić. Skupiłem całą swoją uwagę na delikatnych rysach, kościach policzkowych, oczach, które z każdym moim ruchem zaczynał przełamywać ból. Mięśnie zaciskające się wokół mojego penisa wywołały dzikie szarpnięcie, rozlewając się po całym ciele. Wypuściłem głośno powietrze i sięgnąłem po jego dłoń. Kiedy splotłem nasze palce zacisnął uścisk i znów cicho jęcząc odchylił głowę do tyłu. Przycisnąłem rozedrgane wargi za jego uchem czekając na jego znak. Wyczuwałem jego puls co sprawiło że jeszcze bardziej go zapragnąłem. Zacisnąłem palce drugiej dłoni na jego udzie delikatnie je pocierając, co sprawiło że przełamał granicę. Zacząłem powoli poruszać biodrami coraz ciężej oddychając wprost do jego ucha. Scałowywałem ścieżkę wzdłuż jego linii szczęki, aż do obojczyka. Zdecydowałem się przyspieszyć nieco swoje ruchy co spotkało się z głośniejszym jęczeniem Louisa, który teraz wił się pode mną doprowadzając mnie tym do szaleństwa. Czułem jak ciśnienie w moim podbrzuszu zwiększa się z każdym ruchem więc żeby powstrzymać się od powtarzania w kółko jego imienia zassałem skórę na jego szyi. Sapnął płytko i wbił palce w moje plecy. Przejechałem językiem po zaczerwienionym miejscu i znów spojrzałem na niego. Czułem jak opuszki jego palców naznaczały mnie swoją własnością. Smakowałem trucizny która dostając się do mojego krwiobiegu pobudzała każdy najmniejszy nerw niszcząc go i odnawiając na powrót, kilka razy, z coraz większą mocą. Nasze ciała rozgrzane do czerwoności poruszały się w jednym rytmie. W końcu czując że jestem już na krawędzi wpiłem się w jego usta, jakby oddech który im zabrałem miał być ostatnią porcją powietrza. Mantra jęków i cichych szeptów w końcu nabrała na sile, żeby po chwili ucichnąć, rozlewając się po całym ciele i sprawiając, że pod powiekami szalał ogień. Tej nocy żadne z nas nie chciało go ugasić.

 _______________________________________________________________


 Przepraszam. Na prawdę. Nawet nie wiecie jak bardzo męczące było napisanie tego rozdziału. Nie czuję się dobrze w pisaniu takich scen i wątpię żebym miała zmienić zdanie więc od razu przepraszam za to że napisałam to tak beznadziejnie.
Piszcie jakie są wasze opinie.

Pewnie zastanawiacie się też dlaczego głównym pairingiem w tym opowiadaniu jest Zarry skoro nie ma tutaj Zayna. Spokojnie, jeszcze troszkę was przetrzymam. :)

Zaczęłam właśnie ferie więc mam nadzieję że będę dodawać częściej niż jeden rozdział na tydzień. A wy kiedy zaczynacie?

Mały spamik na koniec. Jestem adminką spisu opowiadań, którego banner jest po lewej stronie bloga. Zapraszam, zapisujcie swoje blogi, szukajcie opowiadań dla siebie.

Xx Ten rozdział jest dla niej. Nie, wcale nie jest lepiej.

+ jeśli chcesz być informowana na bieżąco o rozdziałach zostaw nazwę tt w komentarzu :)

7 komentarzy:

  1. napisane beznadziejne ...
    Napisane beznadziejnie ...
    Napisane Beznadziejnie ...
    NAPISANE BEZNADZIEJNIE ...
    *
    *
    *
    *
    *
    *
    *
    *
    *
    *
    *
    *
    żartujesz sobie ze mnie ?!
    Jezu, przecież to jest wspaniałe ! Nie rozumiem, dlaczego sądzisz inaczej .. Nigdy nie powinnaś w siebie wątpić ! Cała scenka z udziałem Larrego była tak realistyczna.. Głupio mi się do tego przyznać, ale było to jak oglądanie najlepszego filmu ! ;3
    Już nie mogę się doczekać, kiedy do fabuły dołączy mój kochany Zen *,* (serio, to mój secret crush ;D). Ale i tak wierzę, że Larry przetrwa ten 'kryzys' związany z pojawieniem się Malika i wszystko będzie jak dawniej.. Ale bez drag. Proszę..
    Ulubiony fragment ! ♥ : 'Kiedy siedzieliśmy w pociągu Doncaster-Londyn powiedział że zajmie się wszystkim. Zaufałem mu i nigdy mnie nie zawiódł, mimo że nie mogę tego powiedzieć o sobie. Zawodziłem go coraz częściej, choć tak bardzo chciałem żeby czuł się przy mnie bezpiecznie.'
    Informuj mnie ! x
    @Gabryska__99
    P.S. Mówisz, że wcale nie jest lepiej.. Bardzo mi przykro :c Mam nadzieję, że to tylko stan chwilowy. Trzymaj się, Słoneczko ♥ Jestem z Tobą :* x

    OdpowiedzUsuń
  2. cudny rozdział. taki mrrrauu *.*
    właśnie zastanawiałam się o co chodzi z zarrym xd
    troche mnie lou irytuje w tym opowiadaniu. jego chłopak w więzieniu a ten bierze narkotyki pfff. i nawet po niego nie przyjedzie.
    może zen będzie jakimś słodziakiem który odmieni życie hazzy? nie moge sie doczekac następnego!
    ja też zaczęłam właśnue ferie. yyyyeahhhh!! :) ily x

    OdpowiedzUsuń
  3. Ehh no to tak, trudno jest mi ubrać w słowa to co teraz dzieje się w mojej głowie. Nie będę pisać, że rozdział jest genialny i tak dalej bo dobrze o tym wiesz i to jest dopiero początek i wiadomo jest mało akcji jak na razie bo to jest wprowadzenie, ale chodzi mi o to,że...hmm...dobrze piszesz, czytając to czuję jakby każde zdanie było całkowicie przemyślane i miało wielkie znaczenie.Wiesz, że sama próbuję pisać i gdy czytam twoje opowiadania jestem zazdrosna, że takie wyrażenia przychodzą Ci do głowy. Zakończę tak, historia zapowiada się niesamowicie, życzę weny i chcę twoją książkę bo wiem, że potrafiłabyś ją napisać i byłaby genialna. xoxo

    OdpowiedzUsuń
  4. ^^ to jest super. Jestem ciekawa czy Lou rzeczywiście był naćpany.
    A rozdziały faktycznie możesz dodawaç częściej :*
    Ja zaczynam ferie dopiero w połowie lutego :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Nowo założona recenzalnia "Kolorowe recenzje"! Zapraszam do zgłoszenia swojego bloga do naszej recenzalni. Poznasz recenzję swojego bloga i dowiesz się, co jest idealne, a co musisz jeszcze poprawić.
    Serdecznie zapraszam: http://kolorowe-recenzje.blogspot.com/
    Poszukuję kogoś do współpracy, na mojej podstronie i w aktualnościach znajduje się kontakt do mnie. Przyjmę każdego na okres próbny, a później zobaczymy co będzie dalej. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. WOW! To było genialne! :* Zayn... Szkoda, że go nie ma, ale zaczekam ;p Hah, a ten fragment na końcu... Zwykle nie lubię czytać takich rzeczy, ale Tb wyszedł tak dobrze, że wgl mi to nie przeszkadza c: Fajnie, że zaczynasz ferie, bd mogła poleniuchować i pisać rozdziały ;p Żarcik xD Ja mam od początku lutego C:
    Życzę weny xoxox

    OdpowiedzUsuń
  7. W cale nie napisałaś tego beznadziejnie, ba, napisałaś to świetnie!
    @lo_ve1D

    OdpowiedzUsuń